piątek, 13 listopada 2015

Smutna historia o japońskich terorystach, czyli "Zankyou no Terror"

Witajcie!
Dzisiaj ja piszę wstęp :) Przede wszystkim chciałabym was przeprosić, że dopiero teraz dodajemy nowy post, jednak przez pewną osobę (no dobrze, dobrze, przyznaję się do winy!) recenzja dotarła nieco później... Ale nie ma tego złego! A więc zaczynajmy!
Harpia 


"Zankyou no Terror"






Tokijska policja próbuje schwytać dwoje młodocianych terrorystów, zwanych Sfinksami, którzy z nieznanych przyczyn podkładają w mieście bomby.”


Przyznam szczerze, że kiedy podchodziłam do tego anime, miałam nieco inne wyobrażenie dotyczące fabuły. Nie chodzi mi o to, że się tym zawiodłam. O nie! To jest ostatnia rzecz, jaką mogę o akcji powiedzieć. Chodzi mi o to, że kiedy polecono mi anime mówiąc, że jest ono o terrorystach, to od razu wyobraziłam sobie coś krwawego i drastycznego. Przeoczyłam tylko jeden malutki szczególik – Zankyou no Terror poleciła mi Smoczyca. Tak, moi drodzy, chodzi mi o tego Tchórzosmoka. Dlatego wszelkie nieco bardziej działające na psychikę serię od razu odpadają!

Po obejrzeniu całego sezonu mogę powiedzieć tak – anime było delikatne, ale bardzo smutne. Nie do tego stopnia, żebym ryczała (ja nigdy nie płaczę ani na filmach, ani na książkach), jednak potem miałam wiele przemyśleń dotyczących bohaterów, ich losu, to co zrobili, w jakim celu czy co ich do tego skłoniło. Zankyou no Terror jest z pewnością anime, które skłania do przemyśleń, zarówno tych głębszych, jak i tych bardziej lichych.

Z początku myślałam, że będzie to coś na zasadzie Death Note'a – główni bohaterzy w sposób kontrowersyjny chcą „naprawiać” świat, do tego stopnia, że stają się kryminalistami. Na ich drodze staje genialny detektyw i w tym momencie rozpoczyna się walka między dobrem, a złem. Teraz mogę z pewnością stwierdzić, że to nie w tę stronę droga! Zacznijmy od tego, że główni bohaterowie (Nine oraz Twelve) od początku są czarnymi charakterami i w przeciwieństwie do Lighta (głównego bohatera Death Note'a) z czasem zaczynają się zmieniać na lepsze. Także ich czyny nie były kierowane chęcią wyczyszczenia świata ze zła. Należy też podkreślić, że DN zawierał w sobie o wiele więcej tajemniczości, a bohaterowie kombinowali tak, że miejscami człowiek nie potrafił się połapać. W Zankyou no Terror zagadki naszych bohaterów nie są najprostsze, a także wymagają znajomości wielu mitów, wierzeń, Biblii czy symboliki. Jednak u naszych terrorystów brak tej zawiłości, jaką możemy znaleźć w wyżej wymienionej serii. Mimo, że kocham wszelką formę tajemnicy, nie uważam tego za błąd. Nadaje to serii niepowtarzalnego charakteru.

Przejdźmy teraz do bohaterów. Chylę czoło przed autorem za postacie Nine'a, Twelve'a oraz detektywa Kenjiro Shibasakiego. Zacznijmy od pierwszej dwójki. Bardzo podobała mi się ich przeszłość. Mimo, że jest to pomysł bardzo schematyczny i przewidywalny, to i tak mi się podoba. Niestety zawiodłam się tym, jak łatwo Twelve wbił Nine'owi nóż w plecy, mimo tego co razem przeżyli, mimo tego że jako dzieci byli zdani na siebie, bez pomocy nikogo dorosłego. Ich więź była silniejsza niż nie jedna relacja rodzeństwa. Dlatego mnie tamte wydarzenia tym bardziej rozczarowały (dziewiąty odcinek, tak przeklęłam, że aż Smoczycy uszy pousychały).

Powinnam przejść teraz do detektywa, jednak nie chcę tak przeskakiwać z jednego tematu na drugi, dlatego zacznę od Lisy, jednej z kobiecych postaci, ponieważ jest ona mocno powiązana z moim znienawidzonym odcinkiem. Z początku nic do niej nie miałam. Nie denerwowała mnie nawet za bardzo, co nieco używała mózgownicy (w przeciwieństwie do niektórych damskich postaci z anime). Ba! Nawet przez moment broniłam ją przed naszym Jaszczurem. Niestety, później mnie naprawdę mocno zawiodła. Ci którzy mnie znają (oraz ci, którym jęczałam nad głowami) zapewne już domyślili się o co chodzi. Tak, mam na myśli wątek romantyczny. Dziewięćdziesiąt procent moich ulubionych anime jest niszczonych bezlitośnie przez parowanie moich ulubionych bohaterów z moim znienawidzonymi bohaterkami. Tak samo zapowiadało się w tym anime. Mimo, że dalej nie przepadam za Lisą ma ona u mnie wielkiego plusa za to, że przemówiła Twelve'owi do rozsądku, aby ten nie zostawiał w tym najgorszym momencie swojego towarzysza. Ciągle za nią nie przepadam, ale nie kuje mnie już tak w oczy (ale dalej sądzę, że jej autor nie kocha, bo ani minuty anime nie poświęcił na wyjaśnienie jej wątku, historii ani sytuacji rodzinnej).

Każdy przestępca ma swojego przeciwnika w postaci genialnego detektywa. Tutaj rolę tę pełnił detektyw Shibasaki. Postać sympatyczna, niezwykle inteligentna i z niesamowitym poczuciem sprawiedliwości. Dość typowa. Mimo to nie da się go nie lubić. Bardzo podobało mi się to, że ciągle dążył do sprawiedliwości oraz odkrycia prawdy. Razem z dobrem obywateli przekładał te wartości ponad rozkazy przełożonych. Kiedy został zawieszony, stwierdził że nie ma nic do stracenia i rozpoczął własne śledztwo. W anime jest też (mimo że mało) pokazane to, że on jest normalnym człowiekiem – ma rodzinę, dom, studiującą córkę - żadnej nadzwyczajnej przeszłości. To nieco nietypowe dla postaci w anime (stary kawaler albo wdowiec jest najczęściej spotykaną wersją dla takiego typu postaci). Shibasaki ma u mnie jeszcze jednego plusa – nie zapomniał o naszych bohaterach (ci co obejrzeli całą serie zapewne wiedzą o co mi dokładnie chodzi).

Do kreski prawie nie mam się do czego przyczepić. Całkiem przyjemna dla oka, przepiękne krajobrazy, postacie nawet nawet. Nie jest ani za słodka, ani za „ostra”. Jak dla mnie wręcz w sam raz. No, ale jak już wspominałam, nie mam się PRAWIE do czego przyczepić. Tym małym minusikiem jest Twelve. Mianowicie na jednej scenie wygląda normalnie, a na kolejnej jak moje bazgroły z tyłu zeszytu od geografii (czyli naprawdę źle...). Mimo to można to się do tego przyzwyczaić.



Podsumowanie:

Anime zmuszające do refleksji, nie podające wszystkich odpowiedzi na tacy, po którym humor może drastycznie się zmienić. Poruszająca końcówka (ostatnie słowa Nine'a do detektywa do dzisiaj pamiętam).



Moja ocena:
4+



Harpia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz