piątek, 22 stycznia 2016

"O zgrozo, jak ja to zaczęłam oglądać? No tak, chora byłam...", czyli recenzja "Aldnoah.Zero"

Witamy. Dawno nie było recenzji, więc dziś recenzja =D (kogoś, kto dawno recenzji nie napisał...)
Pozdrowionka


"Aldnoah.Zero"





"W roku 1972 misja Apollo 17 odkryła na księżycu bramę czasoprzestrzenną pozwalającą na szybką podróż między Ziemią a Marsem. W 1999 roku wybuchła wojna między Ziemią, a Imperium Vers, jak nazwała samych siebie struktura utworzona przez nowych mieszkańców Marsa. W wyniku walk brama wymknęła się spod kontroli i doprowadziła do doszczętnego zniszczenia Księżyca, którego szczątki okrążają teraz Ziemię. Po upływie 15 lat wciąż są one zamieszkane przez zmilitaryzowaną społeczność, której droga powrotna na Marsa została odcięta. Kiedy w wyniku niespodziewanego zamachu ginie ich księżniczka, która przybyła na błękitną planetę z misją pokojową, dochodzi do kolejnej wojny. Wojska Vers, złożone z żołnierzy pilotujących potężne mechy bojowe, w tym dowódców o pozornie niezwyciężonych maszynach, rozpoczynają natychmiastową ofensywę. Do walki przeciwko najeźdźcom włącza się uczeń o ponadprzeciętnej inteligencji, Inaho Kazuka. Ale czy jeden chłopak zdoła ocalić ludzkość przed wrogiem, z którym ta zdaje się nie mieć najmniejszej szansy?"



Anime no cóż… specyficzne. Bardzo specyficzne. Osobiście nie znoszę mecha, ale że kiedy zaczęłam to oglądać, byłam chora, to trochę nie myślałam, o tym na co się patrzę (wiecie, 39 stopni gorączki usprawiedliwia nawet obejrzenia mecha XD). I wiecie co? Aż dziw bierze, ale obejrzałam to anime jednym tchem (siedziała cały dzień w łóżku z tabletem i nic innego nie robiłam).
Nie wiem, co mnie w nim tak zauroczyło. Owszem, fabuła dość ciekawa, nawet trudno przewidywalna. Postacie nawet nie bardzo płytkie, kreska… ja się nie znam. Dla mnie w sam raz (możliwe, że lekko przesłodzona, bo ja widzę tylko granicę “za mało słodka” i “za bardzo kanciasta” (Nie wychodzi na jedno? H.) (może, mówiłam, że się nie znam XD), więc o szczegóły to proszę do Harpii). Ogólnie anime byłoby przeciętnym, gdyby nie sam temat, który porusza.
Anime zarąbiście pokazuje strukturę wojny. Pada tam niezwykłe zdanie, którego dokładnie nie przytoczę (nie pamiętam go już dokładnie XD), ale chodziło w nim o to, że wojny wybuchają ze względu na różnice kulturalne, religię itd, a kończą się, kiedy te różnice zostaną zatarte albo kiedy liczba ofiar po obu stronach przewyższa korzyść z wojny. Niesamowite jest w nim również to, że mimo iż jest o wojnie, nie odbiera się tego, ile tam jest przemocy. Anime bardzo mocno oddziaływuje na psychikę. Nie jestem już dzieckiem i nie wiem, jakby to odbierały dzieci, jednak myślę, że mogłoby się im podobać, bo w anime nie ma pokazanej jakiejś szczególnej ilości krwi czy czegoś. Ponieważ jest to mecha (o zgrozo, jak ja to zaczęłam oglądać? No tak, chora byłam...), wszyscy ludzie walczą w specjalnych maszynach. I to one są rozwalane (najczęściej wybuchają), więc nie widzimy ludzkich trupów. Ja obejrzałam to anime jednym tchem. Odcinek za odcinkiem zbliżałam się do nieuchronnego końca (ach, jak ja go nie lubię..). Z każdym odcinkiem coraz bardziej przerażał mnie fakt, jak to anime jest brutalne, ile osób w nim zginęło, ginie i zginie. Bardzo mocno działa to na psychikę. Że na wojnie ginie tyle ludzi, w ułamku sekundy, a ja patrzę na to, leżąc w ciepłym łóżku i w życiu nie miała broni w ręce. A przecież większość bohaterów tego anime także pierwszy raz w życiu strzelało do człowieka. To anime, jeśli się trochę nad nim zastanowić, po prostu pokazuje okropieństwa wojny. Jednak w sposób który działa na psychikę. Nie pokazuje nam powykręcanych ciał, jednak w momencie, kiedy pomyślimy, że każdy wybuch to co najmniej jedno ludzkie istnienie mniej… To jest przerażające. Anime pokazuje, że na wojnie ludzie tracą swoje człowieczeństwo i przekraczają granice, których nigdy nie powinniśmy przekroczyć. Ba! Granice, do których nie powinniśmy się nawet zbliżyć!
No to jeszcze tak pokrótce o bohaterach.
- Slaine (wiem, nie jest głównym bohaterem, ale moim ukochanym) - pewnie i wy tak macie, że jak coś oglądacie/czytacie, to jeden z bohaterów jest waszym tym najulubieńszym i chcecie tak naprawdę wiedzieć jak najwięcej tylko o nim (nie wiem, może tylko ja tak mam XD). No to summa summarum, Slain awansował od pierwszej chwili na tego mojego najulubieńszego. No i jak zwykle boginie Moiry zagrały mi na nosie, i klątwa Smoczycy zaczęła działać - Slain miał przerąbane w życiu (nie ma za co, Slain!). Co jak co, to ta postać była dość schematyczna, ale jednak miała coś w sobie.
Bardzo fajnie pokazuje, jak ludzie płasko oceniają innych. Nie znają całej sytuacji, ich przeszłości, warunków w jakich żyli, przyczyn, dlaczego zrobili tak, a nie inaczej, a mimo to ich oceniają. Mało tego, wydają wyroki na podstawie domysłów i przelotnych odczuć, co do danej osoby, i tym samym potrafią jeszcze bardziej tą osobę zniszczyć.
No to jeśli mowa o niszczeniu, to teraz chwila o głównym bohaterze.
- GB… jak mu tam było? (Wuujeek Googleee, wyszukiwanie…) a no tak, Kaizuka Inaho - … Agh, nie lubię go. On jakby nie miał emocji. Był kretynem, który wszystkich wykorzystywał. Naprawdę nie lubiłam tego geniusza! Zawsze bohaterski, zawsze tam, gdzie atakują, a jednocześnie taki nieobecny, żyjący we własnym świecie. No… był intrygujący, ale jednocześnie bardzo irytujący. Nie wiem, może się do niego uprzedziłam przez to, co zrobił Slainowi… (tak, już milknę).
No i jeszcze powinnam powiedzieć o tej okropnej księżniczce… ale sobie daruje. Typowa Mary Sue, bardzo jej nie lubiłam. Egoistka jedna.
Tylko jeszcze napomknę o jednym bohaterze i już kończę.
Kouichirou Marito - no cóż, kapitan i pijak, ale jakoś wzbudzał sympatię… było mi go żal, bo naprawdę go lubiłam. Jego postać świetnie pokazywała, jak wyrzuty sumienia mogą doprowadzić człowieka do ruiny. Bo najważniejsze, to wybaczyć sobie.

Ogólnie anime nie jest tylko o wojnie pomiędzy dwoma imperiami. Wróć, o miażdżeniu mrówki przez słonia. Porusza wiele innych ciekawych tematów. Niespełniona miłość rozwijająca się z ludzkiej wdzięczności, zazdrość, brak akceptacji, zdrada, zemsta. Również zwraca uwagę na to, że nie rodzimy się źli. Stajemy się tacy, a bardzo silny wpływ na nasze wybory ma to, jak obchodzą się z nami inni (Slain jest tego naprawdę genialnym przykładem...).

Mogłabym gadać więcej, ale nie chcę was zanudzać =).

Podsumowując: Anime bardzo refleksyjne, jeśli ktoś chce nad nim pomyśleć. Jest tu masa symboli, różnych metafor i ciekawych spostrzeżeń. Ale jeśli ktoś nie chce myśleć, a obejrzeć tylko mecha z szybką i napiętą akcją, to też się bardzo nadaje (oj akcja to tu nie staje na pięć minut, nie staje…). Ogólnie: serdecznie polecam!



Smoczyca


PS: Jest drugi sezon ;).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz