poniedziałek, 30 listopada 2015

Wspaniały świat fantastyczny, niesamowity główny bohater i... Mary Sue na tronie...? - czyli recenzja "Króla Demona"

Witamy, witamy, wszystkich po drugiej stronie monitora! Dziś przedstawiamy wam recenzję Harpii, której jak zwykle wątek romantyczny się nie podobał =).
Pozdrawiamy
Smoczyca


 "Król Demon"
Cinda Wiliams Chima


„W Fellsmarchu nastały ciężkie czasy. Han Alister, do niedawna złodziej, zrobi niemal wszystko, by utrzymać siebie, matkę i siostrę Mari. Jak na ironię, jedyna wartościowa rzecz, jaką posiada, nie nadaje się do sprzedaży. Odkąd Han pamięta, zawsze miał na rękach grube srebrne bransolety z wygrawerowanymi runami. Wszystko wskazuje na to, że są magiczne - rosną wraz z nim i nie da się ich zdjąć. Życie Hana komplikuje się jeszcze bardziej po tym, jak chłopak zabiera potężny amulet Micahowi Bayarowi, synowi Wielkiego Maga. Amulet ten niegdyś należał do Króla Demona - czarownika, który przed tysiącem lat omal nie zniszczył świata. Bayarowie nie powstrzymają się przed niczym, by odzyskać tak potężny przedmiot. Tymczasem Raisa ana'Marianna, następczyni tronu Fells, toczy własną walkę. Właśnie wróciła na królewski dwór po trzech latach swobody u rodziny ojca, w kolonii Demonai, gdzie jeździła konno, polowała i uczestniczyła w słynnych targach klanowych. Po swoim święcie imienia szesnastoletnia Raisa będzie mogła wyjść za mąż, lecz nie jest zachwycona perspektywą poślubienia księcia z dużym zamkiem i małym móżdżkiem. Raisa pragnie być jak Hanalea - legendarna waleczna królowa, która pokonała Króla Demona i uratowała świat. Wygląda jednak na to, że jej matka ma inne plany - niebagatelną rolę odgrywa w nich zalotnik, łamiący wszelkie prawa, na których opiera się królestwo. Siedem Królestw zadrży w posadach, gdy losy Hana i Raisy zetkną się na kartach tej trzymającej w napięciu powieści.”
Wydawnictwo Galeria Książki (opis z okładki)



Wielokrotnie zabierałam się do zakupu tej książki, jednak za każdym razem coś mi przeszkadzało – albo ograniczone fundusze, albo wydane na inną powieść (niekiedy mangę), innym razem osoby trzecie, które stały mi nad głową, jak katy nad dobrą duszą i nie dały się w spokoju zastanowić (całuski dla Wyroczni!). Wreszcie podczas chyba czwartego podejścia zdecydowałam się ją wziąć, mimo ostrzeżeń Smoczycy, że: „Tam na pewno będzie głupi wątek romantyczny!” ( i był XD S.). Czy opłacało się?
Fabuła rozwija się bardzo delikatnie, czasami zbyt delikatnie sprawiając, że niektóre elementy jawnie wieją nudą. Mimo to wciąga – cierpliwy czytelnik przebrnie przez te momenty, aby dowiedzieć się, co będzie dalej. Jednak z powodu tego słabego rozwoju akcji, osoba czytająca nie ma możliwości przywiązać się do jakiejkolwiek postaci (wyłączając głównych bohaterów). Kolejnym powodem, dla którego wciągnęłam się w tę powieść jest styl pisania autorki – przyjemny, ciekawiący i to co mi się bardzo podobało (mimo, że nieco skołowało :)) - brak przekleństw. To znaczy nie do końca brak, a zostały one przekształcone tak, że są zgodne z powieścią (czyli jak na przykład nie ma tam chrześcijaństwa, ale jest inne bóstwo, to oni wołają „Stworzycielu” czy „Na kości Hanalei”). Jest to wielki plus, ponieważ czytelnik może poczuć się tak, jakby autorka pochodziła ze świata „Króla Demona”, a jakby w świecie realnym była jedynie gościem, emigrantem.
Powieść przedstawia nam trzy światy – świat kolonii, ludzi żyjących w zgodzie z naturą, posługujących się magią służącą do leczenia; świat arystokracji - królowych, intryg na dworach oraz świat gangów, złodziei i ogólnego marginesu społecznego, kiedy tak naprawdę oni starają się tylko przeżyć. Mimo, że motyw dość popularny, to tutaj został naprawdę ciekawie i niesamowicie przedstawiony. Kolejny plus dla autroki.
Przejdźmy do postaci. O wiele bardziej podobały mi się rozdziały zaprezentowane z punktu widzenia Hana niż Raisy. Dziewczynę na początku tolerowałam, ba! Nawet lubiłam. Starająca się o niezależność, lekko zbuntowana, dążąca do postanowień. W skrócie źle nie było. Do czasu... Oczywiście nie ma to jak wtrynić do powieści siedmiu adoratorów naszej kochanej bohaterki. Jestem niemal pewna, że na nieszczęście ta liczba się znacznie zwiększy w następnych tomach. Żeby było zabawniej, zróbmy z niej kompletną Mary Sue, która mózg sprzedała ruskim na bazarze! Czemu nie! Czyli w skrócie – postać Raisy to kompletne dno.
Zdecydowanie więcej spodziewam się po kolejnych tomach, a ten pierwszy traktuje na razie jedynie jako wprowadzenie.


Podsumowanie: Powieść dla cierpliwych, upartych i ciekawych czytelników. Dla tych, którzy gotowi są na przeczytanie całej serii. Zdecydowanie nie dla osób nienawidzących wątków romantycznych.


Ocena: 3+

Harpia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz