czwartek, 17 marca 2016

Opowiadanie złośliwego pióra - Turniej Złodziejski (część V)

  Witamy!
 Dziś zostawiamy was z kolejną częścią opowiadania naszej kochanej Harpii. Mamy nadzieję, że jeszcze was nie zanudza =).
   Tak więc enjoy!



"Turniej złodziejski"
część V

Wyszłam z baru na tyle szybko, aby ON mnie nie dogonił. Ostatnią rzeczą, na którą miałam ochotę, była rozmowa z nim. Teraz siedziałam w naszej kryjówce, wlepiając wzrok w leżącą na stole kopertę. Pierwsze zadanie polegało na włamie... No, dla takiego kieszonkowca jak ja to po prostu bajka.

 - Mmm... Scar, może lepiej to otwórz... - zagadnęła Ruth. - Skoro i tak tam poszłaś, a do tego zabrałaś tę kopertę, to raczej nie masz już odwrotu.
 Tak, dziewczyna wie jak pocieszyć. Westchnęłam cicho. Tylko, że ona ma rację.
 Chwyciłam leżący na stole list i jednym ruchem rozerwałam papier. Wyjęłam znajdującą się w środku kartkę i zaczęłam czytać:


„Drogi Pechowcu!”

  - No nie powiem, zapowiada się ciekawie.

„Gratulujemy dostania się do pierwszego etapu! Przed tobą czeka następujące zadanie – fałszowanie księgi finansowej w „Ogonie Smoka””.

 Omal nie upadłam z wrażenia. „Ogon Smoka”?! Przecież to lokal prowadzony przez Balzaha Houtena - człowieka, który trzyma w szachu całe miasto! Sam włam na zaplecze tego baru gwarantuje spacer po dnie jeziora z głazem przykutym do stopy. Jak ja, przeciętny złodziejaszek, mam się tam dostać?
 Spojrzałam na resztę Ciernia. Po minach dziewczyn domyśliłam się, że również nie są przekonane do tej całej sytuacji.


„Trzeciego dnia po pełni zostanie skradzione 50.000 złotych monet. Zatuszuj to tak, aby nikt nie spostrzegł kradzieży. Przynajmniej na początku. Kiedy uda ci się to wykonać, nasz człowiek przekaże Ci szczegóły kolejnego etapu.

Niech cień Cię strzeże, S.”

 - Może to spalimy i zapomnimy o całej sprawie? - zaproponowała Meg, która zajmuje się u nas głównie kontaktem z informatorami. - Nie obraź się Scar, ale wszystkie wiemy, że włamania nie są twoją mocną stroną. Miałabyś problemy z obrabowaniem domu przeciętnego mieszczanina a co dopiero z „Ogonem Smoka”.

 Westchnęłam. Kolejna, która miała racje. Zwykle wszystko planowałam, a reszta wykonywała moje polecenia. Tym razem było kompletnie inaczej. Miałam całą akcję od początku do końca przeprowadzić sama.
 Z drugiej strony nie mogłam się już wycofać. Nie wiedziałam, jakie mogą być tego konsekwencje. Co gorsze Szczur i jego banda mogą wiedzieć znacznie więcej o nas, niż mi się wydaje. Z kolei my nie mamy na nich nic. Zadzieranie z jego grupą może skończyć się nie tylko dla mnie, ale i dla całego Ciernia, źle.
 Stałam przed wyborem – albo bezpieczeństwo moje albo nas wszystkich.
 - Meg, znajdź mi kogoś, kto zna rozmieszczenie pomieszczeń w tym barze, poziom zabezpieczeń i gdzie znajduje się księga finansowa. Vicky i Lao, obserwujcie to miejsce – jedna w środku, druga z zewnątrz. Sprawdźcie kto tam wchodzi, kiedy jest najwięcej ludzi, co najczęściej kupują, w jakiej cenie i ile osób pracuje w jednej godzinie. Nee, zdobądź odpowiednie ubrania do charakteryzacji. To tyle na razie. Idę poćwiczyć otwieranie zamków.


***

 Planowany dzień akcji zbliżył się znacznie szybciej, niż byśmy tego chciały. Niestety my – zwykli śmiertelnicy, nie mamy aż takiej mocy, aby zatrzymać czas. Owszem chodziły pogłoski o magach zdolnych do manewrowania przemijaniem dni i nocy, jednak to zawsze były pogłoski – plotki stworzone podczas niektórych z zakraplanych imprez.

 Przygotowywałam się do zmierzenia z tym, co zaraz ma się zacząć – z jednym z ryzykowniejszych zadań w moim życiu, a kto nie wie, czy nie najryzykowniejszym. Jednak najpierw musiałam pokonać jedno z mniej przyjemnych etapów tego zadania.
 - Tajne wejście? - spytałam zszokowana Meg, kiedy jakiś czas temu podzieliła się ze mną swoim odkryciem.
 - Dokładnie! Prowadzące przez kanały prosto do piwnicy naszego celu! - powiedziała podekscytowana. - Kiedyś nie był to żaden bar, tylko dom jakiegoś szlachcica! Facet miał paranoje na punkcie morderców – w każdym cieniu widział zabójcę, więc pewnego dnia kazał wybudować tunel pomiędzy jego domem a kanałami, tak aby w razie zagrożenia mógł łatwo uciec. Budowa tego ciągnęła się miesiącami, bo szlachcic chciał, aby o tym wiedziało jak najmniej osób, więc zatrudnił jedynie dwóch pracowników. I tym sposobem o przejściu wiedziały trzy osoby – dwie z nich zaginęły w tajemniczych okolicznościach, a szlachcic zmarł pewnego pięknego dnia na zawał serca.
  - Chwila, chwila! - przerwałam jej. Coś mi się tu nie zgadzało. - Jeżeli tylko trzy osoby wiedziały o tym miejscu i wszystkie prawdopodobnie już od dłuższego czasu wąchają kwiatki od spodu, to skąd ty to wiesz?
 Meg uśmiechnęła się do mnie łobuzersko. Prawdopodobnie czekała tylko, aż zadam to pytanie. Szybkim ruchem wyciągnęła z torby małą, oprawioną w skórę książeczkę.
 - Tada! - wykrzyknęła – Dziennik Paranoika! Nawet nie pytaj gdzie go znalazłam, bo i tak nie uwierzysz!
 Nie zadając żadnych pytań przechwyciłam od Meg to cudowne znalezisko. Chwilę potem znalazłyśmy odpowiednie przejście w kanałach i rozszerzyłyśmy pole obserwacyjne o ten teren.
 Trzeciego dnia po pełni stanęłam przed włazem do kanałów z myślą: ”Zaraz zrobię chyba najgłupszą rzecz w moim życiu”. Mimo to ta opcja była najrozsądniejsza w mojej sytuacji. Jeśli wpadnę – ucierpię jedynie ja.
 Nie zastanawiając się więcej, zdjęłam buty, które schowałam do małego poręcznego plecaka, uniosłam właz i zeszłam do ścieków. Brodząc po kostki w wodzie śmierdzącej mieszanką wszystkiego, co udało się wlać mieszkańcom miasta do kanalizacji, przemierzałam tunel powtarzając w myślach plan działania. Jedyne czego teraz mi brakowało to błogosławieństwo Setty. Ale na to nie miałam wielkiego wpływu. Każdy wie, że jest dość kapryśną boginią i nawet od najlepszego złodzieja potrafi się odwrócić w najgorszym momencie. Pozostało mi mieć nadzieję, że ma dzisiaj jeden z przychylniejszych dni.
 Najłatwiejsza część mojego zadania minęła mi, tak jak się spodziewałam, bez przeszkód. Prosta droga, całe szczęście nikt się tutaj nie kręcił (a czasem zdarza się tak, że bezdomni na czas patrolu ulic, na których mieszkają, chowają się w kanałach przed strażnikami) ani nikt mnie nie widział, kiedy wchodziłam. Gdy wreszcie zobaczyłam cel mojej podróży, serce zaczęło mi szybciej bić. Stara, drewniana i spróchniała drabina miała mnie zaprowadzić tam, gdzie jeden błąd będzie mnie kosztował życie albo (w tej bardziej optymistycznej wersji) dożywotnie opuszczenie państwa. Uspokoiłam oddech i powoli weszłam na górę.




Harpia


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz