„Another”
„Po przeprowadzce do
małego miasteczka Kouichi rozpoczyna naukę w gimnazjum. Jego
zainteresowanie wzbudza koleżanka z klasy, której zarówno
nauczyciele, jak i uczniowie zdają się nie zauważać. ”
Kiedy pierwszy raz
przeczytałam opis, wyrysowała mi się od razu najprawdopodobniejsza
historia – chłopak przenosi się do małego miasteczka, w nowej
szkole spotyka dziewczynę, która jest bardzo nieśmiała i z tego
powodu jest samotna, zaczynają ze sobą rozmawiać, zakochują się,
on wyznaje jej miłość i HAPPY END. Typowe shojo. Powiem szczerze,
że tylko dwie rzeczy nie pasowały mi do tego opisu – to, że
powyższa bohaterka nosi opaskę na oku, co mnie zaintrygowało i w
sumie głównie to mnie skłoniło do obejrzenia oraz fakt, że "Another" jest zaliczane do horrorów. Dlatego też postanowiłam spędzić
najbliższe wolne godziny na obejrzeniu, czego z całego serca nie
żałuję!
Przyznam się bez bicia, że
jestem tchórzem. Może nie tak wielkim jak Smoczyca, ale boję się
horrorów (ale tylko filmów, anime i mang), jednak tylko tych w
których występują istoty paranormalne (głównie duchy, zombie,
demony i kosmici). Nie przepadam też za takimi mega krwawymi, ale to
bardziej z obrzydzenia niż strachu. Lubię tylko te filmy grozy,
gdzie występują psychopaci (jednak nie są one aż tak krwawe).
Wiecie, coś na zasadzie „Sieroty”. Dlatego też nie wystraszyłam
się opisu.
Największym plusem serii
jest przede wszystkim napięcie. Być może fani horrorów, odporni
na większość chwytów, mających na celu zrzucenie nas z krzeseł
ze strachu, mogą tego nie wyczuć, ale taki cykor jak ja był czasem
sztywny. Przede wszystkim należy się twórcom głęboki ukłon za
to, że udało im się stworzyć i, co jest trudniejsze, utrzymać
napięcie w produkcji animowanej. Moim zdaniem jest to niesamowite,
bo w końcu jak człowiek może dać się przestraszyć paru
rysunkowym obrazkom? A tutaj efekt ten został osiągnięty.
Podobało mi się, że nie
było to przewidywalne. Za każdym razem, kiedy udało mi się wysnuć
jakieś przypuszczenie, anime wyprowadzało mnie w pole obalając
kolejne moje teorie. Z kolei, gdy docieramy do momentu, kiedy
nurtująca nas niejasność zostaje wyjaśniona, pojawia się
dwadzieścia innych pytań! I tym sposobem widz nie może na odcinku
przedostatnim (takim, kiedy nie ma jeszcze finału, bądź finał się
dopiero zaczyna) z uśmiechem powiedzieć, jak to wszystko się
skończy, bo na końcu i tak się pomyli (tak przynajmniej było w
moim przypadku). Klimat tej „gęstej tajemnicy” utrzymuje się do
ostatnich minut serii. Podobało mi się to, ponieważ pokazywało,
że fabuła została dokładnie przemyślana i dopracowano prawie
całość (do tego jeszcze wrócę).
Moim zdaniem anime ma dwa
główne minusy, które mnie kuły w oczy. Oba są ze sobą powiązane.
Pierwszym jest postać Misaki Mei. Sama w sobie jest intrygująca i
nawet byłabym w stanie ją polubić, gdyby nie to, że jest... hm...
jakby to ująć... powiedzmy, że gdyby nie to, że ona niemal
wszystko o tej tajemnicy wie. Czasami sprawia wrażenie, jakby już
na początku akcji mogła rozwiązać zaistniałą zagadkę, ale po
prostu nie chciała. Dlatego strasznie mnie irytowało, kiedy po raz
setny bohaterka ze smutkiem powiedziała, że wiedziała o tym od
początku, ale... .
Kolejnym minusem jest to,
że końcówka moim zdaniem nie została tak bardzo dopracowana jak
reszta serii. Osobiście odebrałam wrażenie, że twórcy olali ją
już kompletnie. Nie mówię o całym finale, a o tym jak Mei
przekonała głównego bohatera, że to co mówi to prawda
(wyjaśnienie zagadki). To było całkowicie olane! Jest tak, bo Mei
była na miejscu i wszystko widziała. No ludzie! Mogli to lepiej
wytłumaczyć.
Ostatnim aspektem, jaki
poruszę nie jest stu procentowym minusem. Ma zarówno swoje wady,
jak i zalety. Chodzi mi o to, że anime jest bardzo krwawe. Podobało
mi się, że nie jest całe mega brutalne od początku do końca,
jednak stopniowo ten poziom się zmienia. Najbardziej krwawym
elementem jest końcówka. Dlatego mi się nie podobało, bo po tych
dziesięciu czy jedenastu odcinkach tajemniczości, następuje
totalna masakra! Trochę burzy to charakter serii, co mnie zdziwiło.
Mimo tego lekkiego zniesmaczenia tym nagłym... hmm... nazwijmy to
przyspieszeniem, rozumiem tę sytuację. Twórcy podeszli do tego od
strony psychologicznej i mimo, że nie do końca podobało mi się
zakończenie, uznaje je i daje temu anime plusa. Ciekawi mnie tylko, czy w mandze było takie samo wytłumaczenie, jednak niestety manga została w Polsce wydana, więc na razie muszę uzbierać odpowiednią sumę T^T.
Jeśli chodzi o kreskę to
uważam, że jest nieco słodka. Bardzo mi się podobały porcelanowe
lalki. Moim zdaniem były urocze. Ma jednak swoje wady – na
przykład, kiedy na jednej scenie występuje grupa postaci, bez
skupienia na jednej, to są one mało estetyczne, trochę tak
krzywo rysowane. Z kolei, kiedy występuje jedna postać, jest ona
już całkiem dokładnie przedstawiona.
Podsumowując:
Mocno trzyma w napięciu,
jest owiane niesamowicie „gęstą tajemnicą” i nie sposób
przewidzieć, co może się wydarzyć dalej! Zdecydowanie warte uznania!
Ocena: 6 (mimo końcówki)
Harpia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz