„Następcy” – dla
odmiany… RECENZJA!
Recenzje, recenzje,
recenzje… TYLKO RECENZJE! Tak wiem, wiem, że nagle na blogu są same recenzje i
wybaczcie, że ja dziś was też obdarzę kolejną RECENZJĄ, ale nie mogłam się
powstrzymać XD. W końcu kiedyś to była moja działka… No ale, nie
można płakać! Jako, że jestem uparty Smok, wtykam nosa w nieswoje sprawy i dziś
podkradam fuchę Zuzu di Angelo i pierwszy
raz udostępnię wam recenzję filmu!
„W
magicznym królestwie Auradonu Król Bestia i Królowa Bella szykują dla swojego
syna, Księcia Bena, ceremonię przejęcia tronu. Jego pierwszą oficjalną decyzją
jest sprowadzenie do Auradonu dzieci mieszkających na Wyspie Potępionych -
miejscu będącym domem wielu słynnych czarnych charakterów. Mal, Evie, Carlos i
Jay po raz pierwszy opuszczą wyspę. Czy podążą śladami swoich rodziców? A może
odnajdą w sobie dobro i uratują królestwo?”
Film…
Nie pasuje mi to określenie. To jest baja… Wiem! Baja nieanimowana! To jest
świetne określenie.
Powiem
wam tak: oglądałam to już kilka razy i podoba mi się OGROMNIE. Komedia do
kwadratu, bohaterowie no po prostu boki zrywać, wszystkie trzy (bo po raz
pierwszy oglądałam to z Wyrocznią i Harpią) prawie płakałyśmy ze śmiechu
(szczerze to nie jestem pewna, czy Harpia się przypadkiem nie poryczała XD ).
Ale
może zacznę od początku…. (jak zwykle skaczę po tematach)
Czwórka
dzieciaków złych bohaterów bajek Disneya zostaje ściągniętych do super,
zarąbistego (serio?) królestwa dobra. Uwaga, uwaga, brawa do Stanów
Zjednoczonych Auradonu !!! Króluje tam Król Bestia i jego żona
Piękna Bella (nie, Bestia nie jest ogromnym włochatym potworem, choć pewnie
wyglądałby wtedy atrakcyjniej, a Bella nie ma pięknych, długich włosów). Na
samym początku poznajemy jeszcze ich przystojnego (znaczy chyba miał być
przystojny) syna. Fanfary dla Księcia Beniutka! (Miał na imię Ben, ale córka
Śpiącej Królewny, której imienia nie pamiętam (Ugly?) jakże pięknie jego imię
zdrabniała, ponieważ była jego dziewczyną (jedno gorsze od drugiego… pasowali
do siebie)). Dobra, więc ta czwórka dzieciaków wpakowują się na wyspę, robią
niezły bałagan, świetnie się przy tym bawią a na koniec… No co? Chcielibyście
wiedzieć? A figa z makiem, nie powiem wam! Jak chcecie wiedzieć, to se sami
obejrzyjcie, co ja będę strzępić klawiaturę!
Fabuła
nie była zbyt skomplikowana. Pokazuje typową walkę dobra ze złem, ze swoją
mroczną przeszłością i z samym sobą, typowy konflikt na linii rodzice – dzieci
itd. Bardzo fajna baja dla dzieci, młodzieży i dorosłych (moi rodzice nieźle
się w nią wciągnęli i obejrzeli do końca). Niesamowita komedia i dla tych,
którzy lubią muzykę jest chyba wplecionych z pięć piosenek (to chyba wtedy się
musical nazywa…), ale...
Dlaczego to musi być takie patetyczne i no cóż... czasem żałosne? Wybaczcie, ale po prostu wszystkie te teksty od "Jestem Ben. Książę Ben!" (prawie jak "Jestem Bond. James Bond") zaczynając, po "Chcę być dobra!" wypowiedziane płaczliwym tonem kończąc, to mi to przypomina coraz bardziej kiepską baję dla dzieci (no dobra, Bond nie jest kiepską bają dla dzieci. Jest dobrą bają dla większych dzieci...). Przecież, no litości! Nikt w codziennym życiu nie wali takimi tekstami! Ale no cóż,nie pochwalę scenariusz i tak, bo komedia wyszła świetna.
Dlaczego to musi być takie patetyczne i no cóż... czasem żałosne? Wybaczcie, ale po prostu wszystkie te teksty od "Jestem Ben. Książę Ben!" (prawie jak "Jestem Bond. James Bond") zaczynając, po "Chcę być dobra!" wypowiedziane płaczliwym tonem kończąc, to mi to przypomina coraz bardziej kiepską baję dla dzieci (no dobra, Bond nie jest kiepską bają dla dzieci. Jest dobrą bają dla większych dzieci...). Przecież, no litości! Nikt w codziennym życiu nie wali takimi tekstami! Ale no cóż,
Z
przyjemnością informuję, że jest również książka! Tytuł to chyba (!) „Wsypa
potępionych” a autora to sobie sami znajdźcie, bo nie pamiętam.
Jeszcze
tylko słów kilka o bohaterach. Czwórka głównych jest zrobiona niesamowicie.
Charakterna Mal, inteligentna Evie, tchórz Carlos i mój ulubiony: zawsze gotowy
ci przywalić i kradnący wszystko, co mu się podoba Jay. Przedstawieni są
genialnie a ich wewnętrzny dylemat „Być dobrym czy złym, o to jest pytanie…”
(Złym, złym! Czarne charaktery są fajniejsze!) fajnie napędza i zapewnia zwroty
akcji przez całą filmobaję. Beniutek… no cóż, nie zachwycił mnie jakoś i nie
wzdychałam na jego widok. Jeszcze był Dug (nie wiem, jak to się pisze… syn
krasnoludka), którego też bardzo lubiłam, choć był nieporadnym i zagubionym
kujonem. Oczywiście jeszcze było duuużo postaci w szkole, ale nie chce mi się
pisać o nich wszystkich (mam baaardzo dużo roboty). Tylko jeszcze zdanko lub
dwa o rodzicach postaci. Jafar, Cruella, Zła Królowa i przede wszystkim
DIABOLINA! Powiem wam tak: ta ostatnia to była moja ulubiona postać… Cała
czwórka jest zrobiona niesamowicie i zabawnie i mogę was zapewnić, że na pewno
dzieci nie będą się ich bać =).
Podsumowując:
Mimo kilku patetycznych momentów i żałosnych scen, filmobaja zasługuje na moje
polecenie (ha, no co! Jest dużo warte XD) i zachęcam wszystkich, którzy mają
ochotę na dużo śmiechu i lekkie odstresowanie się. No i powiem wam, po tej bajce to ja już chyba nigdy nie zapomnę o dniu matki XD !
Moja
ocena: 5 (nie wierzę… tak wysoko? Zero minusów? Schodzę na jaszczurki...)
Smoczyca
=)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz