Przepraszam, że dziś znowu to "coś"... Znowu brak czasu (najlepsza wymówka na wszystko). Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina... Na swoje usprawiedliwienie mam to, że to już koniec...
A może jednak choć trochę wam się podobało i pośmialiście się z tego, jak można pisać źle... No co? Myślę pozytywnie!
"Obdarzeni"
część IV
W tym momencie cały pokój wypełnił się oślepiającym blaskiem i
cała trójka musiała zasłonić oczy. Kiedy otworzyli je ponownie, po ich wrogach
pozostały już tylko cztery kupki popiołu.
- Emmy, nie wybieraj się jeszcze na tamten świat. Tak łatwo nie
pozwolimy Ci odejść – usłyszeli wesoły męski głos.
- Taaa... - odezwała się jakaś dziewczyna – zostawiliśmy ciebie i
lidera na parę godzin samych, a wy już w coś się wpakowaliście. I wy się
dziwicie, że my was śledzimy.
- Widzę, że wszyscy przylecieliście, to może się przedstawcie
chociaż – powiedział z ulgą w głosie Jack.
Z cienia wyłoniło się osiem postaci. Pięciu chłopaków i trzy
dziewczyny. Wszyscy w podobnym wieku, co lider.
- Karai, poznaj Arwela i Armela, obdarowanych przez Hermesa. Są
bliźniakami – powiedział Jack wskazując na dwóch identycznych chłopców, którzy
uśmiechali się przyjaźnie do pisarki.
- Kolejni są Mathew i Nate a ich patroni to: Persefona i Ares –
obaj chłopcy kiwnęli głowami w stronę zdezorientowanej dziewczyny.
- Potem są Lizzy, Cassandra, Will i Jo, obdarowani przez Demeter,
Atenę, Posejdona i Dionizosa – cała czwórka pomachała Karai z szerokimi
uśmiechami z wyjątkiem Cassandry, która prychnęła i odwróciła się do nich
bokiem.
- No to jak wszyscy się już znają – powiedziała Emmy zwracając się
do zaskoczonej pisarki, która jeszcze nie do końca wszystko zrozumiała. - Może
jednak do nas dołączysz?
- A mam wyjście? - zapytała dziewczyna po długiej chwili.
- Nie masz! - krzyknęli jednocześnie Arwel i Armel.
- Mają rację. Jesteś już do końca życia na nas skazana. – mruknął
wesoło Will.
- Nie martw się – dodała Lizzy – Ja i Emmy zadbamy o to, aby ta
zgraja głupków ci za bardzo nie przeszkadzała.
- Że niby kogo nazywasz zgrają głupków??? - oburzyła się cała
męska część towarzystwa.
- Z wami zawsze tak wesoło i głośno? – zapytała Karai cichutko
Emmy.
- Niestety tak – westchnęła dziewczyna
- Czyli zapowiada się
niezła zabawa...
Po paru miesiącach Karai, dzięki pomocy Jacka, Emmy i reszty zaprzyjaźnionych Obdarzonych nauczyła się panować nad mocą, zdała pomyślnie test i zyskała ochronę grupy. Wszyscy byli szczęśliwi i chronieni. Żyli pod ochroną Jacka i Emmy, który stawali na głowie, aby zapewnić wszystkim swoim podopiecznym bezpieczeństwo. Po trzech latach lider i jego zastępczyni pobrali się. Urodziła się im córeczka, którą Karai pokochała. Napisała z dedykacją dla niej książkę, która odniosła niesamowity sukces na całym świecie, dzięki radom technicznym pewnej czarnowłosej perfekcjonistki obdarzonej żywiołem powietrza…
KONIEC (?)
Smoczyca
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz