niedziela, 25 października 2015

Bezdomny bóg, laska z ogonem i nastolatek/miecz we własnej osobie, czyli recenzja anime „Noragami”

Dzisiaj JA! (A co tam, kiedyś trzeba XD). Dzień wolny był wczoraj, bo miałam doła, więc robię wyjątek i wstawiam w niedzielę.
Miłego czytania!

„Noragami”

Noragami 

Jestem na świeżo po genialnym anime „Noragami” (skończyłam je oglądać 2 minuty temu, dosłownie XD), więc chce was zachęcić, bo anime warte zobaczenia!

„Yato codziennie ubiera się w ten sam znoszony dres, sypia pod gołym niebem na ołtarzu rzadko odwiedzanej świątyni i za symboliczny datek w wysokości pięciu yenów podejmuje się każdego zadania. Czasem na błysk wysprząta czyjąś łazienkę, a czasem odnajdzie zaginionego kociaka czy zastąpi chorego pracownika na nocnej zmianie. Od czasu do czasu jednak trafiają mu się poważne zlecenia, podczas których musi dobyć broni i rozprawić się z nękającymi niewinnych ludzi złymi duchami. Yato jest bowiem... bogiem, a bycie bogiem w Japonii, przy tak licznej konkurencji, to ciężki kawałek chleba. Choć trudno z nim wytrzymać, przez większość czasu towarzyszą mu Hiyori, kochająca się w profesjonalnym wrestlingu nastolatka, której obiecał pomóc z dosyć nietypowym problemem, oraz niesforny Yukine, młody chłopak o buntowniczych skłonnościach.”

  
Szczerze, kiedy na nie wpadłam, to… nie wiem, dlaczego na nie zwróciłam uwagę. Zaczynając oglądać nawet nie zerknęłam na opis (jak teraz go przeczytałam, to mocno się zdziwiłam). Miałam po prostu ochotę coś obejrzeć, to mi się wpakowało pod łapy, więc obejrzałam i nie żałuję. Myślałam, że będzie to płytkie shojo, z jakąś denną fabułą, głupią główną bohaterką i niemyślącym przystojnym facetem. Jeśli ktoś tego oczekuje, to znajdzie tylko głupią bohaterkę, jedną z głównych postaci.
 Ogólnie anime opowiada historię praktycznie nikomu nie znanego boga Yato i Hiyori, która przez przypadek potrafi wyleźć z własnego ciała i latać po mieście z ogonem, właśnie przez to, że pomogła raz naszemu nieszczęsnemu Panu z Dalekiego Wybrzeża. Poznajemy go, gdy walczy z ayakashi, czyli złymi duchami przy użyciu Świętej Broni (cudeńko! Ja chcę taki prezent!). Ale potem ta broń wypowiada mu posłuszeństwo i Yato chcąc nie chcąc musi ją oswobodzić. Tak dla ścisłości dodam, że te bronie przybierały też ludzką postać, a jak miały walczyć to stawały się, np.: kataną, pistoletem, lwem czy paskiem XD. Więc ogólnie nasz bóg zostaje bezbronny. Gdy ucieka wraz z Hiyori przed jednym z ayakashi znajduje sobie Świętą Broń. Staje się nią młody chłopak Yukine, który jest typowym nastolatkiem. O jak jestem przy tym, to może pokrótce omówię trójkę głównych bohaterów!

Yato – bóg wojny i zniszczenia (no patrzcie państwo, a nie wygląda XD). Arogant, dupek totalny normalnie, świnia, egoista, egocentryk i by można wiele o nim jeszcze niemiłych rzeczy powiedzieć. Takie wrażenie sprawia przy pierwszym spotkaniu, ale potem… Ilu znacie ludzi, którzy pod maską złości i wredoty ukrywają to, że są samotni? Ja wielu. Yato był samotny. Od zawsze porzucany, nigdzie nie chciany, nie kochany, nie wielbiony. Przerąbany taki los. Zwłaszcza jak dla boga. Ale gdy do życia wtrąca mu się Hiyori a potem Yuki, to chłopaczyna się zmienia i to bardzo. Poświęca się dla przyjaźni i dla bliskich mu osób znosi ogromny ból (później do tego jeszcze wrócę). Ogólnie staje się całkiem spoko, a ja to go tam od początku lubiłam.

Yuki/Sekki – Święta Broń. Podałam dwa imiona, ponieważ przy zmianie, w jego przypadku w długą katanę, używa tego drugiego. Powiem tak: typowy nastolatek. Buntuje się, zachowuje się BARDZO nieodpowiedzialnie, egoista itd.  Na początku jest naprawdę kolejnym debilem (same debile w tym  anime XD), nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo swoim zachowaniem rani innych (do tego też wrócę później). Oczywiście potem dostaje niezłą nauczkę i się bardzo zmienia, w ogóle staje się takim  uroczym i niewinnym dzieckiem XD.

Hiyori - …….. Jak by ją Harpia nazwała: Mary Sue. Mi do końca do tej roli nie pasuje. Owszem, nie jest zbyt inteligentna, ale… nie mogę jej nie lubić. Może po tym, jak po raz setny uratowała Yato i Yukiego w ostatnim odcinku zyskała sobie moje uznanie… Nie wiem. Ogólnie głupia i wścibska baba, która sądzi, że potrafi uratować świat.

Dobra, a teraz trochę o tym, czego anime uczy i co nam pokazuje. Jest ono ogólnie o samotności. Samotności tak dużej, że przemienia się ona już w zgryźliwość, chamstwo, radość ze szkodzenia innym. Pokazuje nam, że każda istota potrzebuje miłości i wsparcia. Przyjaźń, którą główni bohaterowie obdarowują siebie nawzajem zmienia ich wszystkich, pomaga odnaleźć swoją drogę i naprawić wyrządzone błędy.
 Anime bardzo dobrze pokazuje też, jak można zamknąć się we własnym cierpieniu i nie pozwalać sobie pomóc. Skupiamy się na sobie, na tym co MNIE boli, co MNIE rani, co MI nie pasuje, czego JA się boję, co MI się dzieje złego. Zapominamy o innych, nie dopuszczamy do siebie myśli, że gdybyśmy chcieli, to wiele rzeczy, które nas ranią, możemy sami zwalczyć lub przedstawiamy je po prostu w złym świetle i to wcale nie jest złe, tylko dla nas niewygodne. Nie pozwalamy też, aby inni nam pomagali, bo uważamy, że tylko nas jeszcze bardziej skrzywdzą. Anime pokazuje, jak taki mur zostaje zniszczony, a osoba, która się w nim uwięziła wraca do normalnego życia (jeśli u istot nadnaturalnych takie coś istnieje).
Jest jeszcze tu genialnie pokazane to, że jeśli cierpimy i/lub sprawiamy komuś innemu ból, robimy coś złego, to odbija się to na bliskich nam osobach. W anime jest to pokazane bardzo wyraźnie za pomocą magicznego połączenia Broni i jej Pana, ale w naszym rzeczywistym świecie też występuje taka zależność. Gdy jedno robi coś złego, drugie, bliskie pierwszemu, cierpi. W przypadku anime, nie doprowadziło to o mało do śmierci obu postaci, jednak dzięki sile przyjaźni i chęci życia, normalnego życia, udało się ocalić obydwu bohaterów, a złego uzdrowić i oczyścić z win.
Tak jeszcze tylko napomknę, że dobrze pokazano też honor i oddanie. Jedna ze świętych broni, która należała do osoby, która chciała zabić Yato była mu coś winna i mimo iż teoretycznie byli wrogami, to gdy nasz główny bohater był w potrzebie, pomógł mu. Ba! Nawet własne życie narażał! (Tak przy okazji, gość był Z-A-R-Ą-B-I-S-T-Y!!! XD)

No więc tyle o zaletach, jeszcze napomknę o jednym czy dwóch minusikach.
Zacznijmy od pierwszego. Ekhem… Ja jestem Tchórzosmoczkiem i powiem szczerze, ayakashi w niepełnej formie mnie przerażały. Duchy, które nie wyglądały jak żaby czy skorpiony w swojej całkowitej postaci, mnie przerażały (szczególnie ta mała dziewczynka i to jej oko… Brrrrrr, aż teraz mam ciarki). Czasem główny bohater mnie przerażał. Yuki też mnie czasem przerażał (konkretnie to raz, przy jeden scenie). Jeśli ktoś ma słabe nerwy tak jak ja, to nie radzę oglądać przy zgaszonym świetle o drugiej w nocy tak jak ja!
Po drugie - zakończenie…………… Agh! Powiem wam tak: gdyby to ja była twórcą, to z tego jednego sezonu zrobiłabym dwa. Wykasowałabym trzy ostatnie odcinki, przeciągnęła trochę akcję w czwartym od końca, dociągnęła do tej dwunastki, a z tych trzech, które mi zostały zrobiła całkiem nową serię. Bo tak jak jest teraz, to trochę sensu nie ma. Znaczy po prostu to się za szybko kończy! Pojawia się gość, robi zamieszanie a potem rachu, ciachu, parę machnięć Sekki i koniec.  Za szybko, za wiele wątków niewyjaśnionych i choć drugi sezon jest emitowany, to główny zły z poprzedniego sezonu już nie wróci, pewnie już wiecie dlaczego (ja wam nie powiedziałam, co mu się stało!). Więc jak dla mnie, sezon pierwszy ma trochę kiepskawe zakończenie, no ale cóż...

Podsumowanie: Obejrzałam, przeżyłam i cieszę się, bo anime mądre i pouczające. Naprawdę warte obejrzenia. Bardzo polecam, chyba, że szukacie lekkiego i płytkiego anime na dobranoc, to odradzam stanowczo!


Moja ocena:….. 9,97/10 (za krótkie i to zakończenie)


Smoczyca

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz