czwartek, 26 marca 2015

„Eragon” Christopher Paolini - recenzja

„Eragon” Christopher Paolini

Oczywiście jakiś tam spoiler jest, ale taki mały, że nawet nie zauważycie, kiedy go ominiecie…
Nie byłabym sobą, gdyby moja pierwsza (niby) recenzja nie była o tej książce. To dzięki niej stałam się Smoczycą i zaczęłam pisać. Kiedyś (dawno temu), kiedy miałam jeszcze czas czytać sześć książek tygodniowo (bo niedziela zawsze musiała być wolna!) wysłałam tatę do biblioteki po jakąś książkę o smokach, której jeszcze nie czytałam. No i Pani dała mojemu tacie „Eragona”. Ok, przeczytamy, zobaczymy. Pochłonęłam ją w jeden dzień i zdenerwowałam się na autora, że tak szybko skończył… Zaraz sięgnęłam po kolejne tomy i kończąc ostatni wściekłam się, że zakończenie jest  tak beznadziejnie. Oczywiście po jej przeczytaniu, zachęcałam do tego wszystkich po kolei i udało mi! Moja siostra i mama, które osobiście nie znoszą fantastyki przeczytały i… podobało im się! Harpię próbuję do tego namówić od kilku lat, ale dotrwała do trzeciego rozdziału i skończyło się czytanie.
Fakt, początek jest trochę nudny, zresztą, tak naprawdę, to cała książka nie jest jakoś bardzo zaskakująca. Książka jest… zwyczajna, można powiedzieć, że nawet schematyczna a postacie są proste.  Typowy biedny chłopak, który nie ma rodziców staje się z dnia na dzień kimś ważnym, zmienia bieg historii, ratuje świat i na koniec odchodzi w dal wyrzekając się władzy… Tak, ja wiedziałam od początku, jak ta książka się skończy. Pewnie większość ludzi czytając tę książkę, wiedziała. Ewentualnie tytułowy Eragon mógł zginąć w ostatecznej potyczce ze złym królem, ale moja intuicja podpowiadał mi, że jednak skończy się dobrze. Zresztą, czy nie byłoby to bez sensu?  Czytając też możecie mieć wrażenie, że autor bardzo lubił „Władcę pierścieni”. Czy to minus? Nie wiem. Mi to nie przeszkadzało, ale może to dla tego, że naprawdę lubię Tolkiena.
Co mnie tak zauroczyło w tej książce, skoro fabuła i ogólnie całość jakoś nie pociąga? Przede wszystkim to, że napisał to tak młody chłopak, a jednak można znaleźć tam (mniej więcej jeden na 30 stron) naprawdę mądre teksty. Jednak mam dziwne przeczucie, że ta książka nie stała się dla mnie tak ważna, ponieważ coś jest w niej niesamowitego, ale dlatego, że nareszcie udało mi się odnaleźć siebie w tym nieznośny chaosie wokół mnie (tak wiem, totalnie patetyczne słowa, ale taka prawda). Zawsze dopasowywałam się do grupy, bo byłam trochę doroślejsza od innych (znów się chwalę) i kiedy przeczytałam „Eragona” po prostu zaczęłam się w szkole zachowywać po swojemu. Mówiłam to, co myślałam, a moje koleżanki pierwszy raz spojrzały na mnie, jak na totalną wariatkę. I byłam taką szaloną dziwaczką, do której można pójść po korki z każdego przedmiotu dopóki nie spotkałam kolejnej szalonej dziwaczki (choć ona to już chyba pod psychopatkę się załapuje) a mianowicie mojej kochanej Harpii i jeszcze jednej mojej najdroższej przyjaciółki z czarnymi lokami, która zawsze sprowadza mnie i Harpię na ziemię, kiedy odlecimy na smokach zbyt wysoko…
Dobra, ja tu o przeżyciach wewnętrznych, a miałam pisać o książce! Ogólnie, nie jest ona zbyt fascynująca. Autor stworzył własny świat (dość dopracowany, czyli duży plus), duuuużo postaci z pokręconymi imionami (czasem trudno zapamiętać) i smoki. To chyba jedyne, co mi się naprawdę podobało w tej książce. Nie przepadałam za głównym bohaterem, ani tym bardziej za jego ukochaną, ale smoki były tak cudownymi i tak skomplikowanymi postaciami, że aż chciałam, żeby głównym bohaterem był jeden z nich. Super by były opisy sytuacji z punktu widzenia Saphiry. Autor bardzo fajnie pokazał, że smoki myślą zupełnie inaczej i myślę, że książka by zrobiła o wiele większą furorę, jakby głównym bohaterem był smok. Bo języki, rasy i cała ta kraina naprawdę przypomina „Władcę pierścieni”…
Podsumowując: fabuła jest przeciętna, ale książkę można przeczytać z czystej ciekawości, bo warto. Po prostu niektóre momenty naprawdę zaskakują, a same teksty w niektórych miejscach zwalają z nóg (bo są bardzo mądre). Ja to przeczytałam, wywróciło mi to świat do góry nogami, ale to tylko dla tego, że dało mi po prostu porządnego kopa i powiedziało, że skoro on mógł być tak młody, napisać i wydać (!) książkę, to ja też mogę!


Moja ocena – oczywiście 6 =)


No to zostawiam was z tym opisem przeżyć wewnętrznych, który miał być recenzją
onr sverdar sitja hvass!”*
Smoczyca




*„Oby wasze miecze pozostały ostre!” (pozdrowienie z „Eragona”)

6 komentarzy:

  1. Niezła recenzja osobiście zaciekawiłaś mnie i postaram się sięgnąć po tę książkę ��

    OdpowiedzUsuń
  2. A co sadzisz o kolejnych tomach?Czytałem wszystkie ale od 3 zaczyna sie psuć,mnie nie powala.Zdecydowanie bardziej polecam serie Zwiadowcy-świat Tolkiena w wersji light.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tobą w obydwóch sprawach.
      Kolejne tomy były różne, napiszę w punktach, będzie łatwiej:
      1. Tak jak pisała, schematyczne, przewidywalne, ale miało w sobie coś, co ciekawiło i trzymało przy książce;
      2. Mnie osobiście nudziła, pod koniec zaczęło się coś dziać no i niespodziewane zakończenie było przeze mnie bardzo pozytywnie odebrane;
      3. To moja ulubiona część. Nie wiem dlaczego, bo tak naprawdę jest bardzo spokojna i nawet można powiedzieć, że trochę nudna, ale bardzo ją lubię;
      4. Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Niby dużo akcji, ale jakoś ona już tak nie wciąga, już to nie jest to samo. Odkładałam tą książkę co kilka godzin i zastanawiałam się, czy aby chcę dalej w to brnąć, ale skończyłam i w sumie, znowu zakończenie było zaskakujące;
      5. Do momentu powrotu Eragona z Vroengardu była świetna, ale w momencie, kiedy zaczęła się walka skończyło się "to dobre". Jedynie co w niej mnie zaskoczyło to sposób, w jaki główny bohater zabija Galbatorixa i na tym koniec. W chwili, kiedy to się dzieje i patrzę, że zostało mi prawie pół książki pojawia się zaciekawienie i myśl: "co on znów wymyślił?" ale nadzieje były płonne i zakończenie całej serii jest jak dla mnie totalnie do bani;
      Ogólnie wróciłam tylko do trzeciej i połowy piątej części. Trzecia po prostu mi się bardzo podobała, a piątą czytałam znów i znów w czysto naukowym celu: interesowała mnie psychika smoków (Eldunari). Ich sposób myślenia, postrzegania świata i innych istot itp, itd. Bardzo długo "studiowałam" smoki, starałam się poznać różne punkty widzenia i różne postrzegania smoków przez różnych autorów, dlatego często wracałam (i wracam) do tej konkretnej pozycji.
      A jeśli chodzi o "Zwiadowców" to czytałam wszystkie tomy, bardzo mi się podobały i stoją u mnie sobie grzecznie na półeczce, a i nie mogę zaprzeczyć, że czasem do któregoś wracam =) . Mam zamiar zrecenzować całą serię wkrótce, bo szczerze to nie chce mi się rozdrabniać na wszystkie tomy.
      Ogólnie "Eragon" raczej dał mi po prostu inne spojrzenie na smoki, które od zawsze mnie fascynowały i dlatego ta książka poszła na pierwszy ogień w recenzjach. Nie jest ona POWALAJĄCA, bo jest zwyczajna i nudna, ale jeśli skupiamy się na konkretnym wątku (w moim przypadku na smokach) to autor coś tam jednak w tej głowie miał =) . Ale pozostałe wątki to jakoś mało mnie ciekawiły, a szczególnie nie wiem, po co autor wprowadzał tam miłość....

      Się rozpisałam, ale chyba powiedziałam wszystko, co chciałam

      Pozdrawiam
      Smoczyca

      Ps. A co sądzisz o "Drużynie" Flanagana?

      Usuń
  3. Według mnie Flanagan to obowiazkowa lektura dla młodszych milosnikow Tolkiena.Świat który tworzy może nie powinno nazywać się"sciagnietym" z Tolkiena jednak jest on mu bardzo bliski.Z "Drużyny" udało.mi się na razie sięgnąć po "Wyrzutków" i musze przyznać byla to bardzo fajna lektura.Oholny zarys zebrania drużyny wyrzutków ktora walczy dla wyższych celów jest obecnie bardzo na czasie.Moja uwagę zwraca Thorn który udowadnia ze z dna można sie podnieść i iść dalej z podniesionym czołem.Choc pozostali bohaterowie równie są ciekawie zarysowani.Ogolnie powieść to klasyczny przykład pokazania świata w kontekście etycznej walki dobro-zło.Napisana z humorem i polotem właściwym Flanaganowi.Jednak przyznam że nieco wieje nudą ponieważ akcja skupia sie głównie na treningach co nie każdemu może pasować.Poniewaz jest to jednak I tom liczę że kolejny rozwinie sie dużo dynamiczniej i z przyjemnością po niego sięgnę
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja osobiście wszystkie części "Zwiadowców" pochłonęłam w przeciągu kilku dni. Po prostu nie mogłam się oderwać od tej książki i muszę powiedzieć, że Flanagan naprawdę bardzo dobrze pisze. Z humorem, postacie są rozwinięte i dopracowane tak samo jak fabuła. Czytając te książki nie nudziłam się na żadnej części.
      Sięgam po "Wyrzutków" z wielkimi nadziejami i co? Zawód (i to jaki!). Owszem, jakiś humor został i zgodzę się z powyższą opinią, postać Thorna bardzo ciekawa, ale reszta była po prostu nudna. Choć muszę się przyznać, że nie dobrnęłam do końca. Jestem w połowie i jakoś nie mogę się zabrać do dokończenia (więc nie powinnam się wypowiadać), może pod koniec robi się ciekawsze (choć szczerze wątpię, ponieważ mój znajomy zdradził mi zakończenie i jakoś mnie nie zachęca do dokończenia lub sięgnięcia po kolejne tomy...).
      Ale choć "Dużyna" nie przypadła mi do gustu, natomiast zgodzę się z powyższymi opiniami, że "Zwiadowcy" to zdecydowanie lektura obowiązkowa dla miłośników Tolkiena, ale nie tylko. Każdy, kto chce przeczytać bardzo dobrą serię książek fantasy, gorąco polecam, bo wcale nie jest to taka banalna powieść dla małych dzieci (trochę starszym też się podoba =)).

      Pozdrawiam
      Smoczyca

      Usuń
  4. Eragon to rzeczywiście bardzo dobra książka, ale jest dość przewidywalny. Ja także uważam, że początek nie różnił się wiele od setek innych książek fantasy. Nie wyklucza to jednak faktu, że dla każdego miłośnika książek jest to pozycja obowiązkowa! Co do Zwiadowców... Byłam zachwycona! Niewiele jest takich książek, które są tak nietypowe, wciągające i oryginalne. Przygody młodego Willa na pewno jeszcze długo zostaną w mojej pamięci!
    Pozdrawiam :)
    http://booksbyshadow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń