poniedziałek, 18 stycznia 2016

„Thneedville is fantastic! All made of plastic!" - ekologiczna bajka o tym, jak zniszczyć ekosystem, czyli „Lorax””

Tak! Dobrze widzicie! Nie musicie iść do okulisty! Oto nareszcie dłuuuugo wyczekiwana recenzja Harpii, mam nadzieję, że się nie zawiedziecie XD.
 Pozdrawiam



„Lorax”

Reżyseria: Chris Renaud
Scenariusz: Cinco Paul, Ken Daurio




Na podstawie opowiadania Dr. Seussa o tym samym tytule.

Dwunastoletni Ted mieszka w Thneedville. Podkochuje się w Audrey, która namalowała niezwykły mural przedstawiający las Truffala, którego nigdy nie widziała. Jej największym marzeniem jest bowiem zobaczenie prawdziwego drzewa, bo w Thneedville nie ma niczego z prawdziwej natury. Ted postanawia znaleźć takie drzewo. Podczas poszukiwań trafia do Once-lera, starego, zgorzkniałego człowieka, który może opowiedzieć o prawdziwych drzewach i tym, co się z nimi stało.”


  Film na który natrafiłam przypadkiem – ot tak sobie leciał jakiś czas temu w TV :). Oczywiście w moim domu, jeżeli chce się obejrzeć ze zrozumieniem jakiś film, trzeba się upewnić czy istnieje opcja „Zatrzymaj”. Dlatego recenzja pojawia się dopiero teraz.
   "Lorax” opowiada o świecie w którym ludzie mieszkają w „idealnym” mieście. Nie ma w nim zmian klimatycznych – jeżeli chcecie lato idziecie do specjalnego parku, tak samo z zimą. Miejsce wspaniałe, piękne, bogate i... sztuczne? Dokładnie! Miasto w którym nie gości natura, a jedynym sposobem na zdobycie czystego powietrza jest kupowanie go. Więc czy aby na pewno idealne? Moim zdaniem nie. Inaczej myślą mieszkańcy – dla nich wszystko jest wspaniałym darem (nawet to, że dzieci z powodu zanieczyszczeń wody świecą). Żaden z nich nie odważył się nawet na moment ruszyć poza miasto – bo i po co? Przecież wszystko co im jest do życia potrzebne jest na miejscu. Tak jednak jest do czasu (no właśnie, „do czasu” – w każdym filmie i książce wszystko jest „do czasu” XD), kiedy pewien zakochany (a jakże by inaczej) nastolatek – Ted - postanawia wyruszyć w poszukiwaniu drzewa dla swojej lubej. Audrey – bo tak ma na imię jego ukochana – nigdy w życiu nie widziała prawdziwego drzewa (mimo, że namalowała cały las na ścianie), więc aby zdobyć jej względy, chłopak wyrusza za miasto, aby odnaleźć pewnego człowieka, który wie co się z nimi stało.
  Film, mimo niektórych absurdów, jest naprawdę piękny, a jeżeli ktoś sądzi, że jest to kolejna ekologiczna propaganda, mająca na celu zmanipulować widza, bądź że jest to podróba Wallyego, niech natychmiast opuści ten blog pókim miła! Owszem – motywem przewodnim "Loraxa" jest to, że zaniedbywanie planety może doprowadzić do zniszczenia ekosystemu i braku miejsca do mieszkania dla ludzi. Ale tylko tyle jest wspólnego z ekologią (a właściwie sozologią (udawaj, że słuchałaś Żabci na biologii, udawaj. S.) (Oj cicho! H.)). "Lorax" pokazuje nam o wiele więcej wartości: to, że dążąc do spełnienia ambicji powinniśmy pamiętać o tym co najważniejsze; że obietnic nie wolno łamać; że prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko i wszystko wybaczy; że od namowy innych ważniejsze jest własne sumienie; to, że nie ważna jest kara za złe czyny, a zrozumienie tego co, że pobłądziliśmy. Mogłabym wymieniać i wymieniać, jednak zważywszy na długość postu pozostawię tutaj tylko te najważniejsze aspekty.
  Czas omówić bohaterów. Powinnam zapewne zacząć od Teda i Audrey, zważywszy na to że to oni są głównymi bohaterami, nieprawdaż? Ale co ja mogę o nich napisać? Oni po prostu tam są, więc niech sobie będą. Ja osobiście jako widz nie poczułam żadnej więzi do nich – ani sympatii, ani nie chęci, ani obrzydzenia, ani niczego. Ot sobie są i tyle. O wiele więcej mogę za to powiedzieć o Once-lerze.
  Jest to bardzo ciekawa i moja ulubiona postać. Wszystko mi się w nim podobało – od historii po wygląd. Zacznijmy od historii. Once-ler ma jakby trzy etapy w swoim życiu: młody chłopak, który dąży do zdobycia fortuny na swoim wynalazku (jeśli tak mogę to nazwać); bezwzględny biznesmen, dla którego liczą się tylko i wyłącznie pieniądze; człowiek, który dopiero, kiedy stracił wszystko, co miał, zrozumiał swój błąd. Pokazuje to, że bez względu na to jacy i kim jesteśmy, to każdy z nas może zatracić się w tym co robi, do czego dąży. A dlaczego po wygląd? Zastanówmy się na moment. Jak zazwyczaj przedstawiani są antybohaterowie? Wysokie, smukłe postacie w długich płaszczach. Once-ler nieco ich przypomina. Dlatego mi się podoba – pokazuje to, że taki antybohater w przeszłości był jak każdy z nas – oni się tacy stali, a nie urodzili (no może kwestie Voldemorta można by odłożyć na temat do dyskusji...).
  Kolejną postacią godną omówienia jest z pewnością strażnik lasu – Lorax. Spotkałam się ze stwierdzeniem: „E tam, niby taki wielki i potężny strażnik lasu, a tu pierwsze lepsze zagrożenie go przerasta”. Ale czy Lorax miał być hipermegapotężnym stworem, który na jedno spojrzenie morduje pół wioski? Raczej nie. Tutaj miał on pełnić rolę ludzkiego sumienia. Dlatego nie dążył do tego, aby spuścić Once-lerowi manto, a próbował pokazać mu jego główny błąd. Dlatego bardzo mi się podobała ta postać.
  Wypadałoby teraz przejść do „strony technicznej” filmu. Jeżeli chodzi o polski dubbing – nie mam zastrzeżeń. Głosy dobrze dopasowane do postaci, nie ma żadnych porażających niezgodności między ruchem warg bohaterów, a słowami podłożonymi w polskiej wersji. Film ma przyjemną kolorową kreskę. Może barwy są nieco za cukierkowe, ale da się przeżyć. Jedyne co może kuć niektórych w tej produkcji to piosenki, które występują tam tak, jak w każdej innej bajce animowanej. Powiem, że złe nie są – da się je znieść :).


Podsumowując: Przyjemna, zabawna bajka dla całej rodziny, pełna wielu innych przesłań niż tylko pamięć o trosce o środowisko (Babcia i mamuśka były najlepsze XD).

Moja ocena: 5
Harpia


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz