czwartek, 25 lutego 2016

Opowiadanie złośliwego pióra - Turniej Złodziejski (część II)

Hej. Coś kiepsko nam idzie z tą regularnością =P. Postaramy się to poprawić, a dziś zostawiamy was z kontynuacją opowiadania naszej Harpii.
A więc enjoy!




"Turniej złodziejski"
część II

Bar był obskurny i przepełniony różnorodnymi postaciami. Byli to głównie mężczyźni. Oprócz mnie jedyną kobietą była barmanka. Zaciągnęłam mocniej czarny kaptur, tak, aby nikt nie widział mojej twarzy. Siedzę tu już od paru minut i nic się nie dzieje. Zmierzch powoli się kończy. Rozejrzałam się dookoła. Sporo osób ma taki sam mieszek jak ja. Trzymają je wyciągnięte. Czy te tumany myślą, że ktoś podejdzie do nich z kuflem miodu pitnego i powie „Witamy, to tutaj”?! Prychnęłam niemal nie słyszalnie. Nie mogłam wyjąć swojego mieszka. To zbyt niebezpieczne. Przyjrzałam się więc ich własności. Na każdym był taki sam znak – półkole i przechodząca przez nie linia. Co to miało przedstawiać? Łuk? Jeśli tak, to dlaczego nie ma cięciwy?
Rozejrzałam się po sali. Nic ciekawego. Wszystkie meble wykonane z drewna, niemal gołe ściany, duszno i pełno ludzi. Normalny bar. Nagle moją uwagę przykuł stary, zniszczony gobelin. Oko speca od razu wychwyciło okazje. Co taka perełka robi w tym odrażającym miejscu?! I to jeszcze tak zaniedbana! Mogłabym wyciągnąć za nią niezłą sumkę! Popatrzyłam dokładniej na materiał. Czarnoczerwony feniks śpiewał w swoim gnieździe, jednocześnie obserwując wybuchy jajek, z których powstawały małe pisklaki. Pod gobelinem siedział jakiś pijaczyna sączący leniwie miód pitny. Podeszłam do jego stolika i usiadłam naprzeciwko. Nachyliłam się i szepnęłam:
- Zaproszono mnie.
Pijaczyna spojrzał na mnie przelotnie, po czym niemal niesłyszalnie odszepnął:
- Po schodach i trzecie drzwi na lewo.
Powoli, upewniając się, że nikt mnie nie obserwuję ruszyłam za jego wskazówkami. Kiedy dotarłam do wyznaczonych drzwi, zauważyłam strzegącego ich starca oraz postawnego mężczyznę, który okazywał dowód uczestnictwa.
- Trzymaj – warknął niemal agresywnie i wepchnął strażnikowi pękaty, nienaruszony mieszek. Starzec obejrzał go ze wszystkich stron, otworzył i westchnął.
 - Zapraszam do drzwi naprzeciwko.
 - Co? A nie miały być „drzwi na lewo”?
 - Ten pijaczyna zawsze się myli. Idź już, nie mam na ciebie czasu!
Kiedy tylko mężczyzna zniknął, podeszłam do strażnika i bez słowa podałam mu sakiewkę. Ten zbadał ją dokładnie, po czym z niemal pustego wnętrza wyjął jedyną jej zawartość – liścik. Pokiwał głową i zrobił krok w bok zapraszając mnie do wejścia – tego na lewo.
 - „Pijaczyna zawsze się myli”, co? - szepnęłam na odchodne, co u starca wywołało tylko nikły, wredny uśmieszek. 
Pomieszczenie śmierdziało gorzej niż cały bar. W środku nie prezentowało się szczególnie – w centrum stół z trzema krzesłami, a pod ścianami stały rzędy skrzyń. Stęchłe powietrze atakowało płuca, a kilogramy kurzu nie pomagały w zaczerpnięciu powietrza. W środku było koło dwudziestu złodziei. A przynajmniej osób podających się z nich. Grupa ludzi z odsłoniętymi twarzami składała się w większości z mężczyzn i paru kobiet. Były to dwumetrowe osiłki, bardziej bandyci niż złodzieje. Stali oparci o ściany i stosy skrzynek, starając się wyglądać groźnie. Reszta siedziała na podłodze i skrzyniach lub po prostu podpierali ściany. Środek pomieszczenia i krzesła były puste. Przykucnęłam w kącie najbliższym drzwiom, w taki sposób, aby w razie niebezpieczeństwa mieć łatwiejszą drogę ucieczki. Światło tu nie dochodziło, ani od brudnego okna, ani od otwieranych raz na jakiś czas drzwi. O mojej obecności powinni wiedzieć tyko ci, co mnie widzieli kiedy wchodziłam i nie zapomnieli o moim położeniu. Rozejrzałam się dokładniej po zamaskowanych. Przynajmniej oni znają podstawy. Mogę mieć z nimi problemy. Zerknęłam przez okno. Słońce powoli zachodziło za złocisty pagórek. Powinni wkrótce zjawić się organizatorzy. Po mnie nie wszedł na razie nikt. Najwyraźniej to wszyscy.

ciąg dalszy nastąpi


Harpia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz