piątek, 5 czerwca 2015

Poradnik “Jak stworzyć beznadziejną główną bohaterkę?” czyli recenzja książki “Dziedziczka smoka: Testament Thubana” Troisi Licia

“Pierwszy tom nowej trylogii autorki bestsellerowych „Wojen Świata Wynurzonego”.

Bohaterką powieści jest 13-letnia wychowanka domu dziecka, która dowiaduje się, że nosi w sobie geny potężnego smoka, Thubana. Adoptowana przez tajemniczego profesora, dziewczynka musi podjąć dzieło swego przodka i stoczyć walkę z jego odwiecznym wrogiem, Nidhoggrem, Strażnikiem Ciemności, który zagraża królestwu natury.”
“Dziedziczka smoka: Testament Thubana” Wydawnictwo Videograf II  (tekst z okładki)

Dwa tygodnie sprawdzianów, potem dwa tygodnie wyjazdów, następnie dwa tygodnie choroby… Człowiek może mieć już dość nie mania czasu na przeczytanie książki, a muszę przyznać, że czeka na mnie długa lista. No więc zdecydowałam się na reszcie coś przeczytać i wzięłam do ręki “Dziedziczkę”. Książkę pożyczyła i poleciła mi moja koleżanka ze szkoły (lubię takich ludzi. Mówią, że: “książka jest świetna! Musisz ją przeczytać!” a jak pytasz czy ją mają, to nie odsyłają cię do biblioteki, gdzie mówią, że o takiej książce nigdy nie słyszeli. Moja kochana Oleńka poszła do domu i na drugi dzień przyniosła mi dwa pierwsze tomy =)). Czekała prawie dwa miesiące, aż znajdę na nią czas, ale kiedy już byłam zmęczona życiem, zabrałam się za nią. No i siadam do tej książki z takim przeświadczeniem “trzy godzinki super lektury!”, bo książka jest stosunkowo krótka, ma chyba tylko coś niewiele ponad 300 stron i… CZEGO JA SIĘ SPODZIEWAŁAM?!?!?!?!?! NO NAPRAWDĘ…. CZEGO JA SIĘ SPODZIEWAŁAM?!?!?!?!?!?

Zaczyna się spoko. Tajemnicze miasto, latanie, smoki, itp., itd., etc. Potem poznajemy główną bohaterkę i też jest spoko. Taka biedna mała dziewczynka, bez rodziców, w sierocińcu, nie lubiana przez nikogo, nierozumiana, samotna a do tego wszystkiego jeszcze marzycielka. Całkiem spoko. Zapowiada się ciekawie. Ale uwierzcie mi, ma ona jeszcze jedną wadę. Może jej jedyną, ale za to bardzo irytującą. A mianowicie totalny brak pewności siebie. Jej ulubione myśli, to: “Jaka ja jestem beznadziejna. Nikt mnie nie kocha. Nikt mnie nie chce. Jestem do niczego. Wszystko co dzieje się złego na świecie to moja wina. To ja wywołałam wszystkie wojny świata, nawet jeśli mnie jeszcze wtedy na świecie nie było”. No mniej więcej tak. Ale gdyby to było jednorazowo, dopóki ukochany profesorek (później do niego wrócę) nie “uwalnia” jej z sierocińca. Ona dowiaduje się, że jest super ekstra “smoczą córką” i nagle po prostu zaczyna wierzyć w siebie. Wiecie co? Pierwszy raz nie obraziłabym się na autorkę za przewidywalność. Bo o wiele fajniejsza książka by była, gdyby ona zyskała tą pewność siebie i (ojoj, przepraszam, zapomniałam o tym wcześniej napisać) pozbyła się lęku wysokości! Tak, dokładnie!!!! Nie przewidzieliście się!!! “Córka smoka”, która ma lęk wysokości. Autorka już bardziej nie mogła swojej bohaterki skrzywdzić. Jeśli w niektórych książkach im większego główny bohater ma pecha, tym książka jest fajniejsza, to w tym ta reguła się ZUPEŁNIE nie sprawdza. Gdyby tylko miała pecha i była totalną nieudacznicą - ok. Nie ma sprawy. Ale ileż można słuchać o tym, jaka Sofia jest beznadziejna. I gdyby to mówił ktoś inny poza nią. A ona w kółko: “ Jaka ja jestem zła, niedobra, okropna, to wszystko moja wina!”. KOSZMAR!!!!!!!! Człowiek w końcu zaczyna w to wierzyć, jeśli tyle razy główna bohaterka nam to powtarza.

No, ale ja piszę tylko o głównej bohaterce, a przecież są jeszcze inni, nie tak beznadziejni ludzie w tej książce.
 - profesorek - super ekstra postać, choć nie obraziłabym, gdyby była troszkę bardziej rozbudowana.
 - Lidka - zupełne przeciwieństwo Sofii. Też “córka smoka”, ale to jest dziewczyna z charakterkiem i tak jak mnie irytowało ją gadanie Sofii. Kurde! Sofia miała w sobie geny NAJPOTĘŻNIEJSZEGO smoka, a to Lidka walczyła od  niej sto razy lepiej! Coś tu nie halo… Ale lubiłam Lidkę, bo jako jedyna nagadała Sofii, no i cóż, nareszcie ktoś jej powiedział prawdę, a ona przez to wpakowała ich wszystkich w TAAAAAAKIE kłopoty. Jak pech, to pech.
Nie chce mi się roznosić nad resztą bohaterów, pochylę się tylko jeszcze nad istotami nadnaturalnymi:
 - smoki - poznajemy dwa, no i chyba nie jestem zawiedziona. No cóż, trochę nie tak to sobie wyobrażałam, ale… Może w dalszych tomach będzie smoków trochę więcej.
 - ten, jak mu tam, którego imienia nie da się przeczytać - Nidhoggr - no cóż, główna bohaterka byłaby lepszym czarnym charakterem. “Wielka mścicielka, która niszczy wszystko na swojej drodze, dlatego, że uważa iż jest beznadziejna i obwinia za to świat”. To byłoby lepsze niż ten “Strażnik Ciemności” od siedmiu boleści, uwięziony pod jeziorkiem i chcący zniszczyć świat, nawet nie wiem dlaczego.

No, ale ogólnie rzecz biorą fabuła jest nawet spoko, troszkę przewidywalna, bohaterowie nawet spoko, troszkę okrojeni i wszystko byłoby “nawet spoko”, gdyby nie główna bohaterka, która swoim gadaniem niszczy całą książkę.
Mam drugą część na półce i czeka, czeka i czeka. I sobie poczeka. Pół roku, kiedy już zapomnę, dlaczego pierwsza część mi się tak nie podobała =).

Moja ocena - 3,5  (przepraszam, wszystkich fanów tej książki oraz inne postacie z tej powieści, ale ta główna bohaterka była naprawdę IRYTUJĄCA)

Pozdrawiam

Smoczyca

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz