„Ania z Zielonego
Wzgórza” Lucy Maud Montgomery
„Maryla i Mateusz Cuthbertowie,
mieszkający na farmie Zielone Wzgórze, decydują się zaadoptować
chłopca z sierocińca.
Kiedy na Zielone Wzgórze przybywa jedenastoletnia Ania Shirley, pewne jest, że bardzo lubi mówić, ma niezwykle bujną wyobraźnię i zdecydowanie nie jest chłopcem.
Czy wrażliwa, pełna oryginalnych pomysłów dziewczynka znajdzie swoje miejsce wśród różnie do niej usposobionych mieszkańców wioski?
Powieść kanadyjskiej pisarki Lucy Maud Montgomery (1874-1942) to jedno z kilku nigdy nie starzejących się arcydzieł literatury dla dzieci i młodzieży. Książki o Ani znaleźć można na półkach nastolatek na całym świecie.”
Kiedy na Zielone Wzgórze przybywa jedenastoletnia Ania Shirley, pewne jest, że bardzo lubi mówić, ma niezwykle bujną wyobraźnię i zdecydowanie nie jest chłopcem.
Czy wrażliwa, pełna oryginalnych pomysłów dziewczynka znajdzie swoje miejsce wśród różnie do niej usposobionych mieszkańców wioski?
Powieść kanadyjskiej pisarki Lucy Maud Montgomery (1874-1942) to jedno z kilku nigdy nie starzejących się arcydzieł literatury dla dzieci i młodzieży. Książki o Ani znaleźć można na półkach nastolatek na całym świecie.”
„Ania z Zielonego Wzgórza” Wydawnictwo Literackie (tekst z okładki)
Wreszcie (albo może dopiero), po długiej przerwie wstawiam kolejną recenzję. Zdaję sobie sprawę z tempa mojej działalności, ale niestety - szkoła nie pojmuje moich blogerskich obowiązków. Na szczęście znalazłam, co nieco czasu na napisanie i wstawienie zamówionej recenzji. Zapraszam :)
„Ania z Zielonego Wzgórza” jest
obowiązkową lekturą szkoły podstawowej. Sama przyznam, że kiedy
ją czytałam po raz pierwszy podchodziłam do niej nieco sceptycznie
(już nie pamiętam dlaczego). Mimo to przeczytałam ją od deski do
deski i to w całkiem krótkim czasie. Nie mogę wam powiedzieć czy
byłam ją oczarowana, czy tylko zadowolona. Pamiętam, nie
żałowałam, że sięgnęłam po nią. Powiem wam za to jak się
czułam po aktualnym przeczytaniu książki. To co mnie zaskoczyło
to to, jak magia Ani działała na mnie teraz. Kiedy czytałam ją po
raz pierwszy wywołała u mnie radość, zadowolenie. Teraz była mi
obojętna, ale w pozytywny sposób (chodzi mi o to, że nie żałowałam
czasu, ale gdybym jej nie przeczytała również bym nie żałowała).
Nie wiem czy to wynika z ponownego zapoznania się z historią Ani,
czy z mojego uosobienia. Nie mam pojęcia.
„Ania z Zielonego Wzgórza” ma
wiele plusów. Chciałabym zacząć od największego pozytywu, czyli
tytułowej Ani Shirley. Postać ta wywołała u mnie sympatie głównie ze
względu na to, że mimo swojej nieprzyjemnej przeszłości potrafiła
być szczęśliwa. Mimo, że los cały czas kład jej kłody pod nogi
ona w końcu znalazła rodzinę, przyjaciółkę, dom. Podoba mi się
jej optymizm. No i oczywiście to jak jej obecność wpłynęła na
mieszkańców wioski. Kolejna zaleta Ani to jej osobowość – tej
gaduły nie da się po prostu nie polubić. Jej wyobraźnia,
wyrafinowane słownictwo, ciągłe odpływanie w świat marzeń,
które często doprowadza do zabawnych sytuacji, jest czymś, co
przywiązuje nas do niej. Oczywiście nie tylko Ania jest wartą
uwagi postacią. Powieść Lucy Montgomery jest pełna takich
bohaterów – Maryla, Mateusz, Małgorzata, Gilbert, Diana i wiele
innych.
Kolejną zaleta jest zawarty w powieści
humor – niezapomniane, zielone włosy Ani, połamanie drewnianej
(chyba drewnianej, nie pamiętam) tabliczki na głowie Gilberta czy
chociażby sok malinowy na pierwszym przyjęciu herbacianym Ani.
Nie potrafię rozdzielić zalet tej
książki na osobne cechy. Całość jest czarująca, a ja
wyodrębniłam tylko te elementy, które najbardziej się przyczyniły
do mojej sympatii w stosunku do „Ani z Zielonego Wzgórza”.
Jeżeli chodzi o wady to mam tylko
jedną, jednak ona bardzo mocno dotyczy mojego gustu. Tym minusem
(albo raczej minusikiem) jest to, że osobiście wolę książki
historyczne, fantastyczne czy kryminały. Takie, w których występują
zagadki, walki i przede wszystkim czarne charaktery - wrogowie. Tego
mi potrzeba, aby książkę nazwać "bajeczną". Ale niestety nie można się spodziewać po
powieści obyczajowej występowania wielkiego lorda wampirów
chcącego unicestwić ludzkość, nieprawdaż?
Podsumowanie:
Cud, miód i orzeszki! Ale
lorda wampirów nie było...
Ocena – Mocna 5
Dziękuję za uwagę!
Harpia

Czy czytałaś całą serię??Osobiście przeczytałam 1 i 2 ale jestem ciekawa dalszych losów.Oglądałam filmy i trochę mnie zniechęciły zastanawiam się czy dać szansę książką ...
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam pierwszy tom i zaczęłam drugi, ale niestety nie dotrwałam do końca drugiej części. Na pewno w przyszłości wezmę się za całą serię, jednak będzie to stosunkowo daleka przyszłość. Obecnie mam na parapecie wieże z książek, która grozi zawaleniem i jeśli którejś nocy stanie się to, podejrzewam, że mogę tego nie przeżyć (moje łóżko stoi pod oknem). Z doświadczenia za to wiem, że książka i jej adaptacja/ekranizacja to niebo, a ziemia. Film pod wieloma względami jest ograniczony i często ze wspaniałej książki wychodzi kiczowaty film (z tego co mi opowiadała Smoczyca, ekranizacja "Eragona" tak mocno odchodziła od książki, że na podstawi filmu napisano kolejną, zupełnie inną powieść). Moim zdaniem bez względu na film książka powinna mieć swoją indywidualną szanse :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Harpia.
Ja czytałam! Ja czytałam! I z czystym sumieniem mogę polecić wszystkie tomy, bo nie psują się z czasem. Moim osobistym ulubieńcem jest tom "Ania z Szumiących Topoli", a bynajmniej nie jest on pierwszym... =) Co do filmu, to jest delikatnie mówiąc skopany, więc proszę się nie zniechęcać. Książka z czasem nie staje się gorsza, a można nawet powiedzieć, że lepsza, ale też poważniejsza... (wojna, choroby, w tym też Ani...)
OdpowiedzUsuńOgólnie: POLECAM!
Pozdrawiam
Smoczyca
Ps. "Eragon" (film) jest naprawdę okropny, beznadziejny, straszny, nudny, irytujący, zły i... zabrakło mi epitetów. Ale kolejne też nie byłyby miłe... Jak można tak skopać ekranizację takiej książki?!?!?!?!
Tego filmu ZDECYDOWANIE nie polecam!
Polecam inne książki Montgomery np."Historynka" czy kolejny tom "Złocista droga" książki nieco w typie Ania a jednak....no właśnie :D
OdpowiedzUsuń