Jako, że dziś mam coś normalnego, to wstawiam to opowiadanie Wyroczni. Moje opowiadanie, w którym nawet jeszcze nie zaczęło się nic dziać, wkrótce dostanie swoje pięć minut i wstawię resztę, ale ostrzegam, moje jest trochę długawe. A na ciąg dalszy opowiadania Wyroczni czekajcie już jutro =).
Miłego czytania!
Smoczyca
"Każdy dzień to nowa historia"
część I
część I
"Każdy dzień to nowa historia"... Pewnie każdy z was to słyszał. Jeszcze jakiś czas temu powiedziałabym, że te słowa nie są prawdą. Przez 16 lat żyłam w jednym miejscu - Dream Town.
Nic się nie zmieniało, wszystko było takie same.
Od kilku dni uczęszczam do nowej szkoły.
Jestem przeciętną nastolatką… Bynajmniej tak sądziłam do czasu spotkania tych zielonych oczu…
Tydzień wcześniej.
Jak zwykle wybierałam się do szkoły.
- Rose, nie zapomniałaś niczego? - zapytała mama.
- Wszystko wzięłam. Nie musisz się martwić.
- Dobrze... Pamiętaj o śniadaniu.
Wyszłam z domu. Szłam przez piękny park, który znajduje się dwie ulice dalej od mojego domu. Nigdy nie mogłam zrozumieć, że takie śliczne miejsce może być puste. Nikt tu nie przychodził. Składa się on z dwóch części, które oddziela od siebie stara, zamknięta na klucz, brama.
Po piętnastu minutach byłam już pod szkołą.
- Hej Ros! - powiedziała zielonooka dziewczyna, która właśnie weszła w słup. Była to Zoe. Jej fioletowy płaszcz i niebieskie spodnie były całe w błocie. Brązowe włosy miała ozdobione liśćmi. Pewnie upadła. Jak zwykle nie patrzyła, gdzie idzie. Każdy się przez to boi, że w pewnym momencie jej zachowanie źle się skończy.
- Nic ci nie jest?
- Nie, nic się nie stało. Wiesz, to przecież norma. - patrzyłam z niedowierzaniem na Zoe. Nie rozumiałam jej. Przez to mogła sobie coś zrobić, ale jej to nie obchodziło.
- Rose, słyszałaś już nowe wieści?
- Nie. Czy to coś ważnego? - zapytałam się. Szczerze, nie interesowała mnie żadna nowa wiadomość o tym, że ktoś zaczyna ze sobą chodzić czy ktoś inny kupił sobie coś fajnego.
- Do miasta wprowadziła się nowa rodzina. Podobno Państwo Wood mają dwie córki i trzech synów. Z tego wszystkiego najlepsze jest to, iż dwoje z ich dzieci jest w naszym wieku. Fajnie nie? Nowi znajomi.
- Yhy. Kesha ci powiedziała? To coś nowego, że ja tego jeszcze nie wiedziałam… A właśnie gdzie ona jest? Nie miała przyjść z tobą?
W tym momencie podeszła do nas wspomniana wcześniej dziewczyna. Miała na sobie skórzaną kurtkę, czarne rurki i niebieskie buty, które były tego samego odcieniu co jej oczy. Włosy związane miała w warkocz.
- Hej Rose. Muszę powiedzieć ci coś ważnego.
- Hej. Jeśli chodzi o nową rodzinę to właśnie się dowiedziałam. Za to ja mam pytanie: gdzieś ty była?
- Musiałam dowiedzieć się czegoś więcej na temat nowych uczniów. - powiedziała Kasha z niezbyt zadowoloną miną.
- I czego się dowiedziałaś? - zapytałam trochę ciekawa. Miałam nadzieję, że rodzina ta będzie fajna i miła. Keshę pewnie interesowała inna rzecz. Miała aż trzech nowych chłopaków. Mogę się założyć, że cieszyła się z tego powodu.
- Z tego co wiem, nikt nowy nie przepisał się do naszej szkoły. Jest to trochę dziwne.
- Pewnie muszą się najpierw rozpakować, ogarnąć wszystko, a dopiero później się zapiszą. - powiedziała Zoe. W tym momencie było to jedyne logiczne rozwiązanie tej sytuacji.
Lekcje minęły mi spokojnie. Nic się nie działo.
Wracałam przez park. Jak zawsze siadłam na jednej z ławek i wsłuchiwałam się w ptasi śpiew. Zamknęłam oczy i zaczęłam rozmyślać, co znajduje się po drugiej stronie bramy. Pamiętam, jak w dzieciństwie próbowałam różnych sposobów na przedostanie się do tej tajemniczej części parku.
Usłyszałam kroki, otworzyłam oczy i zauważyłam chłopaka, który kierował się w moją stronę. Miał on czarne włosy. Ubrany był w niebieską bluzę, szare spodnie i w czarne adidasy, a z każdym krokiem mogłam wyraźniej zobaczyć jego duże, zielone oczy. Były piękne. Mogę powiedzieć, że zakochałam się w tych przecudownych oczach.
- Przepraszam. Jestem Mark Wood. Kilka dni temu wprowadziłem się tutaj. Wybacz, że ci przeszkadzam ale chciałbym się ciebie zapytać o jedną rzecz. Wiesz może w którą stronę trzeba się udać, by znaleźć bramę Dream? - zapytał chłopak.
- Brama Dream? Pierwszy raz o takiej słyszę. Może wiesz coś więcej o niej, na przykład jak wygląda?
- Nie wiem, ale posiadam informacje, że podobno znajduję się ona w tym parku.
- Jedyną bramą, jaka jest tu, to taka stara, zamknięta. Jeśli chcesz to mogę zaprowadzić cię do niej. - powiedziałam. Chłopak uśmiechnął się i pokiwał głową.
- Ucieszę się twoim towarzystwem. Przepraszam, ale chciałbym znać twoje imię. Czy jest taka możliwość?
- Nazywam się Rose Hill.
- Miło mi cię poznać.
Szliśmy z pięć minut. Gdy znaleźliśmy się już na miejscu, zauważyłam, że pod bramą stoją dwie osoby. Jedną z nich była niską dziewczynką. Miała długie szare włosy, fioletowe oczy i czerwoną sukienkę. Na sam widok tego, jak była ubrana, przeszły mnie dreszcze. Jest zimno, a ona w samej sukience… Drugą postacią był wysoki mężczyzna ubrany w granatową koszulę i jasne dżinsy. Jego długie blond włosy powiewały na wietrze.
- Dziękuję ci bardzo. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. - powiedział chłopak uśmiechając się.
- Też mam taką nadzieję. - odpowiedziałam. Nie chciałam żegnać się z tymi pięknymi oczami. - Poradzisz już sobie? - zapytałam z nadzieją, że odpowie coś w stylu: Szczerze to chciałbym, abyś została jeszcze ze mną. Byłabym wtedy szczęśliwa. Bym miała te oczy na dłużej.
- Tak, miło było Cię poznać. Do zobaczenia. - pożegnał się ze mną Mark.
- Do zobaczenia. - odpowiedziałam, a chłopak udał się w kierunku postaci stojących koło bramy.
Byłam trochę smutna. A co jeśli już nigdy go nie spotkam? Przecież mieszka w tym samym miasteczku, co ja, więc na pewno go jeszcze zobaczę. Z takimi myślami w głowie ruszyłam do domu.
ciąg dalszy nastąpi...
Wyrocznia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz