piątek, 29 stycznia 2016

Kim jest przyjaciel? To drugie ja.

Witamy! Dzisiaj krótkie, ale piękne opowiadanie Wyroczni.
Miłego czytania!



Kim jest przyjaciel? To drugie ja.
Zenon z Elei.


Każdy z nas zna te uczucia: Radość i Smutek. Są jak dwie inne, całkowicie różniące się od siebie rzeczy. Nikt by ich nie połączył lecz z biegiem lat, każdy potrafi je akceptować. Tak było i tym razem…
W pewnym miasteczku, otoczonym przez góry, mieszkała sobie mała dziewczynka - Radość. Zawsze, gdy się pojawiała, wszyscy wkoło niej byli szczęśliwi, cieszyli się. Radość miała kochających rodziców, przyjaciół, żyło jej się wspaniale.
Mała dziewczynka miała sąsiada. Był to chłopczyk w jej wieku, który nigdy się nie uśmiechał. Smutek, bo tak miał na imię, zawsze był sam, nie bawił się z innymi dziećmi. Radość była ciekawa, czemu nikt nie przebywał koło chłopca. Gdy pytała się innych, czy może się z nim pobawić, ci zabraniali jej. Dzieci nie poznały się. Nie mogły tego zrobić. Nikt tego nie chciał. Radość żyła szczęśliwa, Smutek zaś żył sam...

Kilka lat później

Nadeszło lato. Słońce świeciło. Radość z przyjaciółmi udała się na spacer po górach. Wszyscy byli szczęśliwi. Radość cieszyła się, że miała przy sobie osoby, których obecność dodawała jej otuchy. Kochała ich za to, że są przy niej. Cieszyła się każdą chwilą z nimi. Zawsze uśmiechnięta szła przed siebie. Ludzie przebywali blisko niej. Lubili jej obecność, która dodawała im radości, szczęścia, pokazywała życie w kolorowych barwach.
W tym samym czasie Smutek żył bez przyjaciół, brakowało mu ich. Nie wiedział, co miał robić. Zawsze przesiadywał w małej chatce, gdzie przez dziurawy dach wpatrywał się w niebo. Była to jedyna rzecz, jaką lubił robić. Przez pierwsze lata życia nie przeszkadzał mu fakt, że jest sam. Można powiedzieć, iż nawet to lubił, lecz z biegiem czasu chłopak czuł się coraz to bardziej samotny. Przykro mu było patrzeć, jak inni rówieśnicy przebywali razem, nie czuli braku drugiej osoby. Ludzie odrzucali chłopca, nie chcieli z nim przebywać, gdyż czas spędzony z nim odbierał im szczęście.

***
Wieczorem Radość wracała ze spotkania z przyjaciółmi. Cieszyła się z kolejnego udanego dnia.
Smutek szedł do chatki, by pooglądać niebo pełnego gwiazd.
Szli. Przekonani, że nic się nie zmieni, że ich życie ma już takie być. Lecz los chciał inaczej.
Skrzyżowanie dróg. Po jednej stronie stoi Radość, czekając na zielone światło, Smutek znajdował się na przeciwko. Patrzyli na siebie. Zielone światło zapaliło się. Ruszyli. Stanęli na przeciw siebie. Coś kazało im to zrobić.
Uśmiech dziewczynki i smutna twarz chłopca. Dwie różne rzeczy, tym razem tworzyły całość, jedność.
- Cześć. - powiedziała Radość
- Cześć.
Dwa słowa. Niby nic nie znaczące, lecz dla nich był to początek nowej historii.
Zaczęli rozmawiać.
Spotykać się w tajemnicy przed innymi. Wiedzieli, że jak ludzie się dowiedzą, będą chcieli ich rozdzielić, a oni tego nie chcieli. Każda rozmowa pozwalała poznać drugą osobę. Czas zmieniał ich.
Smutek w pobliżu dziewczynki zaczął się uśmiechać. Cieszył się życiem, każda chwila spędzona z przyjaciółką uczyła go nowych uczyć.
Radość natomiast odczuwała smutek, ból. Czuła, że jej radość zmniejsza się, ale widziała, że uszczęśliwia przyjaciela. To dodawało jej nadziei na lepsze życie.
Spotykali się w chatce z dziurawym dachem, patrzyli w niebo, chodzili na spacery. Zaczęli się rozumieć. Wydawało im się, jakby znali się od dawna.
Postanowili pokazać swą przyjaźń innym. Nie wiedzieli, co ich czeka ze strony osób trzecich, lecz byli pewni, że nie chcą się rozstawać. Byli gotowi pozostawić innych, by być razem.
Dwie osoby stworzyły jedną postać.
Wyszli razem.
Ludzie z miasteczka byli zdziwieni. Niepewni tego połączenia chcieli ich rozdzielić, lecz gdy zorientowali się, że im to się nie uda, zaczęli ich omijać. Czas mijał. Zmieniało się życie miasteczka. Każdy z osobna przyzwyczajał się do nowej sytuacji, aż w pewnym momencie już każdy zaakceptował ich.

Radość i Smutek - dwie różne osoby. Nic ich nie łączyło. Mimo, że mieszkali blisko siebie, to tak naprawdę nie znali się. Otaczający ich ludzie nie chcieli by się poznali. Nie chcieli by obie te osoby zrozumiały się, lecz zwykły zbieg okoliczności, jedno małe spotkanie, może zmienić wszystko. Radość mimo bólu była szczęśliwa, iż miała przyjaciela, któremu mogła pomóc. Smutek natomiast cieszył się z jej obecności, chciał by została z nim na zawsze.
Każdy z nas może być i Smutkiem, i Radością. Człowiek nieznający siebie chce przypodobać się innym ludziom. W ten sposób dla jednych ukazujemy maskę szczęścia, pomocy, a dla drugich możemy pokazać siebie jako osobę smutną, odizolowaną. Lecz tacy ludzie czekają na pewien moment w życiu, który pozwoli im zrozumieć samych siebie. Ukazać siebie jako jedną postać, która nie boi się ujawnić siebie osobą trzecim.


Wyrocznia

czwartek, 28 stycznia 2016

Powitalny wiersz Maiko

 Ostatnio nas tu przybywa i przybywa! Ponieważ dołączyła nowa osóbka do naszego skromnego grona, chcemy wam dziś przedstawić Maiko! Mamy nadzieję, że będzie się wam dobrze czytało jej twórczość =).
 A więc dobrej zabawy!



***

Czy w nas jest coś niezwykłego?
Zwykli ludzie w zwykłym świecie
W mej miłości coś dobrego?
Jest cudowna niczym pocałunki w lecie

A czy zimą dalej kochasz?
Nie potrafiłbym inaczej
I gdy płaczę ty też szlochasz?
Tak bo miłość wiele znaczy

I na zawsze ze mną będziesz?
I na zawsze i na wieki
A gdy serce me zdobędziesz?
Nie wyzbędziesz się opieki

A więc mogę dać ci miłość?
To najlepszy dla mnie prezent
Mimo iż to ma zawiłość?
To jedynie mały akcent

Jak te piegi na twej buzi
Jak spojrzenia zwykłych ludzi
Jak zazdroszczą mi wciąż Ciebie
Jak Cię kocham to nikt nie wie

A więc zostań mym Walentym
Ukochanym w lód zaklętym
Ja serduszko roztopiłam
Ja jedyną twoją byłam



Maiko

środa, 27 stycznia 2016

Nie ma to jak morderstwo, czyli recenzja anime "Ansatsu Kyoushitsu"



Witajcie! 
Wybaczcie, że tak późno, ale Harpia nie wyrobiła się wcześniej z pisaniem. A więc dzisiaj ponownie pragniemy wam przedstawić recenzje anime, jednak tym razem nieco weselszego.
Pozdrawiamy!


"Ansatsu Kyoushitsu"



Pewnego dnia naturalny satelita ziemi eksplodował, pozostawiając po sobie resztki w kształcie półksiężyca. Stworzenie, które przypisuje sobie dokonanie tego czynu zarzeka się także, że w marcu przyszłego roku to samo spotka Ziemię. Posiada ono moce przerastające ludzkie możliwości, przez co żadna potęga militarna świata nie ma z nim szans. Jednakże z jakiegoś powodu w międzyczasie obcy postanawia podjąć pracę jako nauczyciel w najgorszej klasie Gimnazjum Kunugigaoka. Tym samym los świata spoczywa w rękach uczniów klasy E – mają czas do zakończenia roku, żeby wymyślić jak zamordować swojego nowego wychowawcę, a tym samym zgarnąć 10 miliardów jenów za uratowanie świata.


UWAGA! Przede wszystkich chciałabym zacząć od poinformowania o zmianie sposobu oceniania zrecenzowanych filmów, książek itd., itp. Jak dotąd była to ocena szkolna, jednak od dzisiaj będę oceniać w skali 0-10. Każdy recenzowany utwór będzie miał na starcie „5”, a wzrost/spadek oceny będzie zależeć od ilości plusów i minusów oraz ich wpływu na odbiór danego filmu, książki itd.

  Jako że od dłuższego czasu miałam post od anime (zasługa szkoły), postanowiłam obejrzeć sobie coś krótkiego i przyjemnego. Wybór padł właśnie na "Ansatsu Kyoushitsu". Dlaczego? Cóż... Przede wszystkim dlatego, że wcześniej, dużo wcześniej, czytałam mangę, która dość mocno przypadła mi do gustu. Normalnie rzuciłabym się od razu po lekturze na ekranizacje, ale jakoś tak się stało, że miałam problem ze znalezieniem jej, więc uznałam, że po prostu nie ma takiej produkcji. Gdyby moja dobra kumpela (pozdrowienia dla Niki) nie uświadomiła mi, że owszem, takie coś istnieje, prawdopodobnie dzisiaj tłumaczyłabym się Smoczycy, dlaczego wciąż nie dostarczyłam żadnego materiału. Ale koniec już tego wstępu! Zaczynajmy!

  Jak zwykle rozpocznę od plusów. Pierwszym z nich jest zapewne cała przedstawiona szkoła – szkoła, w której uczniowie są rozdzielani pod względem ocen. Od wyników ich testów zależy w jakich warunkach będą się uczyć, jak będą traktowani. Elitą tej placówki są oczywiście uczniowie klasy A, z kolei najgorszą grupą jest klasa E – e, jak END. Są oni poniżani przez innych podopiecznych tej placówki, uczą się na odludziu, do którego muszą wspinać się pod górę, a w głównym kampusie szkoły mogą przebywać tylko w czasie wszelkich apeli. Dlaczego mi się to podobało? Cóż... Mimo odczuć etycznych, które wołają głośne i wyraźne „veto”, muszę przyznać, że to jest genialne. Szkoła, mimo że jest publiczna, ma wysoki poziom nauczania i normalnie wielu uczniów by nie podjęło się regularnej nauki. Ale jedna rzecz ich napędza – świadomość, że jeżeli nie sprostają testom w swojej szkole, skończą na samym dnie – bez szacunku, niemal bez szans powrotu do poprzedniego stanu rzeczy, wiecznie upokarzani, zarówno przez nauczycieli, jak i uczniów. Dzięki temu 90% uczniów pracuje, ma dobre oceny i świetlaną przyszłość, a pozostałe 10%... No cóż... Tania siła robocza również jest niezmiernie potrzebna w kraju. Oczywiście pomińmy już fakt, że w rzeczywistości by to nie wypaliło, bo Komisja Etyki by protestowała, ale bardzo fajny pomysł.
  Kolejnym fajnym motywem w anime jest właśnie ta podwójna wojna klasy E. Jedną prowadzą ze swoim nauczycielem (chociaż to nie dokońca wojna...), a drugą z całą szkołą. Podoba mi się przemiana tej klasy - od czasu, kiedy dzieciaki zaczęły swoje szkolenie na zabójców, stały się na tyle twarde, że nie tylko wojują z Koro-senseiem, ale i byli w stanie przeciwstawić się systemowi, powiedzieć „nie” swojej sytuacji. Jednak mimo to, tak naprawdę głównym elementem tej wojny jest starcie przywódców – wychowawca kontra dyrektor. Sądząc po opisie, zapewne wiele osób stwierdziłoby, że dyrek już jest na przegranej pozycji, jednak nie tym razem! Pan dyrektor słusznie zauważył, że nie da się rozwiązać problemów jedynie za pomocą szybkości czy siły. Bardzo mi się podoba to, że nawet jeśli Koro-sensei jest tą niezwyciężoną formą życia, to i tak posiada swojego ludzkiego przeciwnika (… w zasadzie stwierdzenie „ludzkiego” jest mocno złagodzone. Kto wie, jakim czortem jest ten dyrektor... Z pewnością nienormalnym...).
  Ciężko mi się wypowiedzieć o próbach zabójstwa. W zasadzie część z nich jest dobra, a druga taka... Nijaka... Zaczynając od tych dobrych – są fajnie przemyślane, pokazują, jak każdy z uczniów próbuje zdobyć nagrodę na własny sposób, a także błędy zarówno w ich próbie morderstwa jak i podejściu do wielu spraw. Co do tych nijakich... No po prostu są i tyle. Nie ma jakiegoś powalającego efektu. Bardzo mi się podobała ta akcja, pod koniec serii. Ich współpraca i to jak przechytrzyli Koro-senseia. Genialnie podsumowało to całą pracę klasy przez pierwszy sezon tej produkcji.
  Oczywiście seria ma swoje minusy. Akcja rozwija się szalenie WOLNO. Nie widać tego procesu poprawy ich umiejętności. Owszem, dostrzegam różnice zarówno w ich nauce jak i zdolnościach bojowych, jednak proces tej przemiany jest albo tak ukryty, że go po prostu nie widzę, albo go nie ma (nie wykluczam punktu pierwszego). Bardzo mi tego brakowało.
Nie podobał mi się też dobór dubbingu do niektórych postaci. Jeszcze do głosów tych bohaterów, którzy występowali częściej, dało radę się przyzwyczaić. Jednak jeśli chodzi o np. epizotycznych skrytobójców, to często nie dawałabym im takich niskich głosów. Ale to moje zdanie. Jeszcze mogę się przyczepić do jednej konkretnej sceny, w której postacie mówiły po angielsku. To było okropne... Już nawet ja, która nie rozróżnia angielskich akcentów ani czy ktoś coś dobrze wymawia czy akcentuje to zauważyłam! To było wręcz potwornie sztuczne. Tragedia...
  No i ostatni minus – to jest przeszłość Koro-senseia. Chodzi mi bardziej o to, że autor wrzuca od czasu do czasu małe aluzje dotyczące tego, kim jest ten nauczyciel, skąd się wziął i tym podobne, po czym, albo kończy odcinek, albo całkowicie zamyka ten temat. Okej, rozumiem, że miało to wzbudzić ciekawość u widza, ale mnie po prostu najzwyczajniej w świecie irytowało. Gdyby autor tego tak nie przeciągał, to wszystko byłoby w porządku, no ale cóż...
  Nie omówiłam jeszcze postaci. Zacznę od Koro-senseia. Oprócz tej irytującej, ukrytej przeszłości pełni on genialną funkcję komediową. No cóż więcej mogę napisać? Nie czułam aż takiego przywiązania do tego bohatera. Chociaż muszę przyznać, że podoba mi się to, że nie jest idealny. Gdyby nie miał żadnych słabych punktów, byłoby wręcz nudno, co nie?
  O wiele bardziej polubiłam Karmę. Ten chłopak był genialny! Sadysta, kierujący się własnymi zasadami, który wręcz marzył, aby zamordować swojego nauczyciela. Gość patrzył na wszystkich z góry i podchodził do wszystkiego lekceważąco. Ale i tak go bardzo lubiłam! (Taaa, sadystyczny i egoistyczny morderca... idealny facet dla ciebie, Harpia. S.)
  No i jest jeszcze Nagisa. Dość sympatyczna osoba, robiąca za narratora tego anime. Jest niezwykle spostrzegawczy – prowadził dziennik ze słabymi punktami Koro-senseia, które później bardzo się przydały. Podoba mi się także, że niby taki niewinny, grzeczny i tym podobne, a ma najwięcej morderczych instynktów. No co? Mam słabość to takich postaci :).
  No i na koniec sprawa techniczna, czyli kreska. Okej, powiem tak – na ogół jest słodka, ba! Dla niektórych może być nawet przesłodzona, jednak moim zdaniem potrafi być w niektórych momentach przerażająca. Ogólnie zastrzeżeń nie mam.

Podsumowując: Lekka, przyjemna komedia, nawet nie taka krwawa i brutalna, jakby zapowiadał opis.

Moja ocena: 8/10

Harpia

wtorek, 26 stycznia 2016

Poezja na temat

Hejo! Dziś też poezja, lecz trochę innego rodzaju =). Zostawiamy was z twórczością Klaudii.
Pozdrawiamy

Poezja na temat
"Życie ucznia"
Życie ucznia jest bardzo trudne.
Możemy mieć tylko marzenia cudne.
Ciągle jakieś karkówki, sprawdziany...
Właśnie taki los jest nam dany!
Nie ma ani chwili wytchnienia,
aż czasem się ma trochę lenia.
Z chemii doświadczenia,
przez religię do zbawienia,
eksperymenty z fizyki,
opowiadania z epiki,
obliczenia z matematyki,
rysunki z plastyki,
śpiewanie na muzyce,
granie na informatyce.
Jeszcze tylko zajęcia dodatkowe
i plany na weekend mamy już  gotowe.

POZDRAWIAM KLAUDIA : )


poniedziałek, 25 stycznia 2016

"Gdziekolwiek"

Dziś wiersz, który zachwycił nas wszystkich (chyba z wyjątkiem tylko jego autorki). Zostawiamy was z twórczością Czarownicy.
 Pozdrawiamy



"Gdziekolwiek"

Ucieknijmy gdzieś razem
Daleko stąd
Gdziekolwiek...
Wszędzie tylko nie tu
Byle razem.

I znów jak dzieci będziemy się bawić
Nie martwić o nic
Chodź ze mną
Gdziekolwiek...

Nie chce już być sama
Chcę być tylko z tobą
Już nie jestem tą samą osobą
Już nic nie będzie tak samo

Dziś jest ten dzień 
Ten czas
Żeby obudzić się
I robić co się chce

Iść swoją drogą
I nie zmieniać jej
Mieć swoje zasady
I trzymać się ich

Nie być posłuszną marionetką
Na każde zawołanie
Tylko być sobą
Nareszcie...

Po tylu latach nareszcie uciec
Razem
I mieć swoje życie
Nareszcie



Czarownica

niedziela, 24 stycznia 2016

„Nic nie jest prawdziwe, nic nie jest ważne, Truskawkowe Pola, na zawsze", czyli recenzja książki "Truskawkowe Pola"

Hejo. Po wczorajszej krótkiej przerwie dziś zostawiamy was z recenzją nasz kochanej Harpii.
 Pozdrawiam


„Truskawkowe Pola” 
Jordi Sierra i Fabra



„Życie jest niczym wielka szachownica i wszystko zależy od tego, jak rozstawimy nasze figury.
Luciana zrobiła fałszywy ruch i jej partia zbliża się do końca...
Czy dzięki desperackiej pomocy przyjaciół będzie mogła grać dalej?”
Wydawnictwo Akapit Press (opis z okładki)

  Dawno nie było recenzji książki, więc dzisiaj przedstawię swoją opinie o mniej lub bardziej znanej powieści „Truskawkowe pola”. A więc enjoy!
  „Truskawkowe pola” to historia paczki przyjaciół – Luciany, Cinty, Santiego i Maximo, którzy postanowili w piątkowy wieczór zabalować. I jak to typowi młodzi ludzie poszli do klubu, pobawili się, potańczyli. Dopiero później doszły dragi – małe, niby niegroźne, białe tabletki. Po ich zażyciu, Luciana dostała ataków gorąca, a następnie trafiła do szpitala. Zapadła w śpiączkę. Teraz Cinta, Santi i Maximo muszą znaleźć dilera, który sprzedał im te trefne „bilety do raju”, by zdobyć próbkę owego białego cuda i uratować życie swojej przyjaciółki.
  Tytuł odnosi się do piosenki znanego zespołu The Beatles (kojarzycie tych panów, nie?) „Strawberry Fields Forever”. Już na początku książki możemy znaleźć cytat z powyższego utworu:

Nothing is real
And nothing to get hung about.
Strawberry Fields forever.”

Nic nie jest prawdziwe,
nic nie jest ważne,
Truskawkowe Pola, na zawsze.”

  Zapewne zastanawia was, co ma piernik do wiatraka. Mnie również. Przyznam szczerzę, że pytałam kochanego wujka Google, jednak podał on mi dwie podpowiedzi. Według pewnych źródeł „Strawberry Field” to nazwa liverpoolskiego sierocińca, w pobliżu którego wychowywał się John Lennon. Budynek był otoczony dzikim ogrodem, gdzie podobno pan Lennon w dzieciństwie bawił się razem z przyjaciółmi w Indian i wchodził na drzewa. Drugim zagadnieniem, jakie znalazłam było to, że Strawberry Fields miały być nazwą stanu wywołanego przez LSD (ten narkotyk był też nazywany Truskawkami, ponieważ nasączona nim bibułka zwykle była przyozdobiona ilustracjami – często widniały tam właśnie truskawki). Myślę, że i to, i to jest słuszne.
  Jeśli chodzi o pierwszy punkt – Truskawkowe Pola mogą symbolizować to piękne miejsce zabaw, raj dla wyobraźni, gdzie nie było żadnych zmartwień. Miejsce wręcz idealne, które dorośli wspominają z utęsknieniem. Teraz połączmy to z drugą podpowiedzią... Okej, ciężko mi idzie z interpretacją wierszy (skąd mam wiedzieć, co miał autor na myśli, jeżeli on sam nie miał zielonego pojęcia!), jednak powiem, jak ja to odbieram. Kiedy człowiek bierze narkotyki czuje się, jakby jego wszystkie problemy zniknęły, przepadły. Jakby przestały być ważne. Patrzymy na świat jak na wielką piaskownicę, gdzie żyjemy swoją iluzją, bo czujemy jakby to wszystko było wręcz nierealne. Przenosimy się właśnie to takiej rzeczywistości Strawberry Field.
  Okej, to tyle ze sprawy technicznych. Truskawkowe Pola są niezwykłą powieścią o narkotykach, która jako jedna z niewielu mogłaby naprawdę trafić do młodzieży. Dlaczego? Przede wszystkim dla tego, że nie poucza czytelnika. On przedstawia tylko historie, a to od tego, kto ją czyta, zależy co z niej wyniesie.
  Dodatkowo podobali mi się stworzeni dorośli bohaterowie, a żeby być dokładną, to postacie doktora i inspektora. Nie były to osoby typu: „Co za kretynem trzeba być, żeby wziąć to świństwo”, a ludzie, którzy za młodu tak jak te dzieciaki próbowali wszystkiego, ulegali panującej modzie (hipisi, dzieci kwiaty itd., itp.). Bardzo mi się to podobało, ponieważ to jest właśnie potwierdzenie tego braku pouczania, a także pokazuje to, że każdy z nas w młodości robi różne mniejsze i większe głupoty.
  Powieść nie pokazuje tylko i wyłącznie problemu narkotyków. Porusza również inne problemy młodych (i nie tylko) ludzi, takie jak bulimia i kłopoty rodzinne. Skupię się bardziej na tej chorobie, ponieważ wątek problemów rodzinnych jest tylko i wyłącznie wspomniany. Wspaniale została pokazana walka Lorety (tak się odmienia damskie imię Loreto?) (na mój gust jest ono nieodmienne S.) nie tyle z ową chorobą, a z samą sobą – z zaakceptowaniem faktu, że jest chora oraz, że jeżeli niczego nie zmieni, to może się to skończyć tragicznie.
  Wartą uwagi postacią jest także reporter Mariano Zapata. Z całych sił starał się zdobyć potrzebne informacje do gazety na temat Luciany, mimo cierpienia rodziny czy ostrzeżeń policji, że jego artykuł może uniemożliwić odnalezienie dilera. Nie przejmował się tym, że przez jego pracę zdobycie tego samego narkotyku, co zażyła dziewczyna, i uratowanie jej życia mogłoby stać się nie możliwe. Po części pokazuje to, jak działają media – bywa, że są bezwzględne, byle by tylko zdobyć odpowiedni materiał.
  Wreszcie mogę przejść do Luciany. Autor w sposób zaskakujący i naprawdę niezwykły pokazał stan jej śpiączki – ten stan pomiędzy życiem, a śmiercią; dylemat czy zawrócić z przebytej drogi czy iść dalej, aż w końcu partię szachów z samą śmiercią. Mogłabym pisać i pisać, ale gonią mnie termin, długość postu oraz Smoczyca, więc dodam tylko, że kursywa zastosowana w fragmentach odnoszących się do Luciany nadają fajny efekt oderwania od świata żywych do tej drogi pomiędzy ową krainą a tą umarłych.
  Mimo tych wszystkich plusów wymienionych powyżej, powieść nie dostanie ode mnie najwyższej oceny. Dlaczego? Cóż... Po prostu brakowało mi w niej tego „czegoś”, co sprawia, że albo płaczę nad tym, że to już koniec, albo że chcę ponownie ją przeczytać. W tej książce tego nie ma. Jednak jest to moje indywidualne odczucie, więc może ktoś inny, kto sięgnie po tę historię, zatraci się w niej o wiele mocniej ode mnie :).

Podsumowując: Wspaniała i wzruszająca powieść o przyjaźni, miłości i walce z efektami „lewego odlotu”. Książka, z której wynosimy to, co sami dostrzeżemy, a nie to, co narzuci nam autor.

Moja ocena: Mocna 5+


Harpia

piątek, 22 stycznia 2016

"O zgrozo, jak ja to zaczęłam oglądać? No tak, chora byłam...", czyli recenzja "Aldnoah.Zero"

Witamy. Dawno nie było recenzji, więc dziś recenzja =D (kogoś, kto dawno recenzji nie napisał...)
Pozdrowionka


"Aldnoah.Zero"





"W roku 1972 misja Apollo 17 odkryła na księżycu bramę czasoprzestrzenną pozwalającą na szybką podróż między Ziemią a Marsem. W 1999 roku wybuchła wojna między Ziemią, a Imperium Vers, jak nazwała samych siebie struktura utworzona przez nowych mieszkańców Marsa. W wyniku walk brama wymknęła się spod kontroli i doprowadziła do doszczętnego zniszczenia Księżyca, którego szczątki okrążają teraz Ziemię. Po upływie 15 lat wciąż są one zamieszkane przez zmilitaryzowaną społeczność, której droga powrotna na Marsa została odcięta. Kiedy w wyniku niespodziewanego zamachu ginie ich księżniczka, która przybyła na błękitną planetę z misją pokojową, dochodzi do kolejnej wojny. Wojska Vers, złożone z żołnierzy pilotujących potężne mechy bojowe, w tym dowódców o pozornie niezwyciężonych maszynach, rozpoczynają natychmiastową ofensywę. Do walki przeciwko najeźdźcom włącza się uczeń o ponadprzeciętnej inteligencji, Inaho Kazuka. Ale czy jeden chłopak zdoła ocalić ludzkość przed wrogiem, z którym ta zdaje się nie mieć najmniejszej szansy?"



Anime no cóż… specyficzne. Bardzo specyficzne. Osobiście nie znoszę mecha, ale że kiedy zaczęłam to oglądać, byłam chora, to trochę nie myślałam, o tym na co się patrzę (wiecie, 39 stopni gorączki usprawiedliwia nawet obejrzenia mecha XD). I wiecie co? Aż dziw bierze, ale obejrzałam to anime jednym tchem (siedziała cały dzień w łóżku z tabletem i nic innego nie robiłam).
Nie wiem, co mnie w nim tak zauroczyło. Owszem, fabuła dość ciekawa, nawet trudno przewidywalna. Postacie nawet nie bardzo płytkie, kreska… ja się nie znam. Dla mnie w sam raz (możliwe, że lekko przesłodzona, bo ja widzę tylko granicę “za mało słodka” i “za bardzo kanciasta” (Nie wychodzi na jedno? H.) (może, mówiłam, że się nie znam XD), więc o szczegóły to proszę do Harpii). Ogólnie anime byłoby przeciętnym, gdyby nie sam temat, który porusza.
Anime zarąbiście pokazuje strukturę wojny. Pada tam niezwykłe zdanie, którego dokładnie nie przytoczę (nie pamiętam go już dokładnie XD), ale chodziło w nim o to, że wojny wybuchają ze względu na różnice kulturalne, religię itd, a kończą się, kiedy te różnice zostaną zatarte albo kiedy liczba ofiar po obu stronach przewyższa korzyść z wojny. Niesamowite jest w nim również to, że mimo iż jest o wojnie, nie odbiera się tego, ile tam jest przemocy. Anime bardzo mocno oddziaływuje na psychikę. Nie jestem już dzieckiem i nie wiem, jakby to odbierały dzieci, jednak myślę, że mogłoby się im podobać, bo w anime nie ma pokazanej jakiejś szczególnej ilości krwi czy czegoś. Ponieważ jest to mecha (o zgrozo, jak ja to zaczęłam oglądać? No tak, chora byłam...), wszyscy ludzie walczą w specjalnych maszynach. I to one są rozwalane (najczęściej wybuchają), więc nie widzimy ludzkich trupów. Ja obejrzałam to anime jednym tchem. Odcinek za odcinkiem zbliżałam się do nieuchronnego końca (ach, jak ja go nie lubię..). Z każdym odcinkiem coraz bardziej przerażał mnie fakt, jak to anime jest brutalne, ile osób w nim zginęło, ginie i zginie. Bardzo mocno działa to na psychikę. Że na wojnie ginie tyle ludzi, w ułamku sekundy, a ja patrzę na to, leżąc w ciepłym łóżku i w życiu nie miała broni w ręce. A przecież większość bohaterów tego anime także pierwszy raz w życiu strzelało do człowieka. To anime, jeśli się trochę nad nim zastanowić, po prostu pokazuje okropieństwa wojny. Jednak w sposób który działa na psychikę. Nie pokazuje nam powykręcanych ciał, jednak w momencie, kiedy pomyślimy, że każdy wybuch to co najmniej jedno ludzkie istnienie mniej… To jest przerażające. Anime pokazuje, że na wojnie ludzie tracą swoje człowieczeństwo i przekraczają granice, których nigdy nie powinniśmy przekroczyć. Ba! Granice, do których nie powinniśmy się nawet zbliżyć!
No to jeszcze tak pokrótce o bohaterach.
- Slaine (wiem, nie jest głównym bohaterem, ale moim ukochanym) - pewnie i wy tak macie, że jak coś oglądacie/czytacie, to jeden z bohaterów jest waszym tym najulubieńszym i chcecie tak naprawdę wiedzieć jak najwięcej tylko o nim (nie wiem, może tylko ja tak mam XD). No to summa summarum, Slain awansował od pierwszej chwili na tego mojego najulubieńszego. No i jak zwykle boginie Moiry zagrały mi na nosie, i klątwa Smoczycy zaczęła działać - Slain miał przerąbane w życiu (nie ma za co, Slain!). Co jak co, to ta postać była dość schematyczna, ale jednak miała coś w sobie.
Bardzo fajnie pokazuje, jak ludzie płasko oceniają innych. Nie znają całej sytuacji, ich przeszłości, warunków w jakich żyli, przyczyn, dlaczego zrobili tak, a nie inaczej, a mimo to ich oceniają. Mało tego, wydają wyroki na podstawie domysłów i przelotnych odczuć, co do danej osoby, i tym samym potrafią jeszcze bardziej tą osobę zniszczyć.
No to jeśli mowa o niszczeniu, to teraz chwila o głównym bohaterze.
- GB… jak mu tam było? (Wuujeek Googleee, wyszukiwanie…) a no tak, Kaizuka Inaho - … Agh, nie lubię go. On jakby nie miał emocji. Był kretynem, który wszystkich wykorzystywał. Naprawdę nie lubiłam tego geniusza! Zawsze bohaterski, zawsze tam, gdzie atakują, a jednocześnie taki nieobecny, żyjący we własnym świecie. No… był intrygujący, ale jednocześnie bardzo irytujący. Nie wiem, może się do niego uprzedziłam przez to, co zrobił Slainowi… (tak, już milknę).
No i jeszcze powinnam powiedzieć o tej okropnej księżniczce… ale sobie daruje. Typowa Mary Sue, bardzo jej nie lubiłam. Egoistka jedna.
Tylko jeszcze napomknę o jednym bohaterze i już kończę.
Kouichirou Marito - no cóż, kapitan i pijak, ale jakoś wzbudzał sympatię… było mi go żal, bo naprawdę go lubiłam. Jego postać świetnie pokazywała, jak wyrzuty sumienia mogą doprowadzić człowieka do ruiny. Bo najważniejsze, to wybaczyć sobie.

Ogólnie anime nie jest tylko o wojnie pomiędzy dwoma imperiami. Wróć, o miażdżeniu mrówki przez słonia. Porusza wiele innych ciekawych tematów. Niespełniona miłość rozwijająca się z ludzkiej wdzięczności, zazdrość, brak akceptacji, zdrada, zemsta. Również zwraca uwagę na to, że nie rodzimy się źli. Stajemy się tacy, a bardzo silny wpływ na nasze wybory ma to, jak obchodzą się z nami inni (Slain jest tego naprawdę genialnym przykładem...).

Mogłabym gadać więcej, ale nie chcę was zanudzać =).

Podsumowując: Anime bardzo refleksyjne, jeśli ktoś chce nad nim pomyśleć. Jest tu masa symboli, różnych metafor i ciekawych spostrzeżeń. Ale jeśli ktoś nie chce myśleć, a obejrzeć tylko mecha z szybką i napiętą akcją, to też się bardzo nadaje (oj akcja to tu nie staje na pięć minut, nie staje…). Ogólnie: serdecznie polecam!



Smoczyca


PS: Jest drugi sezon ;).


czwartek, 21 stycznia 2016

Ogłoszenie nowego członka + "Czym jesteśmy?", czyli smocze rozważania

Hejo. Tak znowu gada Gad, bo inne panienki (Smoczyca też, ale ona miała już wcześniej napisane XD) się obijają. Dlatego musicie się przemęczyć ;). Ale zanim zaczniemy pragniemy ogłosić pewne zmiany, mianowicie - dołączyła do nas nowa członkini! Od dzisiaj Vaio postara się ruszyć naszego bloga z równym rozmachem, jak robią to pozostali uczestnicy naszego małego klubu :). Mamy nadzieję, że przyjmiecie ją równo gorąco co nas.
Pozdrawiamy


Smocze rozważania
temat: Czy człowiek naprawdę z natury jest dobry?


Człowiek uznaje się za stworzenie lepsze od innych, wyższą formę życia. Ale czy my naprawdę jesteśmy z natury dobrzy?
Na co dzień ograniczają nas różne prawa, reguły, zasady. Mało kto się z nich wywiązuje. Idziemy równym szeregiem szarych postaci. Egzystujemy na tym świecie, stosując się do wszech obecnie przyjętego modelu dobrego człowieka. I dopiero w momencie, kiedy się zmieniamy, zostajemy wykluczeni ze społeczeństwa. Tak stało się z głównym bohaterem opowiadania Franza Kafki pt. “Przemiana”. Taka zmiana nie zawsze jest zła, ale prawie na pewno będzie nierozumiana.
Większość z nas wyznaje jakąś religię, a wraz z nią konkretny kodeks moralny. Jednak to właśnie zależności od wiary - jedni ludzie są źli inni dobrzy. Wszystko zależy od punktu widzenia. Wierzący w szczęście i lepszy świat Guy Montag z książki Rata Bradburego “451° Fahrenheita”, został potępiony przez rząd wyznający to, że wiedzą przynosi nieszczęście. Różna wiara - różne modele postępowań człowieka.
Duży wpływ na nasze zachowanie, ma otoczenie. Przysłowie “Z kim przyznajesz, takim się stajesz” doskonale sprawdza się w codziennym życiu. W danym towarzystwie możemy stawać się lepsi bądź gorsi. Piotruś Pan z filmu “Hook” przebywając wśród dzieci, odnalazł siebie i stał się lepszym człowiekiem.
Człowiek z natury nie jest ani dobry, ani zły. Jest białą kartką. Czystą. Zostaje ona zapisywana od pierwszych chwil naszego życia. Tworzymy swój charakter i wizerunek sami, lecz inni też dodają swoje komentarze do wypracowania naszego życia. Musimy się starać, aby zdania naszych dni były logiczne i bez zbędnych błędów ortograficznych oraz aby kartki nie pobrudziły kleksy naszych grzechów.


Smoczyca

środa, 20 stycznia 2016

"Tam, gdzie oko nie sięga", czyli smocze rozważania

Hej, dziś znowu gadanina Gada (nawet fajnie to brzmi... "gada gad" XD), bo chwilowo innych rzeczy na stanie brak (jakoś tak wszyscy się wykręcają).
Mamy nadzieję, że przeżyjecie.
Pozdrowionka



Smocze rozważania
temat: Niezbadany jest umysł twórcy.


Ludzka wyobraźnia wydaje się nie mieć granic. Pewna barierę stanowi pomysłowość. Artyści korzystają z niej na co dzień i to właśnie ona jest najbardziej potrzebna w procesie tworzenia. Pomimo iż tyle wiemy, a nauka i technika wybiegły aż tak daleko na przód, wyobraźnia nadal nie jest czymś zamkniętym pod szkiełkiem mędrca. Dlatego umysł twórcy jest zagadką, której nie da się rozwikłać.
Tak często widzimy obraz i zadajemy sobie pytanie: “Co ja na nim widzę?” Zastanawiamy się, co autor chciał nam przekazać. Ale ciężko czasem zrozumieć artystę. Musimy długo przyglądać się obrazowo Marca Chagalla “Ja i wieś”, aby dostrzec wszystkie jego elementy i postacie. A czy dobrze to interpretujemy i czy znaleźliśmy wszystkie jego przesłania, powiedzieć mógłby już tylko malarz.
Obraz Salvadora Dali “ Sen spowodowany lotem pszczoły wokół owocu granatu na sekundę przed przebudzeniem” rozumiany jest na wiele sposobów. Trudno wyjaśnić wszystkie jego elementy bez zgłębiania się w znaczenia licznych symboli. Każda najmniejsza część jego obrazu ma własne, odrębne znaczenie. Skąd wzięło się takie zestawienie przedmiotów? Dlaczego Dali właśnie w taki sposób ukazał Galę? Nie jesteśmy w stanie tego określić. Jest to jego indywidualną wizja. W tym dziele zawarte są jego emocje, przeżycia, których my do końca nie potrafimy wyjaśnić.
Otaczają nas zewsząd informacje o utworach, twórcach. Są bardzo łatwo dostępne. Wystarczy wyciągnąć rękę wszystko, co chcemy wiedzieć, mamy podane na tacy. Wszelkie interpretacje dzieł są jednak naszym własnym wymysłem. Oczywiście, większość z nich pokrywa się z prawdą. Jednak, jak pokazuje dość znana już anegdota, ludzką rzeczą jest się mylić. Wisława Szymborska nie zdałaby matury, gdyż “źle” zinterpretowała swój własny wiersz. Jak widać, umysł twórcy jest nieodgadnięty nawet dla niego samego.
Artyści często też zadają pytania, o których my nawet nie myśleliśmy. Wizja świata z “Matrixie” zmusza nas do refleksji nad własnym życiem i może nawet w niektórych z nas budzić strach. Bo jaką mamy pewność, że to, co dotykamy jest prawdziwe? Jesteśmy nauczeni wierzyć naszym zmysłom. Przecież to nasz mózg sprawia, że zmiany ciśnienia odbieramy jako piękna muzykę, a falę magnetyczne są kolorem czerwonym.
Widzimy to, czego nie ma. Twórcy natomiast nauczeni są patrzeć dalej. Dla nas, zwykłych, szarych ludzi, ich głębokie przemyślenia są niepojęte i aby je zrozumieć, musielibyśmy stać się chyba takimi artystami jak oni.


Smoczyca