Witajcie!
Wybaczcie, że tak późno, ale Harpia nie wyrobiła się wcześniej z pisaniem. A więc dzisiaj ponownie pragniemy wam przedstawić recenzje anime, jednak tym razem nieco weselszego.
Pozdrawiamy!
"Ansatsu Kyoushitsu"
„Pewnego dnia
naturalny satelita ziemi eksplodował, pozostawiając po sobie
resztki w kształcie półksiężyca. Stworzenie, które przypisuje
sobie dokonanie tego czynu zarzeka się także, że w marcu
przyszłego roku to samo spotka Ziemię. Posiada ono moce
przerastające ludzkie możliwości, przez co żadna potęga
militarna świata nie ma z nim szans. Jednakże z jakiegoś powodu w
międzyczasie obcy postanawia podjąć pracę jako nauczyciel w
najgorszej klasie Gimnazjum Kunugigaoka. Tym samym los świata
spoczywa w rękach uczniów klasy E – mają czas do zakończenia
roku, żeby wymyślić jak zamordować swojego nowego wychowawcę, a
tym samym zgarnąć 10 miliardów jenów za uratowanie świata.”
UWAGA!
Przede wszystkich chciałabym zacząć od poinformowania o zmianie
sposobu oceniania zrecenzowanych filmów, książek itd., itp. Jak
dotąd była to ocena szkolna, jednak od dzisiaj będę oceniać w
skali 0-10. Każdy recenzowany utwór będzie miał na starcie „5”,
a wzrost/spadek oceny będzie zależeć od ilości plusów i minusów
oraz ich wpływu na odbiór danego filmu, książki itd.
Jako że od dłuższego czasu miałam post od anime (zasługa szkoły),
postanowiłam obejrzeć sobie coś krótkiego i przyjemnego. Wybór
padł właśnie na "Ansatsu Kyoushitsu". Dlaczego? Cóż... Przede
wszystkim dlatego, że wcześniej, dużo wcześniej, czytałam mangę,
która dość mocno przypadła mi do gustu. Normalnie rzuciłabym się
od razu po lekturze na ekranizacje, ale jakoś tak się stało, że
miałam problem ze znalezieniem jej, więc uznałam, że po prostu
nie ma takiej produkcji. Gdyby moja dobra kumpela (pozdrowienia dla
Niki) nie uświadomiła mi, że owszem, takie coś istnieje,
prawdopodobnie dzisiaj tłumaczyłabym się Smoczycy, dlaczego wciąż
nie dostarczyłam żadnego materiału. Ale koniec już tego wstępu!
Zaczynajmy!
Jak
zwykle rozpocznę od plusów. Pierwszym z nich jest zapewne cała
przedstawiona szkoła – szkoła, w której uczniowie są
rozdzielani pod względem ocen. Od wyników ich testów zależy w
jakich warunkach będą się uczyć, jak będą traktowani. Elitą
tej placówki są oczywiście uczniowie klasy A, z kolei najgorszą
grupą jest klasa E – e, jak END. Są oni poniżani przez innych
podopiecznych tej placówki, uczą się na odludziu, do którego
muszą wspinać się pod górę, a w głównym kampusie szkoły mogą
przebywać tylko w czasie wszelkich apeli. Dlaczego mi się to
podobało? Cóż... Mimo odczuć etycznych, które wołają głośne
i wyraźne „veto”, muszę przyznać, że to jest genialne.
Szkoła, mimo że jest publiczna, ma wysoki poziom nauczania i
normalnie wielu uczniów by nie podjęło się regularnej nauki. Ale
jedna rzecz ich napędza – świadomość, że jeżeli nie sprostają
testom w swojej szkole, skończą na samym dnie – bez szacunku,
niemal bez szans powrotu do poprzedniego stanu rzeczy, wiecznie
upokarzani, zarówno przez nauczycieli, jak i uczniów. Dzięki temu
90% uczniów pracuje, ma dobre oceny i świetlaną przyszłość, a
pozostałe 10%... No cóż... Tania siła robocza również jest
niezmiernie potrzebna w kraju. Oczywiście pomińmy już fakt, że w
rzeczywistości by to nie wypaliło, bo Komisja Etyki by
protestowała, ale bardzo fajny pomysł.
Kolejnym
fajnym motywem w anime jest właśnie ta podwójna wojna klasy E.
Jedną prowadzą ze swoim nauczycielem (chociaż to nie dokońca
wojna...), a drugą z całą szkołą. Podoba mi się przemiana tej
klasy - od czasu, kiedy dzieciaki zaczęły swoje szkolenie na
zabójców, stały się na tyle twarde, że nie tylko wojują z
Koro-senseiem, ale i byli w stanie przeciwstawić się systemowi,
powiedzieć „nie” swojej sytuacji. Jednak mimo to, tak naprawdę
głównym elementem tej wojny jest starcie przywódców –
wychowawca kontra dyrektor. Sądząc po opisie, zapewne wiele osób
stwierdziłoby, że dyrek już jest na przegranej pozycji, jednak nie
tym razem! Pan dyrektor słusznie zauważył, że nie da się
rozwiązać problemów jedynie za pomocą szybkości czy siły.
Bardzo mi się podoba to, że nawet jeśli Koro-sensei jest tą
niezwyciężoną formą życia, to i tak posiada swojego ludzkiego
przeciwnika (… w zasadzie stwierdzenie „ludzkiego” jest mocno
złagodzone. Kto wie, jakim czortem jest ten dyrektor... Z pewnością
nienormalnym...).
Ciężko
mi się wypowiedzieć o próbach zabójstwa. W zasadzie część z
nich jest dobra, a druga taka... Nijaka... Zaczynając od tych
dobrych – są fajnie przemyślane, pokazują, jak każdy z uczniów
próbuje zdobyć nagrodę na własny sposób, a także błędy
zarówno w ich próbie morderstwa jak i podejściu do wielu spraw.
Co do tych nijakich... No po prostu są i tyle. Nie ma jakiegoś
powalającego efektu. Bardzo mi się podobała ta akcja, pod koniec
serii. Ich współpraca i to jak przechytrzyli Koro-senseia.
Genialnie podsumowało to całą pracę klasy przez pierwszy sezon
tej produkcji.
Oczywiście
seria ma swoje minusy. Akcja rozwija się szalenie WOLNO. Nie widać
tego procesu poprawy ich umiejętności. Owszem, dostrzegam różnice
zarówno w ich nauce jak i zdolnościach bojowych, jednak proces tej
przemiany jest albo tak ukryty, że go po prostu nie widzę, albo go
nie ma (nie wykluczam punktu pierwszego). Bardzo mi tego brakowało.
Nie
podobał mi się też dobór dubbingu do niektórych postaci. Jeszcze
do głosów tych bohaterów, którzy występowali częściej, dało
radę się przyzwyczaić. Jednak jeśli chodzi o np. epizotycznych
skrytobójców, to często nie dawałabym im takich niskich głosów.
Ale to moje zdanie. Jeszcze mogę się przyczepić do jednej
konkretnej sceny, w której postacie mówiły po angielsku. To było
okropne... Już nawet ja, która nie rozróżnia angielskich
akcentów ani czy ktoś coś dobrze wymawia czy akcentuje to
zauważyłam! To było wręcz potwornie sztuczne. Tragedia...
No
i ostatni minus – to jest przeszłość Koro-senseia. Chodzi mi
bardziej o to, że autor wrzuca od czasu do czasu małe aluzje
dotyczące tego, kim jest ten nauczyciel, skąd się wziął i tym
podobne, po czym, albo kończy odcinek, albo całkowicie zamyka ten
temat. Okej, rozumiem, że miało to wzbudzić ciekawość u widza,
ale mnie po prostu najzwyczajniej w świecie irytowało. Gdyby autor
tego tak nie przeciągał, to wszystko byłoby w porządku, no ale
cóż...
Nie
omówiłam jeszcze postaci. Zacznę od Koro-senseia. Oprócz tej
irytującej, ukrytej przeszłości pełni on genialną funkcję
komediową. No cóż więcej mogę napisać? Nie czułam aż takiego
przywiązania do tego bohatera. Chociaż muszę przyznać, że podoba
mi się to, że nie jest idealny. Gdyby nie miał żadnych słabych
punktów, byłoby wręcz nudno, co nie?
O
wiele bardziej polubiłam Karmę. Ten chłopak był genialny!
Sadysta, kierujący się własnymi zasadami, który wręcz marzył,
aby zamordować swojego nauczyciela. Gość patrzył na wszystkich z
góry i podchodził do wszystkiego lekceważąco. Ale i tak go bardzo
lubiłam! (Taaa, sadystyczny i egoistyczny morderca... idealny facet dla ciebie, Harpia. S.)
No
i jest jeszcze Nagisa. Dość sympatyczna osoba, robiąca za
narratora tego anime. Jest niezwykle spostrzegawczy – prowadził
dziennik ze słabymi punktami Koro-senseia, które później bardzo
się przydały. Podoba mi się także, że niby taki niewinny,
grzeczny i tym podobne, a ma najwięcej morderczych instynktów. No
co? Mam słabość to takich postaci :).
No
i na koniec sprawa techniczna, czyli kreska. Okej, powiem tak – na
ogół jest słodka, ba! Dla niektórych może być nawet
przesłodzona, jednak moim zdaniem potrafi być w niektórych
momentach przerażająca. Ogólnie zastrzeżeń nie mam.
Podsumowując:
Lekka, przyjemna komedia, nawet nie taka krwawa i brutalna, jakby
zapowiadał opis.
Moja
ocena: 8/10
Harpia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz