Witamy! Po krótkiej (jak na nas to było krótko!) nieobecności prezentujemy wam dalszy ciąg opowiadania Harpii.
Enjoy!
Enjoy!
"Turniej złodziejski"
część III
Nagle drzwi się otworzyły i do środka wszedł kolejny człowiek w ciemnoniebieskim, niemal czarnym kapturze. Oho! Najwyraźniej ktoś jeszcze się załapał. Chwilę po nim weszło trzech innych mężczyzn w płaszczach. Tym razem zielonych. Podeszli do stołu. Jeden z nich usiadł na środku blatu, a pozostała dwójka stanęła za nim, opierając się o parapety. Widać było, że są w stanie zareagować w każdej chwili. Przybysz w środku rozejrzał się dookoła. Nie byłam w stanie dojrzeć jego twarzy.
- Witam na pierwszym w historii Turnieju Złodziejskim – przemówił donośnym głosem, machając w powietrzu nogami. - Jestem organizatorem tego wydarzenia. Mówcie do mnie: "Szczur". Zanim omówimy zasady, prosiłbym, aby każdy z was zdjął kaptur i wszelkie maski, które utrudnią nam waszą identyfikację.
W tłumie rozległy się pomruki. Część osób zrobiła, co kazali, bez słowa, jednak druga miała wątpliwości.
- Zrobimy to, jeżeli najpierw wy pokażecie nam swoje twarze.
Zielone kaptury rozejrzeli się po sobie. Dwójka pod oknami wzruszyła tylko ramionami. Szczur odwrócił się do tłumu i jednym, płynnym ruchem ściągnął kaptur, ukazując twarz trzydziestoparoletniego mężczyzny o ostrych rysach i kilkudniowym zaroście. Czarne, nieco posklejane włosy opadały leniwie na opalone czoło. Brązowe, bystre oczy wpatrywały się uważnie w tłum. Nie mogłam uwierzyć! Tak po prostu się ujawnił! Jest aż tak pewny siebie? Pozostała dwójka poszła w jego ślady. Dwóch równie młodych mężczyzn stało, ciągle opierając się o parapety. Mieli tę samą karnacje i kolor włosów co Szczur. Musieli pochodzić z południowych terenów. Przyjrzałam się im dokładniej. Było coś w nich znajomego. Chwila... nie, to nie mogli być... Pijaczyna i starzec sprzed drzwi! Jakim cudem ktoś potrafi się aż tak dobrze maskować?
- Teraz wy. - stwierdził ich przywódca, wpatrując się z uśmiechem w uczestników.
Reszta nie miała już skrupułów, przed zrobieniem tego samego. W ciągu paru sekund pozostały tylko dwie osoby w kapturach – człowiek w niebieskim i ja. Czarnogranatowy materiał opadł. W tym momencie wstrzymałam oddech. Nie, to niemożliwe! Dlaczego on tu jest?!
Cofnęłam się bezszelestnie w głąb kąta, ciągle nie podnosząc się z kucek. Może, jak dobrze pójdzie, to mnie nie zauważą. Chociaż sądząc po tamtej trójce, to już mnie dostrzegli. Przeniosłam wzrok na Szczura. Wpatrywał się we mnie czujnie, czekając aż i ja odsłonie twarz. Wielu nie wiedziało, o co chodzi. No tak, banici zwykle nie byli zbyt spostrzegawczy. Bystrzy też nie, bo zaczęli się się wiercić niecierpliwie, mając nadzieje, że Szczur coś zrobi. On jednak dalej się we mnie wpatrywał.
- Moja prośba dotyczy wszystkich. Nawet ciebie, liderze Ciernia. - odezwał się niespodziewanie.
ciąg dalszy nastąpi
Harpia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz