„Endymion
Spring” Skelton
Matthew
„Gdy Lato się z Zimą rozejdą w Jesieni,
sekretu mrok Słońce w sens jasny przemieni.
Gdy Lato od Zimy na zawsze odbiegnie,
rozpadnie się Księga i Świat w gruzach legnie.
Lecz jeśli połączą się znów Pory Roku,
na wieki trwać będzie Porządek i Pokój.
Te słowa zapisał Endymion Spring.
Sens głębi odnajdziesz w sercu swym.
***
Kim lub czym jest ENDYMION SPRING?
Oto historia, która przekracza ludzką wyobraźnię.
Pod osłoną zimowej nocy w piętnastowiecznym niemieckim mieście zakapturzona postać ciągnie ulicami ciężki kufer. Kufer jest magicznie zapieczętowany głowami węży, a otworzyć go można tylko po nakarmieniu węży krwią.
Kilkaset lat później dwunastoletni chłopiec dotyka w bibliotece osobliwej starej książki i czuje lekkie ukłucie w palec. Książka jest w środku pusta, lecz jej kartki dziwnie drżą - jak żywe, a na stronach zaczynają się pojawiać słowa, których nikt - oprócz chłopca - nie widzi.
W ten sposób ujawnia się odwieczny sekret, lecz to dopiero początek wielkiej tajemnicy...”
„Endymion Spring” Wydawnictwo Egmont Polska (tekst z okładki)
Wiecie co? Nie wiem, kto pisał tą krótką notkę z tyłu książki, ale grubo się pomylił. Jak to moja kochana Harpia kiedyś tam wspomniała jestem raczej Tchórzosmokiem niż odważną Smoczycą i kiedy w bibliotece, już po wypożyczeniu tej lektury, przeczytałam ten krótki tekst, zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno powinnam to czytać. A po przeczytaniu całej książki… no cóż, jeśli ktoś spodziewa się horroru, to się grubo zawiedzie, ponieważ jeśli nawet ja się na tym nie bałam, to znaczy, że jest to bardzo łagodne i każda normalna osoba może to przeczytać (no może nie dzieci poniżej 10 lat, bo jest kilka niefajnych scen).
Główny bohater… No cóż, czasem mnie wkurzał tym swoim niezdecydowaniem, ale jak już zaczął podejmować własne decyzje to już na całego! Nie był zły, mógł być lepszy, ale myślę, że pasował do zadania, jakie przydzielił mu los.
Nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak (pewnie o to chodzi…), ale mnie irytowała jego młodsza siostra. Taka zapłakana mądrala! Przepraszam, ale naprawdę jej nie lubiła. Może dla tego, że była mądrzejsza ode mnie… Oczywiście jest kilku wkurzających gości i nie wszyscy są tymi złymi. No i musiał być też bohater typu: „nie jestem czarnym charakterem, ale muszę rzucać temu głównemu kłody pod nogi!”
Plusy: według mnie dobrze napisane, lekko się czyta, akcja fajnie się rozwija, trzyma w napięciu (oj trzyma! zwłaszcza pod koniec…), nie jest przewidywalne, ciekawy temat no i dodatkowo SMOK. Jest smok i to bardzo intrygujący, tak samo jak to drzewo, na którym on siedział albo wcale też nie… Nigdy się nie dowiemy! Ogólnie cała powieść jest naprawdę bardzo ciekawa i interesująca, pełna zwrotów akcji i niespodzianek.
Ma też niestety kilka minusów, bo co by to była za książka bez nich… A mianowicie: napisałam wcześniej, że „akcja fajnie się rozwija”. To prawda, ale do pewnego momentu. Potem jest kilka rozdziałów, które mnie po prostu nudziły, ale kiedy już się przez nie przebrnie i główny bohater (i jego nieznośna młodsza siostra w żółtej pelerynce, którą nosi, bo myśli, że przez to jej rodzice nie będą się kłócić! Dobry żart… Gdyby to tak działało to ja też chodziłabym cały czas w takim stroju…) ponownie natrafią na ślad tajemniczej książki, znów zaczyna się robić ciekawie. Są jeszcze dwa minusy.
Pierwszy to zmiana czasu. Mi osobiście to nie przeszkadzało, bo zawsze było napisane, jeśli się cofaliśmy w czasie lub wracaliśmy do rzeczywistości no i dodatkowo oba opowiadania były wydrukowane na innych kartkach (inaczej zdobionych), ale moja koleżanka czytając to, po 100 stronach stwierdziła, że nie wie, w jakim czasie ten autor teraz pisze, więc może to tylko ja jestem taka spostrzegawcza, albo ona była akurat zakochana…
A drugim minusem jest jedna beznadziejna scena, w której główny czarny charakter…. Ojoj, tak bym chciała poskarżyć się na autora, ale jeśli to napisze, to zdradzę wam ważną rzecz w książce, więc zamilknę, ale jeśli to kiedyś przeczytacie, to zwróćcie uwagę na to, że czarny charakter był chyba nieśmiertelny, skoro… Już, już, jestem cicho!
Podsumowując: książka bardzo intrygująca, ciekawa, przepełniona akcją i niespodziankami, ale prawie wcale nie straszna (to kolejny DUUUUŻY plus!). Naprawdę polecam wielbicielom legend no i książek o… książkach!
Moja ocena – 5,5
Pozdrawiam
Smoczyca
Spotykamy się przy kolejnej recenzji ;) Nie czytałem ale zaciekawiłaś mnie i jeśli tylko jest w bibliotece sięgnę po nią w święta.Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń