Wiem, wiem, wczoraj też ona was zanudzała zabawiała. Wybaczcie, że i dzisiaj wstawiam jej recenzję, ale przyznam się szczerze: robię to z lenistwa. Po prostu nie chciało mi się korektować innych prac naszych autorek. Więc znowu proszę was o wybaczenie. Mam nadzieję, że ten harpiowy potwór was jeszcze nie zanudził na śmierć (Zanudzi? Też się odezwała H.) (No odzywam się. Wprowadzam jakieś życie do tego bloga XD S.) (Wprowadzasz życie? Ty? To mi się nie łączy... H.) (Ja nie piszę stale o morderstwach, denatach i mordowanych. Czasem zmieniam temat. Więc tak - wprowadzam życie :* S.) (Nie moja wina, że mam słabość do czarnych charakterów, a o mordowanych nie piszę! H.) (No dobra. Wiem, że twoją pierwszą miłością był Gargamel i dotąd się nie pozbierałaś po złamanym sercu... Ups, miałam nikomu nie mówić. S.) (Jak mogłaś XD H.) =).
Pozdrowionka no i zostawiam was z tą (o! coś nowego!) recenzją
Smoczi
"Arsene Lupin"
Maurice Leblanc
"Maurice Leblanc w 1905 roku opublikował
pierwszą historię opowiadającą o przygodach Arsene'a Lupina.
Trafił w dziesiątkę. Arsene bardzo szybko stał się jednym z
najpopularniejszych fikcyjnych bohaterów literackich.
Ten dżentelmen włamywacz o
zdolnościach detektywistycznych mistrzowsko kradnie i mistrzowsko
uwodzi. Nie ma kobiety, która potrafiłaby mu się oprzeć. Nie ma
szyfru do sejfu, którego by nie złamał.
Okrada złych, nieuczciwych, bogatych,
a broni słabych i pokrzywdzonych – karząca ręka sprawiedliwości
w jedwabnych rękawiczkach.
Oto on – doskonałe połączenie
przeciwieństw: patriota, gdy jego kraj znajdzie się w potrzebie. Na
co dzień anarchista, który kpi z policji i żyje jak arystokrata.
Umysł bystry i niezależny.
Arsene Lupin znowu powraca!
Oto pierwszy z dwudziestu trzech tomów
opowieści Maurice'a Leblanca!”
Przyznam szczerze, że nigdy tak długo nie polowałam na żadną książkę, jak mi się zdarzyło z Arsenem. Pytałam w księgarniach, po rodzinie, szukałam pdf, a w antykwariatach mówili (autentyk!), że spóźniłam się o jakieś 10 lat. Aż wreszcie udało mi się pochwycić tę powieść i tak jak się spodziewałam – nie zawiodłam się!
Arsene Lupin jest włamywaczem. Złodziejem o niesamowitym umyśle, który sprawia, że policja tańczy tak jak im zagra. Powieść pokazuje jego przygody i opisuje wykonane przez niego przekręty. Na jego ogonie ciągle siedzą „niezawodni” mundurowi na czele z nadinspektorem Ganimardem.
Jak zawsze zaczynam od plusów. Przede
wszystkim coś, za co podziwiam autorów kryminałów (w każdym
razie większość z nich) – nieprzewidywalność. Przyznam, że
miałam problem z odgadnięciem wielu zagadek, przed rozwiązaniem
ich przez Arsena. Kiedy stawiałam wszystko na jedno rozwiązanie,
moim zdaniem niemal pewnie, autor zaśmiewał się tylko chytrze, wprowadzając mnie w zdumienie.
Podoba mi się, że pokazano historię
od strony „tego złego”.
Kolejną zaletą jest postać głównego
bohatera. Tytułowy dżentelmen włamywacz i jego niesamowity spryt
oczarował mnie natychmiast. Arsene oprócz wymyślania niezwykłych
i niecodziennych sposobów na dostanie się do każdego mieszkania,
domostwa, dworku czy zamku potrafił wpasować się w otoczenie
podczas przeszpiegów. Wie, jak zyskać zaufanie swoich przyszłych
ofiar oraz jak zdobyć ciekawiące go informacje. Potrafi zmieniać
swój wygląd dowolnie – może być arystokratą,
krytykiem sztuki, woźnicą czy bezdomnym. Nikt nie zna jego
prawdziwego wyglądu ani nazwiska. Zawsze jest jednak uprzejmy, nawet
kiedy zostanie zdemaskowany. Oczywiście, potrafi czasem pokazać
swoją drugą, przerażającą twarz. Mogłabym o nim pisać i pisać
(mam słabość do czarnych charakterów), jednak chciałabym podać
jeszcze parę innych cech tej powieści.
Muszę powiedzieć coś, co mnie nieco
zaintrygowało a czasami mocno skołowało. Mianowicie osoba
narratora. Chodzi mi o to, że raz jeden fragment powieści opowiada
sam Arsene, a za innym razem jego przyjaciel. Co najciekawsze, do
końca pierwszego tomu o narratorze dowiadujemy się tylko, jak poznał
naszego włamywacza. Dla jednych takie przeskakiwanie narracji między
jedną a drugą osobą może być nieco irytujące, jednak mnie
bardzo interesuje ten tajemniczy przyjaciel. Mam nadzieję, że
dowiemy się o nim nieco więcej w dalszych tomach.
Podsumowując: Mega świetny kryminał,
nie opiera się jedynie na kradzieżach, jak można by przypuszczać
po tytule, wiele ciekawych historii i genialny główny bohater!
Nawet przeżyłam wątki romantyczne! Czego jeszcze nam do szczęścia
potrzeba!
Ocena: 6!
Harpia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz