sobota, 17 października 2015

Dużo utajnionych informacji oraz gość specjalny - Mary Sue, czyli dzisiaj dwa w jednym - "Król Kruków" oraz "Złodzieje snów" Maggie Steifvater

Witajcie!
Po raz kolejny moja recenzja pojawia się na stronie. Musicie nam wybaczyć, jednak nasz jedyny porządny korekta (Smoczyca) wyjechała sobie hen daleko, gdzie internet nie sięga i zostawiła nas z tym wszystkim same. Dlatego, żeby nie wtryniać się jej do już rozgrzebanych prac (tych, które zaczęła edytować), postanowiłyśmy dać coś, czego jej gadzie, pionowe źrenice nie zbadały.



„Król kruków”
Maggie Steifvater




„Pierwszy tom magicznej sagi.
Jedna dziewczyna i trzech chłopaków.
Blue pochodzi z rodziny wróżek, jest medium do kontaktów ze światem zmarłych.
Gansey, Adam i Ronan, trzej przyjaciele w elitarnej szkoły dla chłopców, obsesyjnie poszukują tajemniczych linii mocy legendarnego Króla Kruków - Glendowera.
Z ich powodu pozornie ciche i spokojne miasteczko staje się scenerią niezwykłych wydarzeń.
Gdy razem z Blue trafią do magicznego lasu, gdzie czas płata figle, nic już nie będzie takie samo...
Przerażające tajemnice, mroczne rytuały, stare przepowiednie, wizje, duchy, ofiary, a to dopiero początek tej historii...”
Wydawnictwo Uroboros (opis z okładki)



„Złodzieje snów”
 Maggie Steifvater





„Jeśli moglibyście wykraść przedmioty ze swoich snów, co byście zabrali? Amerykańska autorka fantasy kontynuuje magiczną sagę zapoczątkowaną tomem Król Kruków. W powieści Złodzieje snów opisane zostały dalsze losy trójki przyjaciół z elitarnej szkoły dla chłopców - Ganseya, Adama i Ronana - oraz pochodzącej z rodziny wróżek Blue. Teraz, kiedy linie mocy wokół Cabeswater zostały obudzone, życie bohaterów zmieni się nie do poznania. Nikt nie spodziewa się wyzwań, które mają nadejść... Ronan Lynch coraz głębiej wchodzi w świat snów. Ma pewien sekret, który ukrywa przed innymi, a czasem nawet przed samym sobą. Posiada szczególny dar - potrafi kraść przedmioty ze snów. Jednak nie jest jedyną osobą, która ich pragnie... ”
Wydawnictwo Uroboros  (opis z okładki)



Zapewne zastanawiacie się, dlaczego będę opisywać w jednej recenzji dwie powieści. Zacznijmy od tego, że kiedy Harpia wpadnie do księgarni, myśli nie wiele więcej od oszalałej głodem hieny. Dlatego przez pomyłkę zakupiłam drugi tom serii The Raven Cycle - „Złodzieje snów”, z kolei pierwszy kupiłam dopiero po przeczytaniu Złodziei. Dlatego łatwiej mi będzie wypowiedzieć się o obu niż jednym tomie. A więc enjoy!

Książka zawiera w sobie wiele niewytłumaczonych aspektów. Powiem tak: Zauważyłam, że po pochłonięciu drugiego tomu, podczas "połykania" pierwszego wiedziałam wiele rzeczy, które powinny wprowadzić czytelnika w ogłupienie. Dlatego możecie wielu sytuacji nie rozumieć czytając po kolei, ponieważ więcej informacji jest wytłumaczonych w „Złodziejach snów”, co według mnie jest plusem. Nie wiem, czy autorka specjalnie zataja wszystkie rzeczy, czy nie, wiem za to, że podobał mi się osiągnięty efekt tajemnicy.
Może wydać się niektórym, że akcja powieści zbyt długo się rozwija i przyznam, że tak jest w ,,Królu Kruków”. Z kolei od ,,Złodzieje snów”, których przeczytałam jednym tchem, nie mogłam się wręcz oderwać. Po raz pierwszy pod względem fabuły podoba mi się bardziej drugie wydanie danej serii niż rozpoczynające. Zwykle jest tak, że początkowa część jest najlepsza i najciekawsza, tu z kolei jest na odwrót. Powodem tego może być fakt, że swego czasu miałam niesamowitą fazę na sen i wszystko co się z nim wiązało (m.in. świadomy sen, paraliż senny). Nawet dzisiaj ten temat jest dla mnie niezwykle fascynujący. Ale odbiegam od tematu. Jak już wspominałam, znacznie więcej dzieje się w drugiej części.
Przejdźmy teraz do bohaterów. Zacznijmy do Gansey'a. Cóż... Powiem tyle, że nie był on postacią, która by mnie zachwyciła. Nie wyłapałam w nim niczego, co by do mnie wołało głośno i wyraźnie, że on jest wart więcej uwagi niż inni. Jednak przypuszczam, że autorka ma co do niego wielkie i chytre plany, więc zobaczymy jak będzie w kolejnych częściach.
Drugą postacią wartą uwagi jest Ronan. Mój ulubiony bohater. Jak już wspominałam, byłam niezwykle zainteresowana wszystkim, co było związane ze snem, dlatego jego zdolność mnie zachwyciła. Podoba mi się także ten jego nieodłączny sarkazm oraz to, że mimo swojej buntowniczej postawy, myśli o innych i czasem stara się o nich dbać.
Przejdźmy teraz do Adama. Przyznam szczerze, że strasznie mi go było szkoda (Uwaga: zaraz pojawią się spojlery, więc ostrzegam!). Chłopak, pochodził z biednej rodziny i uczęszczał do szkoły dla bogaczy (dostał stypendium), więc możemy sobie już na podstawie tego jednego zdania wyobrazić jak się czuł – w młodym wieku ciężko pracował, podczas gdy jego koledzy dostawali, co tylko chcieli od zamożnych rodziców; miał nieciekawą sytuacje rodzinną i z tego powodu wyprowadził się bardzo wcześnie z domu; zakochał się w dziewczynie, która tak czy inaczej go nie kochała, bo była zabujana w jego bogatym i idealnym przyjacielu – Gansey'u, a nawet kiedy zostali parą, nie mogli się nawet pocałować, bo ona obawiała się... hm... swojej klątwy? Przeznaczenia?  Jakoś tak. (Koniec takiego większego spojleru). Mimo to, nie podobało mi się, że poświęcił się dla Cabeswater. Nie chodzi mi o sam akt, a o powód. Jednak autorka zrehabilitowała się tym, jak Adam zmienił się po rytuale.
I na koniec rodzynek całej serii – Blue. Cóż, Blue to... Blue. No dobra, powiem szczerze, że mnie mocno irytowała. Nie znosiłam jej. Tylko dlatego, że kiedy dowiedziała się, że jej miłością życia jest Gansey to stwierdziła, że „nie podda się swojemu przeznaczeniu” i wykorzystała uczucia Adama, mimo że wiedziała, że naprawdę kocha Gansey'a. No i NIBY miała wątpliwości, że to może jednak Adam jest jej przeznaczony, ale nie oszukujmy się. Na końcu i tak będzie z Gansey'em, bo kochana Mary Sue musi być niezmiernie szczęśliwa (przepraszam wszystkich czytelników oczarowanych tą postacią, ale nie potrafię jej ścierpieć). Z tego powodu zraziłam się do tej postaci oraz się nie podobał mi wątek romantyczny. Czekałam z opisaniem elementu romantycznego do postaci Blue, ponieważ łatwiej mi było napisać, dlaczego tak mnie on irytował. Jedyne co mi się podobało w motywie romantycznym w tej powieści jest to, że jest go bardzo mało! Niesamowicie mało! I to był jego jedyny plus. Wracając do Blue - Muszę przyznać, że rodzinkę ma świetną! Jej rodzinę akurat uwielbiam! Jest zabawna i czuć w niej taką ciepłą atmosferę. Nie mogę także zapomnieć, że każdy z nich (oprócz naszego rodzynka) ma zdolności paranormalne, co mi się bardzo spodobało!

Podsumowując: Idealna książka dla osób cierpliwych, lubiących fantastykę i klimat magii, ale takiej a'la czarownice z Salem.

Ocena: 5 – (minus za Blue)

Harpia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz