Pozdrawiam was cieplutko w ten zimny wieczór i mam nadzieję, że nic wam się nie stanie od czytania czegoś takiego
Smoczyca
"Gra" część II
dwa tygodnie, gdzieś na północy
Obudziła się i ujrzała pochylonego nad sobą mężczyznę, który delikatnie dotykał jej policzka. Szarpnęła się, ale jej nadgarstki, kostki i talia były ciasno przypięte do łóżka, na którym leżała, grubymi, skórzanymi pasami. To nawet nie było łóżko, tylko zimna, metalowa płyta. Pierwszy raz od dwóch tygodni odzyskała w pełni świadomość. Z tych czternastu dni pamiętała tylko swoje własne krzyki i okropny ból.
Poznała ten chłód szarych, betonowych ścian, które ją otaczały. Poznała charakterystyczny znak smoka na wszystkich urządzeniach. Poznała mężczyznę. Człowiek, który stworzył potwora, którym była. Przypomniała sobie jej pierwsze wspomnienie: ten mężczyzna, który mówi, że ona i jej moc są jego własnością. Wtedy mu uwierzyła. Nie miała wyjścia. Teraz wiedziała: nie ważne, co mówili ludzie, ona do nich nie należała. Nie była człowiekiem. Należała do świata bogów. Była ich zabawką, ale wolała to, niż być narzędziem w rękach ludzi. Niby tacy sami egoiści, ale jednak bogowie zmuszali ją do zadań, które nie wymagały zabijania i torturowania innych. Oni tylko chcieli się bawić, a ona dostarczała im tej zabawy narażając własne życie uciekając przed różnymi potworami, nasłanymi przez wszechmocnych.
Ludzie byli gorsi od tych potworów. Oni byli prawdziwymi monstrami. Zabijali innych, żeby osiągnąć władzę, pieniądze i pozorne bezpieczeństwo. Kiedy się pierwszy raz obudziła, wtedy, osiem lat temu, nie wiedziała, kim jest. Pozwolili jej nauczyć się tylko cząstki swojej mocy. Kazali jej zabijać wrogów politycznych, kończyć wojny albo częściej – wywoływać je. Nie chciała tego, ale wmawiano jej, że to jest jej przeznaczenie i że do niczego innego się nie nadaje. Wierzyła, bo nie znała innego świata.
Jej siłą był żywioł powietrza, oni dostrzegali tylko miecze, które tworzyła i rany, które zadawała. Po długiej walce z samą sobą postanowiła, że nie chce więcej zabijać. Uciekła z więzienia. Spotkała swojego patrona, który obdarzył ją mocą – boga pechowego wiatru wschodniego - Eurosa. Och, jakże ten wiatr był dla niej pechowy…
Tropili ją, a ona wciąż i wciąż uciekała. Nie mogła zapomnieć wszystkich tortur, przez które przeszła. Ran, które zadali jej, aby sprawić, by była posłuszna. Igieł wbijanych w jej blade ręce… A teraz ją znaleźli i znów przykuli do tego przeklętego stołu. Nie mogli odpuścić? Nie widzieli, do czego jest zdolna? Wtedy nie miała odwagi ich zabić, ale teraz zrobiłaby to z chęcią.
Popełnili błąd. Myśleli, że zwykłe kawałki skóry mogą ją powstrzymać. Och, jak bardzo się pomylili. Nie powinni pozwolić, aby w pełni odzyskała jasność myślenia. Przez dwa tygodnie utrzymywali ją w stanie, w którym myślała tylko o bólu. Teraz mogła myśleć o walce.
- Och Emmo, jakaż ty jesteś piękna… - szepnął mężczyzna, pochylając się nad nią jeszcze bardziej. Nie… Nie podchodź bliżej!
Ciszę przeszywa świst powietrza. W plecy pochylonego naukowca wbija się miecz, który zaraz po tym rozpływa się w powietrzu. Do sali wpadają ochroniarze. Dostrzegają, co się stało i wciskają jakiś przycisk na klawiaturze. Przez chwilę nic się nie dzieje, a potem jest znowu tylko ból. Przez jej ciało przechodzą ogromne ilości prądu. Musi to wytrzymać, nie może stracić głowy. Słyszy swój krzyk, ale ona sama odpływa. Nie chce tego, nie może teraz znów pogrążyć się w ciemności!
Do pokoju wpada młody chłopak, zabija wartowników jedną krótką błyskawicą i jednym słowem sprawia, że przez jej ciało przestaje przepływać prąd. Ale ona już tego nie czuje. Zemdlała.
***
- No dalej, przecież patrząc na twoje blizny przeszłaś gorsze rzeczy.
Poczuła pod rękami trawę. A więc ktoś jej pomógł. Ktoś ją uratował. Ktoś ich wszystkich zabił. Zaraz, czy on coś mówił o bliznach….?
- A kto ci do cholery pozwolił oglądać moje blizny?!?!?! – wrzasnęła, podrywając się gwałtownie. Au… Chyba przesadziła.
- Spokojnie, nic ci nie zrobiłem. Nie rzucaj się tak. Prawie miesiąc zajęło mi doprowadzenie cię do stanu używalności. Zwykłe dziękuję wystarczy. – mruknął chłopak. Nawet przystojny, ale się mądrzy.
- A wal się, nikt cię o pomoc nie prosił.
- Prosił taki jeden bóg. Euros bodajże się nazywał. Mam się tobą zaopiekować.
- Ty? – zapytała dziewczyna z pełnym pogardy spojrzeniem. – Ty chociaż wiesz jak ochronić samego siebie? Wiesz, że stale jesteśmy ścigani? My, wszyscy Obdarzeni, bo patrząc na ciebie, też pewnie jesteś jednym z nas. Ty chociaż wiesz, kto to są Przeklęci?
- Potwory, które mam zabić, aby one nie zabiły mnie. – powiedział dumny z siebie chłopak.
- Debil jesteś. – jęknęła dziewczyna. – Mało wiesz.
- To co, nauczysz mnie, kotku? – powiedział chłopak, robiąc maślane oczy.
- Nie nazywaj mnie tak!
- To jak?
- Jestem Emmy. – mruknęła dziewczyna, zdegustowana manierami chłopaka, który, jak się zdawało, miał zostać jej towarzyszem. Przeklęta wola bogów!
- A ja Jack! Cieszę się, że cię uratowałem! Razem z tobą będzie wesoło, kotku! – krzyknął rzucając się na szyję dziewczyny.
- Nie mów na mnie kotku!
Smoczyca
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz