Po raz kolejny moja recenzja pojawia się na stronie. Musicie nam wybaczyć, jednak nasz jedyny porządny korekta (Smoczyca) wyjechała sobie hen daleko, gdzie internet nie sięga i zostawiła nas z tym wszystkim same. Dlatego, żeby nie wtryniać się jej do już rozgrzebanych prac (tych, które zaczęła edytować), postanowiłyśmy dać coś, czego jej gadzie, pionowe źrenice nie zbadały.
„Król kruków”
Maggie Steifvater
„Pierwszy tom magicznej sagi.
Jedna dziewczyna i trzech chłopaków.
Blue pochodzi z rodziny wróżek, jest medium do kontaktów ze światem zmarłych.
Gansey, Adam i Ronan, trzej przyjaciele w elitarnej szkoły dla chłopców, obsesyjnie poszukują tajemniczych linii mocy legendarnego Króla Kruków - Glendowera.
Z ich powodu pozornie ciche i spokojne miasteczko staje się scenerią niezwykłych wydarzeń.
Gdy razem z Blue trafią do magicznego lasu, gdzie czas płata figle, nic już nie będzie takie samo...
Przerażające tajemnice, mroczne rytuały, stare przepowiednie, wizje, duchy, ofiary, a to dopiero początek tej historii...”
Jedna dziewczyna i trzech chłopaków.
Blue pochodzi z rodziny wróżek, jest medium do kontaktów ze światem zmarłych.
Gansey, Adam i Ronan, trzej przyjaciele w elitarnej szkoły dla chłopców, obsesyjnie poszukują tajemniczych linii mocy legendarnego Króla Kruków - Glendowera.
Z ich powodu pozornie ciche i spokojne miasteczko staje się scenerią niezwykłych wydarzeń.
Gdy razem z Blue trafią do magicznego lasu, gdzie czas płata figle, nic już nie będzie takie samo...
Przerażające tajemnice, mroczne rytuały, stare przepowiednie, wizje, duchy, ofiary, a to dopiero początek tej historii...”
Wydawnictwo Uroboros (opis z okładki)
„Złodzieje snów”
Maggie Steifvater
„Jeśli moglibyście wykraść
przedmioty ze swoich snów, co byście zabrali? Amerykańska autorka
fantasy kontynuuje magiczną sagę zapoczątkowaną tomem Król
Kruków. W powieści Złodzieje snów opisane zostały dalsze losy
trójki przyjaciół z elitarnej szkoły dla chłopców - Ganseya,
Adama i Ronana - oraz pochodzącej z rodziny wróżek Blue. Teraz,
kiedy linie mocy wokół Cabeswater zostały obudzone, życie
bohaterów zmieni się nie do poznania. Nikt nie spodziewa się
wyzwań, które mają nadejść... Ronan Lynch coraz głębiej
wchodzi w świat snów. Ma pewien sekret, który ukrywa przed innymi,
a czasem nawet przed samym sobą. Posiada szczególny dar - potrafi
kraść przedmioty ze snów. Jednak nie jest jedyną osobą, która
ich pragnie... ”
Wydawnictwo Uroboros (opis z okładki)
Zapewne zastanawiacie się, dlaczego
będę opisywać w jednej recenzji dwie powieści. Zacznijmy od tego,
że kiedy Harpia wpadnie do księgarni, myśli nie wiele więcej od
oszalałej głodem hieny. Dlatego przez pomyłkę zakupiłam drugi
tom serii The Raven Cycle - „Złodzieje snów”, z kolei pierwszy
kupiłam dopiero po przeczytaniu Złodziei. Dlatego łatwiej mi
będzie wypowiedzieć się o obu niż jednym tomie. A więc enjoy!
Książka zawiera w sobie wiele
niewytłumaczonych aspektów. Powiem tak: Zauważyłam, że po
pochłonięciu drugiego tomu, podczas "połykania" pierwszego wiedziałam
wiele rzeczy, które powinny wprowadzić czytelnika w ogłupienie.
Dlatego możecie wielu sytuacji nie rozumieć czytając po kolei,
ponieważ więcej informacji jest wytłumaczonych w „Złodziejach
snów”, co według mnie jest plusem. Nie wiem, czy autorka
specjalnie zataja wszystkie rzeczy, czy nie, wiem za to, że
podobał mi się osiągnięty efekt tajemnicy.
Może wydać się niektórym, że
akcja powieści zbyt długo się rozwija i przyznam, że tak jest w
,,Królu Kruków”. Z kolei od ,,Złodzieje snów”, których przeczytałam jednym tchem, nie mogłam się wręcz oderwać. Po raz pierwszy pod
względem fabuły podoba mi się bardziej drugie wydanie danej serii
niż rozpoczynające. Zwykle jest tak, że początkowa część jest najlepsza i
najciekawsza, tu z kolei jest na odwrót. Powodem tego może być
fakt, że swego czasu miałam niesamowitą fazę na sen i wszystko co
się z nim wiązało (m.in. świadomy sen, paraliż senny). Nawet
dzisiaj ten temat jest dla mnie niezwykle fascynujący. Ale odbiegam
od tematu. Jak już wspominałam, znacznie więcej dzieje się w
drugiej części.
Przejdźmy teraz do bohaterów.
Zacznijmy do Gansey'a. Cóż... Powiem tyle, że nie był on
postacią, która by mnie zachwyciła. Nie wyłapałam w nim niczego,
co by do mnie wołało głośno i wyraźnie, że on jest wart więcej
uwagi niż inni. Jednak przypuszczam, że autorka ma co do niego
wielkie i chytre plany, więc zobaczymy jak będzie w kolejnych
częściach.
Drugą postacią wartą uwagi jest
Ronan. Mój ulubiony bohater. Jak już wspominałam, byłam niezwykle
zainteresowana wszystkim, co było związane ze snem, dlatego jego
zdolność mnie zachwyciła. Podoba mi się także ten jego
nieodłączny sarkazm oraz to, że mimo swojej buntowniczej postawy,
myśli o innych i czasem stara się o nich dbać.
Przejdźmy teraz do Adama. Przyznam
szczerze, że strasznie mi go było szkoda (Uwaga: zaraz pojawią się
spojlery, więc ostrzegam!). Chłopak, pochodził z biednej rodziny i
uczęszczał do szkoły dla bogaczy (dostał stypendium), więc
możemy sobie już na podstawie tego jednego zdania wyobrazić jak
się czuł – w młodym wieku ciężko pracował, podczas gdy jego
koledzy dostawali, co tylko chcieli od zamożnych rodziców; miał
nieciekawą sytuacje rodzinną i z tego powodu wyprowadził się
bardzo wcześnie z domu; zakochał się w dziewczynie, która tak czy
inaczej go nie kochała, bo była zabujana w jego bogatym i idealnym
przyjacielu – Gansey'u, a nawet kiedy zostali parą, nie mogli się
nawet pocałować, bo ona obawiała się... hm... swojej klątwy?
Przeznaczenia? Jakoś tak. (Koniec takiego większego spojleru). Mimo to, nie podobało mi się, że
poświęcił się dla Cabeswater. Nie chodzi mi o sam akt, a o powód.
Jednak autorka zrehabilitowała się tym, jak Adam zmienił się po
rytuale.
I na koniec rodzynek całej serii –
Blue. Cóż, Blue to... Blue. No dobra, powiem szczerze, że mnie
mocno irytowała. Nie znosiłam jej. Tylko dlatego, że kiedy
dowiedziała się, że jej miłością życia jest Gansey to
stwierdziła, że „nie podda się swojemu przeznaczeniu” i
wykorzystała uczucia Adama, mimo że wiedziała, że naprawdę kocha
Gansey'a. No i NIBY miała wątpliwości, że to może jednak Adam
jest jej przeznaczony, ale nie oszukujmy się. Na końcu i tak będzie
z Gansey'em, bo kochana Mary Sue musi być niezmiernie szczęśliwa
(przepraszam wszystkich czytelników oczarowanych tą postacią, ale
nie potrafię jej ścierpieć). Z tego powodu zraziłam się do tej
postaci oraz się nie podobał mi wątek romantyczny. Czekałam z
opisaniem elementu romantycznego do postaci Blue, ponieważ łatwiej
mi było napisać, dlaczego tak mnie on irytował. Jedyne co mi się
podobało w motywie romantycznym w tej powieści jest to, że jest go
bardzo mało! Niesamowicie mało! I to był jego jedyny plus.
Wracając do Blue - Muszę przyznać, że rodzinkę ma świetną! Jej
rodzinę akurat uwielbiam! Jest zabawna i czuć w niej taką ciepłą
atmosferę. Nie mogę także zapomnieć, że każdy z nich (oprócz
naszego rodzynka) ma zdolności paranormalne, co mi się bardzo
spodobało!
Podsumowując:
Idealna książka dla osób cierpliwych, lubiących fantastykę i
klimat magii, ale takiej a'la czarownice z Salem.
Ocena: 5 – (minus za Blue)
Harpia


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz