Rozdział 2
Gęsty, mroczny las na obrzeżach Rzymu. W jego centrum ukryta przed spojrzeniami ciekawskich mała fabryczka roztaczała aurę tajemniczości i grozy. Dawniej szare, grube mury teraz pociemniały przeistaczając swój kolor w smolastą czerń. Powybijane okna i zabite grubymi dechami drzwi nie wzbudzały poczucia bezpieczeństwa, a tym bardziej nie sprawiały, że budynek robił się przytulniejszy Chyba że jesteście fanatykami horrorów. To już inna sprawa. Za resztkami szyb we framugach tlił się słaby płomień lampy naftowej, pamiętającej czasy świetności fabryki. Nasuwa się pytanie, kto w tak upiornym i nieprzyjemnym miejscu wprowadził światło do tego mrocznego budynku? Prawda była dość niecodzienna i realiści z pewnością wybuchnęliby głośnym, szczerym śmiechem. W końcu, kto przy zdrowych zmysłach uwierzyłby w żądne krwi, paranormalne monstrum?
Rita niestety wierzyła. Wierzyła, bo w końcu od wielu lat miała styczność z istotami TEGO pokroju. Co gorsza ona należała do tych co pilnowali, by „małe wampirządka” nie wymordowały całych wsi. Niestety to troszeczkę sobie nagrabiło.
Dziewczyna wpatrywała się w okna wyszukując cienia tamtejszego lokatora. Wolała zajść go w dyskretny sposób. W końcu nie wszystkim może podobać się konfrontacja twarzą w twarz z wygłodniałym potworem. Uważając na każdy krok powoli zbliżyła się do dziury w niedokładnie zabitych drzwiach. To właśnie tędy odrzutek Heliosa wchodził do fabryki. Wyciągnąwszy swój nieodłączny miecz, na którego głowni widniał wygrawerowany napis “Wieczna Chwała” w języku łacińskim, ostrożnie podążyła wgłąb zagraconego różnymi zakurzonymi pudłami przejścia. Po obu stronach miała wielkie maszyny, których zastosowanie było bliżej nieznane. Szła parę minut, a z każdym metrem pomieszczenie było bardziej zagracone i w większym nieładzie. Całość wyglądała, jakby po pokoju przeszedł niemały huragan.
Nagle za nią rozległy się ciche kroki. Jako, że jej słuch jest niesamowicie wyostrzony, wiedziała że cel znajduję się jakieś dziesięć-jedenaście metrów za nią. Zastanawiało ją, jak w tak niesamowitym tempie jej przeciwnik zdążył zejść z pierwszego piętra i zakraść się za nią, skoro schody znajdowały się tuż przed nią. Gdyby zeskoczył spokojnie usłyszałaby go. Kroki robiły się coraz głośniejsze, a ona udając, że ich nie słyszy zaczęła przygotowywać się do odparcia ciosu, który przeciwnik na pewno wyprowadzi w jej kierunku. Chód zmienił się w bieg, a Rita instynktownie odwróciła się blokując mieczem metalowy pręt. Wampir cofnął się niczym oparzony, a pręt wypadł mu z dłoni. Teraz stał w świetle lampy i dziewczyna mogła mu się przyjrzeć.
Był od niej wyższy. Z resztą, większość osób była od niej wyższa. Przywykła do tego. Miał długie, przetłuszczone, potargane brązowe włosy, a na twarzy widniał kilkudniowy zarost. Jego oczy miały charakterystyczny dla wygłodniałego wampira błysk, który u normalnego człowieka budził przerażenie. Ona była już na to odporna.
Uśmiechnęła się do niego niczym psychopatyczne dziecko. Nie wiadomo czemu, ale mężczyzna posłał jej przerażone spojrzenie. W końcu, nie na co dzień spotyka się młodą dziewczynę, wałęsającą się po opuszczonych fabrykach z mieczem i uśmiechem obłąkańca. Zrobił krok do tyłu, co ona wykorzystała. Zamachnęła się mieczem, lecz wampir zdążył odskoczyć, a jej oręż boleśnie zagłębił się w jego ramieniu. Lepiej w ramieniu niż sercu, gdzie wcześniej celowała. Przeciwnik widząc, że atakująca go dziewczyna nie zawaha się go zabić ruszył pędem w stronę wyjścia. Rita nie miała zamiaru odpuścić i ruszyła za nim. Nie chciała mieć niezaliczonej choćby jednej misji. Leon by ją śmiechem zabił. Była coraz bliżej. Jeszcze parę kroków i jej miecz go dosięgnie. W tym momencie wampir chwycił leżącą na jego drodze puszkę i chlusnął tajemniczą substancją prosto w dziewczynę. Rita zatrzymała się gwałtownie. Tajemnicza ciecz okazała się starą niebieską farbą. Teraz była naprawdę zdenerwowana. W ciągu całej swojej „kariery” pierwszy raz zdarzyło się, aby ktoś oblał ją farbą. Spotkała się z piaskiem sypniętym w oczy, atakiem wściekłych psów, wilków czy choćby ścianą płomieni. Ale farba!? To już była lekka przesada. Starła rękawem warstwę zalewającą jej oczy i ze złością stwierdziła, że mężczyzna zdążył uciec z fabryki.
- Będzie umierał boleśnie – mruknęła ruszając pędem za nim. Przeciwnik skierował się w głąb lasu. Nie zauważyła, kiedy nogą przewróciła zapaloną lampę naftową.
***
Kurde, Noct, ale nie powinno być tak źle. Ja przecież tylko rzuciłam książką. Czy ja zawsze muszę coś rozwalać? Przecież po ostatnim razie, jak zdemolowałam strzelnice, to Peter przez miesiąc nie da mi zjeść lodów. - narzekała Emmy trzymając w prawej ręce dopiero co zdobyte jajo, a Noctis ze spokojem wysłuchiwał jej tyrady przygotowując się na kolejną, jak wrócą do domu i Opiekunowie znowu ukarzą niesforną przyjaciółkę lub raczej wychowankę.
Ja nie chcę mieć znowu kary, ale z drugiej strony nie powinno być tak.... - urwała w pół słowa, ponieważ coś śmignęło obok niej. Jej doskonały wzrok zarejestrował mężczyznę, który zdecydowanie gdzieś się spieszył. Zauważyła też, że krwawił z lewego ramienia.
Coś go goni? - zapytała Noctisa zaintrygowana i jako odpowiedź na jej pytanie przebiegła parę kroków dalej kolejna postać. Emmy nie zastanawiając się długo poszła za nimi. Smok nie zadowolony, że jego Opiekunka znów pakuje się w kłopoty niechętnie podreptał za nią. Zatrzymał się nagle, ponieważ i ona stanęła przed małą polanką, na której zatrzymało się dwoje nieznajomych. Emmy bez zastanowienia odłożyła jajo na ziemię, wzięła łuk i kołczan, który przerzuciła przez ramię i zaczęła wspinać się na najbliższe drzewo, żeby pozostać niezauważoną i mieć dobry widok.
I znowu pakujesz się w kłopoty. - zganił ją Noctis.
Wiem, ale co to by było za życie bez kłopotów? Chyba strasznie nudne. - gdyby smok mógłby wzruszyć ramionami, ten na pewno zrobiłby to w tym momencie. Jej nie dało się przemówić do rozumu. Dla niej całe życie było jedną wielką przygodą, którą trzeba było po prostu przeżyć.
Skupiła się na scenie rozgrywającej się przed nią. Dwie niesamowite postacie, które z pewnością nie były ludźmi stały naprzeciwko siebie. Obie dosyć oryginalne. Starszy mężczyzna zdecydowanie był wampirem. Emmy aż się wzdrygnęła na jego widok. Nie znosiła wampirów. Przeniosła wzrok na drugą postać. Budziła zainteresowanie swoją niezwykłością. Była to dość młoda dziewczyna o kruczoczarnych włosach sięgających do jej pasa, choć jej czubek głowy był cały w niebieskiej farbie. Była odwrócona do Emmy tyłem, więc nie widziała jej twarzy, ale jej białe jak kartka papieru dłonie trzymały piękny miecz.
- Wiesz da Vinci, że nie masz po co uciekać? - warknęła dziewczyna. Po jej tonie głosu można było spokojnie stwierdzić, że to ona była łowcą, a mężczyzna nieźle sobie u niej nagrabił.
Popatrzył na nią nieprzytomnym wzrokiem. Był zmęczony i głodny. Powoli zdrowy rozsądek od niego odchodził, a niemal zwierzęca natura próbowała się wyrwać i przejąć kontrolę nad jego cherlawym ciałem. W końcu jej się to udało, bo wampir bez zastanowienia rzucił się na czarnowłosą. Dziewczyna bez problemu uniknęła ataku przesuwając się w bok i ze złośliwym uśmieszkiem przyglądała się jak przeciwnik niczym pijany potyka się i wywija pięknego orła kończąc z nosem w trawie.
- No nie żartuj! Taki agresywny i nieprzyjemny byłeś, a teraz się wylegujesz? Rozczarowujesz mnie, mój drogi - zakpiła. Widać było, że gardzi mężczyzną. Tylko czy było to spowodowane nienawiścią do jego gatunku, czy tajemniczym pojawieniem się farby na jej włosach? A może i jednym, i drugim? - Miałam cię jeszcze długo pomęczyć, ale ty nie jesteś tak zabawny jak reszta TWOICH. Oni przy najmniej coś robią.
Brutalna. - pomyślał Noctis, który przyglądał się całej scenie siedząc na skraju polany.
Czasami zazdroszczę ci tego, że jesteś dla niektórych niewidzialny. Drzewa nie są tak wygodne jak trawa. - odpowiedziała Emmy wiercąc się na gałęzi i wcale nie przejmując się przerażającymi pogróżkami nieznajomej. Zupełnie nie obchodziło ją, co miała zamiar zrobić z tym wampirem.
Jeśli ona go nie zabije, to ja to zrobię. - przekazała swój pomysł smokowi, który ze zgorszeniem pokręcił głową.
Mam nadzieję, że zrobi to ona, bo inaczej Peter będzie jeszcze bardziej wściekły, że wdajesz się w bójki z pierwszym lepszym napotkanym wampirem.
Mężczyzna na dole podniósł się z trawy i ponowił próbę ataku. Tak samo, jak w poprzednim przypadku, dziewczyna z lekkością piórka uniknęła go.
- Wiesz może, dlaczego tu jestem? Może mam ci to uświadomić? - zapytała. - Przypomnieć ci twoje ofiary, czy jak wolisz pożywienie? Mi obojętne, jak to ujmiesz. Dla mnie bardziej się liczy wykonanie roboty szybko i solidnie.
Dziewczyna kucnęła obok niego. Najwyraźniej była tak pewna swoich zdolności, że olała wszelkie środki ostrożności. Mężczyzna chyba nie miał ochoty ponowić ciosu. Prawdopodobnie głodował od kilku dni, bo każdy jego ruch kosztował go wiele wysiłku. Wampir coś powiedział. Niestety Emmy nie słyszała go z tej odległości. Dziewczyna też miała z tym lekki problem, bo nadstawiła uszu.
- Co tam mamroczesz? Mam zamilczeć? Czyżby wyrzuty sumienia? Trzeba było o tym wcześniej pomyśleć. Wyjaśnijmy sobie jedną sprawę: ja z tobą nie rozmawiam. Ja ci uświadamiam jak bardzo podrzędną jesteś istotą. A wiesz co jest w tym najzabawniejsze? Że ja jestem o tysiąckroć gorsza od ciebie. - czarne kosmyki zasłoniły jej twarz.
Emmy, choćmy stąd, bo ta wariatka coraz mniej mi się podoba. - pomyślał Noctis. Był zirytowany i ta dziewczyna zdecydowanie nie przypadła mu do gustu mimo, iż chciała zabić wampira. Jednak nie zmieniało to faktu, że zachowywała się jak psychopatka.
Oj poczekaj jeszcze chwilę. - odpowiedziała Opiekunka, zdenerwowana ciągłym narzekaniem smoka. Ta cała sytuacja zaczynała ją coraz bardziej ciekawić, a tajemnicza czarnowłosa intrygować. Owszem, zachowywała się jak osoba, która ma trochę nierówno pod sufitem, ale na pewno Emmy nie miała równiej od niej. Może nie miała ochoty torturować wampirów, ale na pewno by go nie oszczędziła.
Dziewczyna wstała i rozluźniła mięśnie. Popatrzyła na nieruchomą, ale jeszcze żywą postać mężczyzny.
- Chyba będę się już z tobą żegnać, mój drogi. Możesz czuć się zaszczycony. Jesteś pierwszym moim celem, z którym pogadałam. Mam nadzieje, że w następnym wcieleniu będziesz czymś bardziej ludzkim.
Uniosła miecz i przebiła nim wampira, przybijając go przy okazji do ziemi. Mężczyzna krzyczał z bólu, ale ona udawała, że tego nie słyszy. Poczekała, aż przestanie się ruszać i upewniwszy się, że nie żyje wyciągnęła miecz. Machnęła nim parę razy w powietrzu strzepując krople krwi. Powoli wyciągnęła telefon i prawdopodobnie zaczęła pisać sms-a. Skończywszy wyjęła z torby, która była doskonale ukryta pod płaszczem, długi kawałek materiału. Przewróciła mężczyznę na plecy, jego ręce ułożyła wzdłuż tułowia, a całe ciało przykryła tkaniną. Nagle postać zniknęła, niczym za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Wyjęła z torby malutki woreczek i posypała miejsce, w którym znajdowało się ciało. Teraz niebieski proszek unosił się parę centymetrów nad ziemią.
Dobra, dosyć tego dobrego. Przekonajmy się, co to za wariatka. - powiedziała Emmy i ku przerażeniu Noctisa zeskoczyła na ziemię. W tej samej chwili dziewczyna odwróciła się i Opiekunka zobaczyła jej bladą twarz z dużymi zielonymi oczami.
Smoczyca (Helena Wąsik) & Harpia (Weronika Lis)
Smoczyca (Helena Wąsik) & Harpia (Weronika Lis)
Super :) Wciąż czytam z ogromnym zainteresowaniem :)
OdpowiedzUsuńDziewczyny naprawdę szacun!!!Genialne teksty i jeśli to tempo i akcja utrzyma się....coś niesamowitego :)
OdpowiedzUsuń