czwartek, 5 listopada 2015

Z dna smoczej szuflady

Przepraszam, że dziś znowu to "coś"... Znowu brak czasu (najlepsza wymówka na wszystko). Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina... Na swoje usprawiedliwienie mam to, że to już koniec...
A może jednak choć trochę wam się podobało i pośmialiście się z tego, jak można pisać źle... No co? Myślę pozytywnie!

 "Obdarzeni"
część IV

W tym momencie cały pokój wypełnił się oślepiającym blaskiem i cała trójka musiała zasłonić oczy. Kiedy otworzyli je ponownie, po ich wrogach pozostały już tylko cztery kupki popiołu.
- Emmy, nie wybieraj się jeszcze na tamten świat. Tak łatwo nie pozwolimy Ci odejść – usłyszeli wesoły męski głos.
- Taaa... - odezwała się jakaś dziewczyna – zostawiliśmy ciebie i lidera na parę godzin samych, a wy już w coś się wpakowaliście. I wy się dziwicie, że my was śledzimy.
- Widzę, że wszyscy przylecieliście, to może się przedstawcie chociaż – powiedział z ulgą w głosie Jack.
Z cienia wyłoniło się osiem postaci. Pięciu chłopaków i trzy dziewczyny. Wszyscy w podobnym wieku, co lider.
- Karai, poznaj Arwela i Armela, obdarowanych przez Hermesa. Są bliźniakami – powiedział Jack wskazując na dwóch identycznych chłopców, którzy uśmiechali się przyjaźnie do pisarki.
- Kolejni są Mathew i Nate a ich patroni to: Persefona i Ares – obaj chłopcy kiwnęli głowami w stronę zdezorientowanej dziewczyny.
- Potem są Lizzy, Cassandra, Will i Jo, obdarowani przez Demeter, Atenę, Posejdona i Dionizosa – cała czwórka pomachała Karai z szerokimi uśmiechami z wyjątkiem Cassandry, która prychnęła i odwróciła się do nich bokiem.
- No to jak wszyscy się już znają – powiedziała Emmy zwracając się do zaskoczonej pisarki, która jeszcze nie do końca wszystko zrozumiała. - Może jednak do nas dołączysz?
- A mam wyjście? - zapytała dziewczyna po długiej chwili.
- Nie masz! - krzyknęli jednocześnie Arwel i Armel.
- Mają rację. Jesteś już do końca życia na nas skazana. – mruknął wesoło Will.
- Nie martw się – dodała Lizzy – Ja i Emmy zadbamy o to, aby ta zgraja głupków ci za bardzo nie przeszkadzała.
- Że niby kogo nazywasz zgrają głupków??? - oburzyła się cała męska część towarzystwa.
- Z wami zawsze tak wesoło i głośno? – zapytała Karai cichutko Emmy.
- Niestety tak – westchnęła dziewczyna
 - Czyli zapowiada się niezła zabawa...

Po paru miesiącach Karai, dzięki pomocy Jacka, Emmy i reszty zaprzyjaźnionych Obdarzonych nauczyła się panować nad mocą, zdała pomyślnie test i zyskała ochronę grupy. Wszyscy byli szczęśliwi i chronieni. Żyli pod ochroną Jacka i Emmy, który stawali na głowie, aby zapewnić wszystkim swoim podopiecznym bezpieczeństwo. Po trzech latach lider i jego zastępczyni pobrali się. Urodziła się im córeczka, którą Karai pokochała. Napisała z dedykacją dla niej książkę, która odniosła niesamowity sukces na całym świecie, dzięki radom technicznym pewnej czarnowłosej perfekcjonistki obdarzonej żywiołem powietrza…


KONIEC (?)

Smoczyca

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz