“Pierwszy tom nowej
trylogii autorki bestsellerowych „Wojen Świata Wynurzonego”.
Bohaterką powieści jest
13-letnia wychowanka domu dziecka, która dowiaduje się, że nosi w sobie geny
potężnego smoka, Thubana. Adoptowana przez tajemniczego profesora, dziewczynka
musi podjąć dzieło swego przodka i stoczyć walkę z jego odwiecznym wrogiem, Nidhoggrem,
Strażnikiem Ciemności, który zagraża królestwu natury.”
“Dziedziczka smoka: Testament Thubana” Wydawnictwo Videograf II (tekst z okładki)
Dwa tygodnie
sprawdzianów, potem dwa tygodnie wyjazdów, następnie dwa tygodnie choroby…
Człowiek może mieć już dość nie mania czasu na przeczytanie książki, a muszę
przyznać, że czeka na mnie długa lista. No więc zdecydowałam się na reszcie coś
przeczytać i wzięłam do ręki “Dziedziczkę”. Książkę pożyczyła i poleciła mi
moja koleżanka ze szkoły (lubię takich ludzi. Mówią, że: “książka jest świetna!
Musisz ją przeczytać!” a jak pytasz czy ją mają, to nie odsyłają cię do
biblioteki, gdzie mówią, że o takiej książce nigdy nie słyszeli. Moja kochana
Oleńka poszła do domu i na drugi dzień przyniosła mi dwa pierwsze tomy =)).
Czekała prawie dwa miesiące, aż znajdę na nią czas, ale kiedy już byłam zmęczona
życiem, zabrałam się za nią. No i siadam do tej książki z takim
przeświadczeniem “trzy godzinki super lektury!”, bo książka jest stosunkowo
krótka, ma chyba tylko coś niewiele ponad 300 stron i… CZEGO JA SIĘ
SPODZIEWAŁAM?!?!?!?!?! NO NAPRAWDĘ…. CZEGO JA SIĘ SPODZIEWAŁAM?!?!?!?!?!?
Zaczyna się spoko.
Tajemnicze miasto, latanie, smoki, itp., itd., etc. Potem poznajemy główną
bohaterkę i też jest spoko. Taka biedna mała dziewczynka, bez rodziców, w
sierocińcu, nie lubiana przez nikogo, nierozumiana, samotna a do tego
wszystkiego jeszcze marzycielka. Całkiem spoko. Zapowiada się ciekawie. Ale
uwierzcie mi, ma ona jeszcze jedną wadę. Może jej jedyną, ale za to bardzo
irytującą. A mianowicie totalny brak pewności siebie. Jej ulubione myśli, to:
“Jaka ja jestem beznadziejna. Nikt mnie nie kocha. Nikt mnie nie chce. Jestem
do niczego. Wszystko co dzieje się złego na świecie to moja wina. To ja
wywołałam wszystkie wojny świata, nawet jeśli mnie jeszcze wtedy na świecie nie
było”. No mniej więcej tak. Ale gdyby to było jednorazowo, dopóki ukochany
profesorek (później do niego wrócę) nie “uwalnia” jej z sierocińca. Ona
dowiaduje się, że jest super ekstra “smoczą córką” i nagle po prostu zaczyna
wierzyć w siebie. Wiecie co? Pierwszy raz nie obraziłabym się na autorkę za
przewidywalność. Bo o wiele fajniejsza książka by była, gdyby ona zyskała tą
pewność siebie i (ojoj, przepraszam, zapomniałam o tym wcześniej napisać)
pozbyła się lęku wysokości! Tak, dokładnie!!!! Nie przewidzieliście się!!!
“Córka smoka”, która ma lęk wysokości. Autorka już bardziej nie mogła swojej
bohaterki skrzywdzić. Jeśli w niektórych książkach im większego główny bohater
ma pecha, tym książka jest fajniejsza, to w tym ta reguła się ZUPEŁNIE nie
sprawdza. Gdyby tylko miała pecha i była totalną nieudacznicą - ok. Nie ma
sprawy. Ale ileż można słuchać o tym, jaka Sofia jest beznadziejna. I gdyby to
mówił ktoś inny poza nią. A ona w kółko: “ Jaka ja jestem zła, niedobra,
okropna, to wszystko moja wina!”. KOSZMAR!!!!!!!! Człowiek w końcu zaczyna w to
wierzyć, jeśli tyle razy główna bohaterka nam to powtarza.
No, ale ja piszę tylko o
głównej bohaterce, a przecież są jeszcze inni, nie tak beznadziejni ludzie w
tej książce.
- profesorek - super ekstra postać,
choć nie obraziłabym, gdyby była troszkę bardziej rozbudowana.
- Lidka - zupełne przeciwieństwo
Sofii. Też “córka smoka”, ale to jest dziewczyna z charakterkiem i tak jak mnie
irytowało ją gadanie Sofii. Kurde! Sofia miała w sobie geny NAJPOTĘŻNIEJSZEGO
smoka, a to Lidka walczyła od niej sto razy lepiej! Coś tu nie halo… Ale
lubiłam Lidkę, bo jako jedyna nagadała Sofii, no i cóż, nareszcie ktoś jej
powiedział prawdę, a ona przez to wpakowała ich wszystkich w TAAAAAAKIE
kłopoty. Jak pech, to pech.
Nie chce mi się roznosić
nad resztą bohaterów, pochylę się tylko jeszcze nad istotami nadnaturalnymi:
- smoki - poznajemy dwa, no i chyba
nie jestem zawiedziona. No cóż, trochę nie tak to sobie wyobrażałam, ale… Może
w dalszych tomach będzie smoków trochę więcej.
- ten, jak mu tam, którego imienia
nie da się przeczytać - Nidhoggr - no cóż, główna bohaterka byłaby lepszym
czarnym charakterem. “Wielka mścicielka, która niszczy wszystko na swojej
drodze, dlatego, że uważa iż jest beznadziejna i obwinia za to świat”. To
byłoby lepsze niż ten “Strażnik Ciemności” od siedmiu boleści, uwięziony pod
jeziorkiem i chcący zniszczyć świat, nawet nie wiem dlaczego.
No, ale ogólnie rzecz
biorą fabuła jest nawet spoko, troszkę przewidywalna, bohaterowie nawet spoko,
troszkę okrojeni i wszystko byłoby “nawet spoko”, gdyby nie główna bohaterka,
która swoim gadaniem niszczy całą książkę.
Mam drugą część na półce
i czeka, czeka i czeka. I sobie poczeka. Pół roku, kiedy już zapomnę, dlaczego
pierwsza część mi się tak nie podobała =).
Moja ocena - 3,5
(przepraszam, wszystkich fanów tej książki oraz inne postacie z tej
powieści, ale ta główna bohaterka była naprawdę IRYTUJĄCA)
Pozdrawiam
Smoczyca
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz