Tak! Dobrze widzicie! Nie musicie iść do okulisty! Oto nareszcie dłuuuugo wyczekiwana recenzja Harpii, mam nadzieję, że się nie zawiedziecie XD.
Pozdrawiam
„Lorax”
Scenariusz: Cinco Paul, Ken Daurio
Na podstawie
opowiadania Dr. Seussa o tym samym tytule.
„Dwunastoletni Ted
mieszka w Thneedville. Podkochuje się w Audrey, która namalowała
niezwykły mural przedstawiający las Truffala, którego nigdy nie
widziała. Jej największym marzeniem jest bowiem zobaczenie
prawdziwego drzewa, bo w Thneedville nie ma niczego z prawdziwej
natury. Ted postanawia znaleźć takie drzewo. Podczas poszukiwań
trafia do Once-lera, starego, zgorzkniałego człowieka, który może
opowiedzieć o prawdziwych drzewach i tym, co się z nimi stało.”
Film na który natrafiłam przypadkiem
– ot tak sobie leciał jakiś czas temu w TV :). Oczywiście w moim
domu, jeżeli chce się obejrzeć ze zrozumieniem jakiś film, trzeba
się upewnić czy istnieje opcja „Zatrzymaj”. Dlatego recenzja
pojawia się dopiero teraz.
"Lorax” opowiada o świecie w
którym ludzie mieszkają w „idealnym” mieście. Nie ma w nim
zmian klimatycznych – jeżeli chcecie lato idziecie do specjalnego
parku, tak samo z zimą. Miejsce wspaniałe, piękne, bogate i...
sztuczne? Dokładnie! Miasto w którym nie gości natura, a jedynym
sposobem na zdobycie czystego powietrza jest kupowanie go. Więc czy
aby na pewno idealne? Moim zdaniem nie. Inaczej myślą mieszkańcy –
dla nich wszystko jest wspaniałym darem (nawet to, że dzieci z
powodu zanieczyszczeń wody świecą). Żaden z nich nie odważył
się nawet na moment ruszyć poza miasto – bo i po co? Przecież
wszystko co im jest do życia potrzebne jest na miejscu. Tak jednak
jest do czasu (no właśnie, „do czasu” – w każdym filmie i
książce wszystko jest „do czasu” XD), kiedy pewien zakochany (a
jakże by inaczej) nastolatek – Ted - postanawia wyruszyć w
poszukiwaniu drzewa dla swojej lubej. Audrey – bo tak ma na imię
jego ukochana – nigdy w życiu nie widziała prawdziwego drzewa
(mimo, że namalowała cały las na ścianie), więc aby zdobyć jej
względy, chłopak wyrusza za miasto, aby odnaleźć pewnego
człowieka, który wie co się z nimi stało.
Film, mimo niektórych absurdów, jest
naprawdę piękny, a jeżeli ktoś sądzi, że jest to kolejna
ekologiczna propaganda, mająca na celu zmanipulować widza, bądź
że jest to podróba Wallyego, niech natychmiast opuści ten blog
pókim miła! Owszem – motywem przewodnim "Loraxa" jest to, że
zaniedbywanie planety może doprowadzić do zniszczenia ekosystemu i
braku miejsca do mieszkania dla ludzi. Ale tylko tyle jest wspólnego
z ekologią (a właściwie sozologią (udawaj, że słuchałaś Żabci na biologii, udawaj. S.) (Oj cicho! H.)). "Lorax" pokazuje nam o wiele
więcej wartości: to, że dążąc do spełnienia ambicji powinniśmy
pamiętać o tym co najważniejsze; że obietnic nie wolno łamać;
że prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko i wszystko wybaczy; że od
namowy innych ważniejsze jest własne sumienie; to, że nie ważna
jest kara za złe czyny, a zrozumienie tego co, że pobłądziliśmy.
Mogłabym wymieniać i wymieniać, jednak zważywszy na długość
postu pozostawię tutaj tylko te najważniejsze aspekty.
Czas omówić bohaterów. Powinnam
zapewne zacząć od Teda i Audrey, zważywszy na to że to oni są
głównymi bohaterami, nieprawdaż? Ale co ja mogę o nich napisać?
Oni po prostu tam są, więc niech sobie będą. Ja osobiście jako widz
nie poczułam żadnej więzi do nich – ani sympatii, ani nie chęci,
ani obrzydzenia, ani niczego. Ot sobie są i tyle. O wiele więcej
mogę za to powiedzieć o Once-lerze.
Jest to bardzo ciekawa i moja ulubiona
postać. Wszystko mi się w nim podobało – od historii po wygląd.
Zacznijmy od historii. Once-ler ma jakby trzy etapy w swoim życiu:
młody chłopak, który dąży do zdobycia fortuny na swoim wynalazku
(jeśli tak mogę to nazwać); bezwzględny biznesmen, dla którego
liczą się tylko i wyłącznie pieniądze; człowiek, który
dopiero, kiedy stracił wszystko, co miał, zrozumiał swój błąd.
Pokazuje to, że bez względu na to jacy i kim jesteśmy, to każdy z
nas może zatracić się w tym co robi, do czego dąży. A dlaczego
po wygląd? Zastanówmy się na moment. Jak zazwyczaj przedstawiani
są antybohaterowie? Wysokie, smukłe postacie w długich płaszczach.
Once-ler nieco ich przypomina. Dlatego mi się podoba – pokazuje
to, że taki antybohater w przeszłości był jak każdy z nas –
oni się tacy stali, a nie urodzili (no może kwestie Voldemorta
można by odłożyć na temat do dyskusji...).
Kolejną postacią godną omówienia
jest z pewnością strażnik lasu – Lorax. Spotkałam się ze
stwierdzeniem: „E tam, niby taki wielki i potężny strażnik lasu,
a tu pierwsze lepsze zagrożenie go przerasta”. Ale czy Lorax miał
być hipermegapotężnym stworem, który na jedno spojrzenie morduje
pół wioski? Raczej nie. Tutaj miał on pełnić rolę ludzkiego
sumienia. Dlatego nie dążył do tego, aby spuścić Once-lerowi
manto, a próbował pokazać mu jego główny błąd. Dlatego bardzo
mi się podobała ta postać.
Wypadałoby teraz przejść do „strony
technicznej” filmu. Jeżeli chodzi o polski dubbing – nie mam
zastrzeżeń. Głosy dobrze dopasowane do postaci, nie ma żadnych
porażających niezgodności między ruchem warg bohaterów, a słowami
podłożonymi w polskiej wersji. Film ma przyjemną kolorową kreskę.
Może barwy są nieco za cukierkowe, ale da się przeżyć. Jedyne co
może kuć niektórych w tej produkcji to piosenki, które występują
tam tak, jak w każdej innej bajce animowanej. Powiem, że złe nie
są – da się je znieść :).
Podsumowując: Przyjemna, zabawna bajka
dla całej rodziny, pełna wielu innych przesłań niż tylko pamięć
o trosce o środowisko (Babcia i mamuśka były najlepsze XD).
Moja ocena: 5
Harpia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz