wtorek, 31 marca 2015

Endymion Spring - Skelton Matthew

„Endymion Spring” Skelton Matthew


Gdy Lato się z Zimą rozejdą w Jesieni, 
sekretu mrok Słońce w sens jasny przemieni. 
Gdy Lato od Zimy na zawsze odbiegnie, 
rozpadnie się Księga i Świat w gruzach legnie. 
Lecz jeśli połączą się znów Pory Roku, 
na wieki trwać będzie Porządek i Pokój. 
Te słowa zapisał Endymion Spring. 
Sens głębi odnajdziesz w sercu swym. 
***
Kim lub czym jest ENDYMION SPRING? 
Oto historia, która przekracza ludzką wyobraźnię.
Pod osłoną zimowej nocy w piętnastowiecznym niemieckim mieście zakapturzona postać ciągnie ulicami ciężki kufer. Kufer jest magicznie zapieczętowany głowami węży, a otworzyć go można tylko po nakarmieniu węży krwią.
Kilkaset lat później dwunastoletni chłopiec dotyka w bibliotece osobliwej starej książki i czuje lekkie ukłucie w palec. Książka jest w środku pusta, lecz jej kartki dziwnie drżą - jak żywe, a na stronach zaczynają się pojawiać słowa, których nikt - oprócz chłopca - nie widzi. 

W ten sposób ujawnia się odwieczny sekret, lecz to dopiero początek wielkiej tajemnicy...”
„Endymion Spring” Wydawnictwo Egmont Polska (tekst z okładki)

Wiecie co? Nie wiem, kto pisał tą krótką notkę z tyłu książki, ale grubo się pomylił. Jak to moja kochana Harpia kiedyś tam wspomniała jestem raczej Tchórzosmokiem niż odważną Smoczycą i kiedy w bibliotece, już po wypożyczeniu tej lektury, przeczytałam ten krótki tekst, zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno powinnam to czytać. A po przeczytaniu całej książki… no cóż, jeśli ktoś spodziewa się horroru, to się grubo zawiedzie, ponieważ jeśli nawet ja się na tym nie bałam, to znaczy, że jest to bardzo łagodne i każda normalna osoba może to przeczytać (no może nie dzieci poniżej 10 lat, bo jest kilka niefajnych scen).

 Główny bohater… No cóż, czasem mnie wkurzał tym swoim niezdecydowaniem, ale jak już zaczął podejmować własne decyzje to już na całego! Nie był zły, mógł być lepszy, ale myślę, że pasował do zadania, jakie przydzielił mu los.
 Nie wiem, czy to ze  mną jest coś nie tak (pewnie o to chodzi…), ale mnie irytowała jego młodsza siostra. Taka zapłakana mądrala! Przepraszam, ale naprawdę jej nie lubiła. Może dla tego, że była mądrzejsza ode mnie… Oczywiście jest kilku wkurzających gości i nie wszyscy są tymi złymi. No i musiał być też bohater typu: „nie jestem czarnym charakterem, ale muszę rzucać temu głównemu kłody pod nogi!”
Plusy: według mnie dobrze napisane, lekko się czyta, akcja fajnie się rozwija, trzyma w napięciu (oj trzyma! zwłaszcza pod koniec…), nie jest przewidywalne, ciekawy temat no i dodatkowo SMOK. Jest smok i to bardzo intrygujący, tak samo jak to drzewo, na którym on siedział albo wcale też nie… Nigdy się nie dowiemy! Ogólnie cała powieść jest naprawdę bardzo ciekawa i interesująca, pełna zwrotów akcji i niespodzianek.
 Ma też niestety kilka minusów, bo co by to była za książka bez nich… A mianowicie: napisałam wcześniej, że „akcja fajnie się rozwija”. To prawda, ale do pewnego momentu. Potem jest kilka rozdziałów, które mnie po prostu nudziły, ale kiedy już się przez nie przebrnie i główny bohater (i jego nieznośna młodsza siostra w żółtej pelerynce, którą nosi, bo myśli, że przez to jej rodzice nie będą się kłócić! Dobry żart… Gdyby to tak działało to ja też chodziłabym cały czas w takim stroju…) ponownie natrafią na ślad tajemniczej książki, znów zaczyna się robić ciekawie. Są jeszcze dwa minusy.
 Pierwszy to zmiana czasu. Mi osobiście to nie przeszkadzało, bo zawsze było napisane, jeśli się cofaliśmy w czasie lub wracaliśmy do rzeczywistości no i dodatkowo oba opowiadania były wydrukowane na innych kartkach (inaczej zdobionych), ale moja koleżanka czytając to, po 100 stronach stwierdziła, że nie wie, w jakim czasie ten autor teraz pisze, więc może to tylko ja jestem taka spostrzegawcza, albo ona była akurat zakochana…
 A drugim minusem jest jedna beznadziejna scena, w której główny czarny charakter…. Ojoj, tak bym chciała poskarżyć się na autora, ale jeśli to napisze, to zdradzę wam ważną rzecz w książce, więc zamilknę, ale jeśli to kiedyś przeczytacie, to zwróćcie uwagę na to, że czarny charakter był chyba nieśmiertelny, skoro… Już, już, jestem cicho!
Podsumowując: książka bardzo intrygująca, ciekawa, przepełniona akcją i niespodziankami, ale prawie wcale nie straszna (to kolejny DUUUUŻY plus!). Naprawdę polecam wielbicielom legend no i książek o… książkach!

Moja ocena – 5,5


Pozdrawiam


Smoczyca

niedziela, 29 marca 2015

Era Huncwotów

Rozdział III

Gryffindor,Huffelpuff,Ravenclaw i Slytherin,cztery wspaniałe domy które swoimi czynami wsławiły się w dzieje Hogwartu.Każdy z nich wniósł tu coś innego,Gryffindor,odwagę i prawość,Huffelpuff sprawiedliwość i wierność, Ravenclaw inteligencję i mądrość a Slytherin ambicje i spryt.Można by rzec cztery żywioły które razem tworzą prawdziwą potęgę i harmonie,chociaż jakby się temu bliżej przyjrzeć to tzw.harmonia dawno tu nie zaglądała.Wojna tocząca się w świecie magii często dawała się uczniom we znaki ,ciągły strach i obawa że może właśnie jutro do zamku przybędzie Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymaiwać i  pozabija ich wszystkich nie pozwalały im normalnie funkcjonować,w dodatku uczniowie jednego z domów,wykazywali niepokojące zainteresowanie ''dziełami'' Voldemorda,nie skromnie można powiedzieć że wręcz fascynowali się Śmierciożercami,czarną magią a co za tym idzie samym Czarnym Panem.Oczywiście nie muszę nadmieniać że chodzi tu przede wszystkim o uczniów Slytherinu,to oni u pozostałych uczniów wzbudzali niechęć i odrazę,może właśnie dlatego tak mało pierwszoroczniaków chciało zostać przydzielonych do tego właśnie domu.
Powróćmy do wydarzeń które działy się na Wielkiej Sali.Ostatnie dziecko zostało umieszczone w odpowiednim domu,Dumbledore wygłosił kolejną wyczerpującą mowę,Tiara Przydziału opuściła już Wielką Salę a uczniowie ? Uczniowie obżerali się wykwintnymi daniami które znajdowały się na stole.Niektórzy,tak jak Syriusz,brali wszystko w ogromnych ilościach,inni ,jak np.Remus,powoli delektowali się tym co mają na talerzach,a nie liczni,jak Lily i James,przez cały wieczór nie dotknęli nic ponieważ tak bardzo zajęci byli rozmową.Gdy ostatni z Huncwotów najadł się do syta cała piątka,James,Lily,Syriusz,Remus i Peter udali się do swojego dormitorium.
-O kurde! Prawie zapomniałam-wykrzyknęła w połowie drogi Lily
-Cóż to takiego ważnego o mały włos umknęłoby twej uwadze -zażartował Syriusz
-Zabawne ! Miałam spotkać się dziś z Severusem,a przez was bym go olała
-Przez nas ? 
-A i owszem
-Nie nasza wina że jesteśmy tacy fantastyczni - zaśmiał się James a Lily tylko pokręciła głową i udała się w stronę Błoni
-Co ona widzi w tym Wycierusie ? -zapytał z obrzydzeniem i wyczuwalną w głosie nie chęcią James
-Może to te tłuste włosy -zaśmiał się Syriusz
-Albo ten krzywy nos -dodał Peter
-A może to że przyjaźnią się od wielu lat ? -dodał poważnie Remus.Jako jedyny z Huncwotów nic nie miał do Severusa.Rozumiał że Lily może być do niego przywiązana z powodu ich wieloletniej przyjaźni i nic im do tego. Po za tym nie lubił gdy oceniano kogoś nie zamieniając z nim chociaż jednego zdania.
-Jedno jest pewne,ten Smarkerus to nie odpowiednie towarzystwo dla naszej Evans -dorzucił jeszcze Syriusz po czym temat o Lily i Severusie umilkł na dobre.
Lily udała się w umówione miejsce,Błonie na których odpoczywali i spotykali się chyba wszyscy ze szkoły.Piękne masywne drzewa na których można było sobie posiedzieć,a i pod nimi w upalne dni znalazł się cień gdzie nie raz można było odpocząć.Zimą bawiono się tu w różne zabawy typu : rzucanie śnieżkami,robienie aniołków itp. Lily odkąd tylko pamięta spotykała się właśnie w tym miejscu z Severusem a teraz ? Chłopaka nie było a zawsze przychodził jeszcze wcześniej niż Lily.Dziewczyna postanowiła nie odchodzić tak szybko,może mu coś wypadło,może już idzie,usiadła opierając się o swoje ulubione drzewo i czekała.Minęła godzina,druga i trzecia a po Severusie nie było śladu,zamiast niego przyszła noc.Lily wstała i powolnym krokiem zaczęła iść pod swoje dormitorium 
-Może czeka pod obrazem Grubej Damy ? Tak,pewnie tam czeka no by niby dlaczego nie przyszedł ? -myślała i gdy już powoli zbliżała się do portretu zobaczyła że nikt tam nie czeka.Gruba Dama śpi tak jak i pozostałe obrazy a obok niej nie stoi nikt.Zapomniał.
-Gruba Damo ?
-Och Lily to Ty? Wszyscy cię poszukiwali.Wiesz która jest godzina ? Coś Ty robiła ? 
-Spokojnie ,byłam tylko na Błoniach.Gruba Damo czy był tu może Severus ?
-Ten Ślizgon który tak bardzo zawrócił Ci w głowie ?
-To tylko mój przyjaciel 
-Cóż to za przyjaciel który o Tobie zapomniał
-Czyli go nie było ?
-Niestety skarbeńko
-No cóż,poczekam jeszcze chwilę,może przyjdzie,nie obrazisz się jak usiądę obok Ciebie ?
-Co to za głupie pytanie ?! Oczywiście że nie,siadaj ale moim zdaniem to głupi pomysł-dodała a Lily tylko uśmiechnęła się do niej.Siadając oparła się głową o ścianę i myślała.Dlaczego Severus nie przyszedł ? Czy może coś się stało ? Może się zranił albo ktoś go napadła? No ale jak to w Hogwarcie ? Nie możliwe.Może po prostu zapomniał ? Rozmyślając tak nawet nie zauważyła kiedy zachciało jej się spać. Nie minęła godzina a ona już spała.Nagle drzwi od Dormitorium się otworzyły a w nich pojawił się James
-Lily? A co Ty tu robisz ? 
-Cicho chłopcze ! Zasnęła -powiedziała z przejęciem Gruba Dama
-Zasnęła ? Ale co ona tu w ogóle robiła ? Przecież miała spotkać się z tamtym
-Tamten,jak go nazwałeś ,nie za bardzo się nią przejął
-Jak to ? 
-A tak to.Przyszła tu bidulka poszukując tego łobuza ale nie znalazła go więc postanowiła tu poczekać i zasnęła.Zabierz ją chłopcze bo zimno tu od tych kamieni,jeszcze się przeziębi-James posłusznie zabrał Lily z kamiennej posadzki po czym zaniósł ją pokoju dziewcząt.Był wściekły na Severusa.Nie mówiąc nic kolegą wybiegł z dormitorium i jak poparzony udał się do Ślizgonów.

piątek, 27 marca 2015

Poezja na temat


Poezja na temat

Wystarczy wiadomość, słowo lub czyn,
a zawsze będę blisko ciebie.
Najlepiej umiesz mnie wysłuchać,
aby dodać mi odwagi.
Koleżanka, przyjaciel, przyjaciółka
-na jedno wychodzi.
Jest mi obojętne mówią to co mówią,
mnie to wcale nie obchodzi.

Życie jest piękne,
lecz trzeba je znać,
aby je poznać,
nie trzeba się bać.

Mam nadzieję, że któryś z wierszy wam się spodobał albo was zainspiruje.

POZDRAWIAM KLAUDIA ; )

Opis meczu

                                                            Gran Derbi 2015
 W tym opisie będą przybliżone najważniejsze wydarzenia z meczu El Clasico, w którym zmierzyły się oba najlepsze hiszpańskie zespoły: FC Barcelona vs Real Madryt. Z góry stawiano na zwycięstwo dumy kataloni, chociaż w pierwszej połowie królewscy częściej przybywali na połowie rywala. Królewski bramkarz pozwolił sobie na chwile nieuwagi co przerodziło się w bramke, którą po stałym fagmencie strzelił 
Jeremy'ego Mathieu. Bramkę wyrównującą po składnej akcji zdobył Cristiano Ronaldo. Akcję zapoczątkował środkowy pomocnik Luka Modrić podając piłkę do Benzemy, Francuski napastnik odegrał piłkę do Portugalczyka wykorzystującego takie własnie sytuacje. Podopieczni Carlo Ancelottiego (menadżera drużyny z Madrytu) stwarzali wiele sytuacji godnych podziwy, ale nie zdołali strzelić kolejnego gola co dałoby im przewagę. 
Fantastyczny moment wyczuł Urugwajczyk uwalniając się z rąk madryckich defensorów strzelając bramkę. Duży udział w tej akcji został przydzielony Daniemu Alvesowi, który popisał się fantastycną asystą przeżucając graczy przeciwniej drużyny.
Było jeszcze wiele niespodziewanych operacji, ale żadna z drużyn nie potrafiła ich wykorzystać.
Po zwycięstwie FC Barcelona zdobyła czteropunktową przewagę nad najwyższym rywalem.  W ostatnich dziesięciu kolejkach podopieczni Luisa Enrique skupić się muszą tylko na jednym. Na unikaniu niepotrzebnych wpadek.
                                                                                                                     
                                                                                                                             Kalou

czwartek, 26 marca 2015

„Eragon” Christopher Paolini - recenzja

„Eragon” Christopher Paolini

Oczywiście jakiś tam spoiler jest, ale taki mały, że nawet nie zauważycie, kiedy go ominiecie…
Nie byłabym sobą, gdyby moja pierwsza (niby) recenzja nie była o tej książce. To dzięki niej stałam się Smoczycą i zaczęłam pisać. Kiedyś (dawno temu), kiedy miałam jeszcze czas czytać sześć książek tygodniowo (bo niedziela zawsze musiała być wolna!) wysłałam tatę do biblioteki po jakąś książkę o smokach, której jeszcze nie czytałam. No i Pani dała mojemu tacie „Eragona”. Ok, przeczytamy, zobaczymy. Pochłonęłam ją w jeden dzień i zdenerwowałam się na autora, że tak szybko skończył… Zaraz sięgnęłam po kolejne tomy i kończąc ostatni wściekłam się, że zakończenie jest  tak beznadziejnie. Oczywiście po jej przeczytaniu, zachęcałam do tego wszystkich po kolei i udało mi! Moja siostra i mama, które osobiście nie znoszą fantastyki przeczytały i… podobało im się! Harpię próbuję do tego namówić od kilku lat, ale dotrwała do trzeciego rozdziału i skończyło się czytanie.
Fakt, początek jest trochę nudny, zresztą, tak naprawdę, to cała książka nie jest jakoś bardzo zaskakująca. Książka jest… zwyczajna, można powiedzieć, że nawet schematyczna a postacie są proste.  Typowy biedny chłopak, który nie ma rodziców staje się z dnia na dzień kimś ważnym, zmienia bieg historii, ratuje świat i na koniec odchodzi w dal wyrzekając się władzy… Tak, ja wiedziałam od początku, jak ta książka się skończy. Pewnie większość ludzi czytając tę książkę, wiedziała. Ewentualnie tytułowy Eragon mógł zginąć w ostatecznej potyczce ze złym królem, ale moja intuicja podpowiadał mi, że jednak skończy się dobrze. Zresztą, czy nie byłoby to bez sensu?  Czytając też możecie mieć wrażenie, że autor bardzo lubił „Władcę pierścieni”. Czy to minus? Nie wiem. Mi to nie przeszkadzało, ale może to dla tego, że naprawdę lubię Tolkiena.
Co mnie tak zauroczyło w tej książce, skoro fabuła i ogólnie całość jakoś nie pociąga? Przede wszystkim to, że napisał to tak młody chłopak, a jednak można znaleźć tam (mniej więcej jeden na 30 stron) naprawdę mądre teksty. Jednak mam dziwne przeczucie, że ta książka nie stała się dla mnie tak ważna, ponieważ coś jest w niej niesamowitego, ale dlatego, że nareszcie udało mi się odnaleźć siebie w tym nieznośny chaosie wokół mnie (tak wiem, totalnie patetyczne słowa, ale taka prawda). Zawsze dopasowywałam się do grupy, bo byłam trochę doroślejsza od innych (znów się chwalę) i kiedy przeczytałam „Eragona” po prostu zaczęłam się w szkole zachowywać po swojemu. Mówiłam to, co myślałam, a moje koleżanki pierwszy raz spojrzały na mnie, jak na totalną wariatkę. I byłam taką szaloną dziwaczką, do której można pójść po korki z każdego przedmiotu dopóki nie spotkałam kolejnej szalonej dziwaczki (choć ona to już chyba pod psychopatkę się załapuje) a mianowicie mojej kochanej Harpii i jeszcze jednej mojej najdroższej przyjaciółki z czarnymi lokami, która zawsze sprowadza mnie i Harpię na ziemię, kiedy odlecimy na smokach zbyt wysoko…
Dobra, ja tu o przeżyciach wewnętrznych, a miałam pisać o książce! Ogólnie, nie jest ona zbyt fascynująca. Autor stworzył własny świat (dość dopracowany, czyli duży plus), duuuużo postaci z pokręconymi imionami (czasem trudno zapamiętać) i smoki. To chyba jedyne, co mi się naprawdę podobało w tej książce. Nie przepadałam za głównym bohaterem, ani tym bardziej za jego ukochaną, ale smoki były tak cudownymi i tak skomplikowanymi postaciami, że aż chciałam, żeby głównym bohaterem był jeden z nich. Super by były opisy sytuacji z punktu widzenia Saphiry. Autor bardzo fajnie pokazał, że smoki myślą zupełnie inaczej i myślę, że książka by zrobiła o wiele większą furorę, jakby głównym bohaterem był smok. Bo języki, rasy i cała ta kraina naprawdę przypomina „Władcę pierścieni”…
Podsumowując: fabuła jest przeciętna, ale książkę można przeczytać z czystej ciekawości, bo warto. Po prostu niektóre momenty naprawdę zaskakują, a same teksty w niektórych miejscach zwalają z nóg (bo są bardzo mądre). Ja to przeczytałam, wywróciło mi to świat do góry nogami, ale to tylko dla tego, że dało mi po prostu porządnego kopa i powiedziało, że skoro on mógł być tak młody, napisać i wydać (!) książkę, to ja też mogę!


Moja ocena – oczywiście 6 =)


No to zostawiam was z tym opisem przeżyć wewnętrznych, który miał być recenzją
onr sverdar sitja hvass!”*
Smoczyca




*„Oby wasze miecze pozostały ostre!” (pozdrowienie z „Eragona”)

Juniper Berry i Tajemnicze Drzewo - M.P Kozlowsky - recenzja

 Juniper Berry i Tajemnicze Drzewo - M.P Kozlowsky

Juniper Berry, córka sławnej i lubianej pary aktorów, tęskni do dni, kiedy rodzice mieli jeszcze dla niej czas. Niespodziewanie odkrywa, że za zmianą w ich zachowaniu kryje się mroczna tajemnica, do której kluczem jest niezwykłe drzewo rosnące w ogrodzie. Między jego korzeniami skrywa się przejście do groźnego podziemnego świata, którym rządzą okrutne reguły. Czy Juniper uda się uratować rodziców od losu gorszego niż śmierć?”
"Juniper Berry i tajemnicze drzewo " Wydawnictwo Esprit (tekst z okładki)





Na książkę natknęłam się przypadkiem dzięki Klaudii i Smoczycy. Oczywiście nasz Tchórzosmok stwierdził, że opis ją przeraża i nie ma zamiaru czytać czegoś, po czym może mieć koszmary [Zauważmy, że biedaczka miała koszmary po „Nawiedzonym Domu” (Film animowany), czy chociażby „Koralinie i Tajemniczych Drzwiach” (Chociaż po Koralinie to się nie dziwię. To była masakra.)], więc ja ją pożyczyłam. Czy żałuję? Nie wiem. Książka ma swoje plusy i przyznam, że nie zauważyłam kiedy ją przeczytałam, ale nie zwaliła mnie z nóg.



Tytułowa Juniper Berry to jedenastoletnia dziewczynka, która w teorii ma wszystko – duży dom, bogatych rodziców i wszystko co sobie wymarzy. Mimo to nie możemy określić jej jako szczęśliwej osoby. Dlaczego? Otóż brakuje jej tego, czego dzieci w jej wieku potrzebują najbardziej – miłości rodziców. Państwo Berry – rodzice Juniper – pochłonięci robieniem kariery zaczęli zaniedbywać swoją córkę. Stali się wobec niej oschli, a nieraz ignorowali ją. Z początku dziewczynka próbuje do nich dotrzeć, jednak nie przynosi to żadnych efektów. Nie przypuszczała nawet, że zmiana ich rodziców nie ma swojego źródła w przyziemnych przyczynach. W rzeczywistości sprawę zaczyna badać dopiero po poznaniu Gilesa – chłopca, którego rodzice znaleźli się w takim samym stanie. Dzieci zaczynają na własną rękę szukać przyczyny oraz rozwiązania problemu.



Książkę mogę z pewnością określić jako łagodną, wręcz dla dzieci (ja tam się nie znam, ale jak widziałam grupę dziesięciolatków pchających się do kina na „Igrzyska Śmierci” i to jeszcze samych, to chyba nie powinnam im ograniczać Juniper Berry, nie?) Mimo to porusza wiele ważnych aspektów życiowych – przyjaźń, chęć spełnienia marzeń za wszelką cenę, relacje rodzinne. Zaliczam to do zalet, bo dzięki temu potrafiłam łatwiej zrozumieć postacie. Autor ma również u mnie sporego plusa za opis przeżyć i wiele mądrych (Naprawdę mądrych! To nie była ironia!) tekstów oraz sposobu myślenia bohaterki, z którym się całkowicie zgadzam. I tak po nitce do kłębka doszliśmy do czegoś co mnie stuprocentowo uszczęśliwiło – po raz pierwszy od bardzo dawna spotkałam bohaterkę książki (bohaterkę, nie bohatera), która nie jest bezradną, nic nie potrafiącą zrobić bez czyjejś pomocy, ciamajdą. Wreszcie! Bohaterka jest inteligentna i zaradna! Tylko tyle mi trzeba do szczęścia! Naprawdę!



Przejdźmy teraz do negatywnych (moim zdaniem) elementów książki. Przede wszystkim coś co muszę podkreślić – popularny w wielu filmach, książkach itp. motyw, mianowicie sprzedaż duszy. To co mi się w tym nie podobało, było to, że książka skończyła się dobrze. Dusza nie jest plasteliną, którą możemy rozrywać i zlepiać, kiedy mamy na to ochotę. Moim zdaniem jest to minus, ponieważ jest to za proste. Kolejną rzeczą do której mogę się przyczepić jest to, że akcja najpierw się za wolno rozkręcała, a potem za szybko skończyła. Jeżeli byłby to film (jeśli się nie mylę to chyba jest film o powyższym tytule) byłby wręcz idealny. Niestety w książce (moim zdaniem) to nie przechodzi. Z takich mniejszych wad mogę jeszcze wymienić przewidywalność i miejscami niezgodność czasową. Oprócz tego chyba nie mogę przyczepić się do czegoś jeszcze. Nie licząc oczywiście jednego elementu, którego nie mogę wymienić, żeby nie zagłębiać się za bardzo w fabułę (autorowi się upiekło :) ).



Podsumowanie:

Jeśli szukacie horroru, po którym nie będziecie mogli spać tygodniami możecie się rozczarować. Z kolei jeśli chcecie czegoś wręcz idealnego do litrowego kubka kakao zachęcam do zdobycia tego tytułu!



Ocena - 4+



Dziękuję za uwagę



Harpia



P.S: Jeśli macie jakąś książkę lub film, którego chcielibyście zobaczyć recenzje w moim lub Smoczycy wykonaniu piszcie w komentarzach!



P.P.S: Jako, że jest to moja pierwsza w życiu recenzja (czy raczej niby-recencja) proszę o wyrozumiałość :)

"Łowcy Gwiazd: Pęd Planet" - Rozdział 1 cz.1

Rozdział 1 

Rok 2014

Ritę obudził irytujący dźwięk komórki. Rozchyliła powieki, aby ocenić porę dnia, jednak jej oczy zamknęły się niemal natychmiast, po kontakcie ze światłem słonecznym. Przekręciła się na drugi bok zakrywając głowę kołdrą, chcąc w ten sposób zatamować napływ dzwonka do jej uszu. Niestety nic to nie dało. Już miała wstać kiedy, telefon ucichł.
 - No nareszcie – mruknęła przytulając policzek do zimnej poduszki. Na jej nieszczęście spokój nie trwał długo. Złośliwe urządzenie odezwało się ponownie, jakby stwierdziło, że skoro ono pracuje cały dzień i noc, dziewczyna też powinna ruszyć się do własnej roboty.
Powoli zwlokła się z łóżka czując, jakby grawitacja zaczęła działać mocniej. Otworzyła nieszczęsne oczęta, aby spojrzeć na wyświetlacz. Z trudem przeczytała nazwisko osoby, która najwyraźniej nie chciała, aby biedna Rita raz w życiu się porządnie wyspała. Nacisnęła zieloną słuchawkę i przyłożywszy aparat do ucha wymamrotała ciche „słucham?”.
 - Rito kochana, powiedz mi łaskawie, ile można do ciebie dzwonić? - usłyszała dziewczyna. Czy potraficie wyobrazić sobie niepokój owcy, którą stado wilków zaprasza na kolację? Taki właśnie niepokój czuję każda osoba, która usłyszy spokojny ton niejakiej Heather McPride. Tak, wypowiedź w tym tonie jest niczym wizja końca świata, zawierająca drastyczne sceny, zaśpiewana przez grupę przedszkolaków. A jeżeli dodać do niej najmilsze i najsłodsze słówka, można z łatwością wywnioskować, że Rita sporo sobie nagrabiła u szefowej, oj sporo.
 - Zwykle za drugim razem odbieram – odpowiedziała równie spokojnie. Dopóki nie ma „Słonka”, „Skarbu”, ani co gorsza „Skarbeńka” Rita mogła jeszcze parę minut dyskutować – Mniejsza o to. Czym mogę szefowej służyć?
 - Masz nowe zadanie. Ku twojej uciesze nie jest czasochłonne. Powinno ci pójść raz dwa. Celem jest...
 - Heather, bądź człowiekiem!- przerwała – Budzisz mnie o tak barbarzyńskiej porze, tylko po to, żeby dać mi jakieś głupie zlecenie? Daj się wyspać!
 - Rita... Jest południe.
 - Dla ciebie może południe, ale dla mnie środek nocy – stwierdziła bawiąc się swoimi czarnymi kosmykami.
 - Rozumiem, w takim razie zostawiam ciebie i twoją strefę czasową, która obejmuje tylko i wyłącznie twoje mieszkanie w Węgorzewie i dam tą misję komuś, komu zależy na pracy. Może... - zrobiła pauzę, jakby się zastanawiała – Leonowi?
 - Schweinsteigerowi? - zapytała unosząc brew.
 - Tak, Schweinsteigerowi. Jeśli się nie mylę to akurat jest wol...
 - Daj mi półtorej godziny na dojazd. – rzuciła, po czym nie czekając na odpowiedź rozłączyła się.
Szybko zmieniła piżamę na swoje czarne dżinsy i kremową bluzkę na ramiączka z nadrukowaną czaszką. Na to narzuciła długi do ziemi również czarny płaszcz ze srebrnymi elementami, pod którym schowała miecz jednoręczny, którego pochwę przywiązała do pasa. Jak burza wypadła na klatkę schodową, omal nie zapominając o zamknięciu drzwi. Zbiegała przeskakując co drugi stopień. Miała nadzieje, że jeszcze zdąży na autobus. Niewiele brakowało, a miałaby nieprzyjemne spotkanie trzeciego stopnia z czarnoatramentowym BMW,  za którego kierownicą siedział mężczyzna w podeszłym wieku w okularach przeciwsłonecznych. Od razu go rozpoznała. „Ta Heather to szczwana bestia” pomyślała podchodząc do drzwi od strony pasażera, które otworzyła z rozmachem i nie tracąc prędkości wskoczyła na siedzenie.
- Dobry, Panie Mieciu! Piękny mamy dzionek, nieprawdaż?

***

Lecieli szybko i dość nisko, ale mimo to Emmy była w stanie dostrzec każdy najmniejszy kamyk leżący na ziemi północnych krańców Półwyspu Kolskiego, który właśnie patrolowali. Spodziewali się znaleźć bardzo ważny przedmiot, stosunkowo nieduży, ale musieli to zrobić przed ludźmi, ponieważ oni znowu by stwierdzili, że to jakaś stara skamielina i zamknęli by to w muzeum.
Nie żeby to przeszkadzało Emmy. O nie! Dostała zadanie: “Dostarczyć”, to dostarczy; całe, w doskonałym stanie. Albo zabrane dzikim zwierzętom, albo ludziom - wychodzi praktycznie na jedno i nie robi różnicy. Kradzież nawet z najlepiej strzeżonego muzeum byłaby trudna, ale dla kogoś takiego jak Emmy, nie trudniejsza od wejścia po schodach. Ona mogłaby nawet zdjąć koronę z głowy króla Anglii i wynieść ją z pałacu, a on ani nikt inny by tego nie zauważył.
Lecieli coraz szybciej. Dziewczyna i tak wszystko dostrzegała, a Noctis chciał znaleźć się jak najszybciej w domu.
Mam. - pomyślała i pokazała mu zapamiętany obraz. Smok nie zatrzymał się gwałtownie, lecz skręcił delikatnie w prawo i okrążając miejsce, w którym mieli wylądować wielkim kołem zaczął spiralnie opadać.
Ze znaną tylko sobie gracją wylądował na pokrytą śniegiem polanę. Emmy, nie zważając na to, że odkryta przestrzeń, na której wylądowali, była pokryta grubą warstwą śniegu, a ona miała na nogach trampki z cienkiego, szarego materiału, zeskoczyła z grzbietu Noctisa i śmignęła do linii małej grupki karłowatych drzew. Jej towarzysz pobiegł za nią, sprawdzając przy okazji, czy nikt ich nie widzi.
Zamknęła oczy. Zdała się na węch, intuicję i ten szósty zmysł Opiekunów, który potrafił wyczuć smoki, także te niewyklute. Pozwoliła, żeby jakaś niewidzialna moc nią kierowała.
Podziałało, zresztą, jak zwykle. Stała przed norą. Uklękła. Gdy włożyła do niej rękę smok warknął ostrzegawczo.
 - Spokojnie, to tylko moja ręka. - powiedziała z uśmiechem Emmy.
 - Nie lubię, kiedy jakakolwiek część twojego ciała wystawia się na niebezpieczeństwo. - odpowiedział Noctis.
 - Oj, daj spokój. Najwyżej będę bezręka.
Dziura była głęboka, ale po krótkiej chwili Emmy szepnęła: “Znalazłam”. Powoli, bardzo powoli wyciągnęła coś białego, owalnego, ciężkiego. Coś, co emanowało niezwykłym światłem, przyciągało. Uśmiechnęła się. Mimo iż przedmiot był wielkości zwykłego szkolnego plecaka, ważył bardzo dużo, jednak ona trzymała go w jednej ręce bez najmniejszego wysiłku. Wyjęła go delikatnie i położyła na kolanach. Był bardzo twardy, błyszczący, pokryty jakby diamentową osłonką.
Powoli zdjęła ze swojej szyi jedwabną apaszkę, która była specjalnie przygotowana w celu zabezpieczenia jaja, po które przylecieli. Nie zważała na to, że wokół panował mróz, z ona ubrana była w czarne, cienkie jeansy, lekkie trampki i czarną, dopasowaną bluzkę, która nie dawała wiele ciepła. Nie odczuwała zimna, nie przeszkadzało jej ono.
Zawinęła jajo w jedwab i podniosła, uważając, aby przypadkiem go nie upuścić.
 - I tak byłabyś w stanie je złapać. - smok krótko skwitował jej niezwykłe skupienie.
 - Tak, ale wiesz, że mogłaby to być dla niego wstrząsem. Zresztą, pewnie masz rację. - odpowiedziała, uśmiechając się szeroko.
Szybkim ruchem, wyćwiczonym przez setki lat, wskoczyła na grzbiet towarzysza trzymając zawiniątko wciąż w jednej pozycji. On zrobił dwa długie skoki, a za trzecim poderwał się do lotu.
Tym razem chodziło im o to, aby bezpiecznie dolecieć do domu, więc wzbili się bardzo wysoko, tak wysoko, że z ziemi byli zupełnie niewidoczni i lecieli równomiernie, spokojnie, wolno.
Gdy minęli rozkrzyczane Glasgow, Noctis zaczął obniżać lot. Tak jak zwykle, dokładnie w tym samym momencie, nad tymi samymi drzewami lasu, który tutaj rósł dość gęsto oraz przez który prowadziła tylko jedna droga, wykonał zwrot i zaczął opadać w dół. Robili to tysiące, jeśli nie miliony razy. Jeśliby ktoś przyglądał się temu z ziemi pomyślałby, że to jakiś ptak drapieżny właśnie wypatrzył swoją ofiarę. Gdy znaleźli się na takiej wysokości, że ich sylwetki stały się naprawdę wyraźne smok gwałtownie zanurkował i błyskawicznie schował się przed wzrokiem gapiów za 2,5 metrowy murem, który otaczał posiadłość Opiekunów. Mimo ogromnej prędkości z jaką leciał wylądował miękko i spokojnie na wspaniałym, idealnie przystrzyżonym trawniku. Pokrywał on przestrzeń między pałacem, bo chyba tak trzeba nazwać ten ogromny, średniowieczny dom, który znajdował się za prastarym murem, a licznymi zabudowaniami, które znajdowały się wokół niego.
Emmy szybko zeskoczyła z grzbietu Noctisa i poszła w stronę pałacu. Smok podreptał za nią. Wspięli się na gigantyczne schody prowadzące na staromodny ganek z kolumienkami i otworzyli połowę ciężkich, monumentalnych drzwi. Zawsze były one otwarte, ponieważ nawet jeśli nie były widoczne, to jakieś smoki zawsze pilnowały tego, żeby żaden nieproszony gość nie wszedł do domu bez odpowiedniej zapowiedzi.
Weszli do domu i zatrzasnęła je za sobą (Emma nigdy nie bawiła się w zamykanie ich przy użyciu złotej, wypolerowanej klamki, nudziło ją to i twierdziła, że to działanie bezcelowe). Przeszli przez ogromny ganek, minęli szerokie schody - takie jak te, po których królewny schodziły na zamkach pojawiając się na balu i weszli w jedyny korytarz na tym piętrze. Minęli jadalnie, która często robiła za biuro pracy, połączoną z kuchnią, salon z pięknym, starym fortepianem, siłownię, basen, salę gimnastyczną, strzelnicę, aż w końcu doszli do końca korytarza. Nie kończył się ani ścianą, ani pokojem, lecz drzwiami. Takimi samymi, jak te wejściowe - ciężkie, potężne, przytłaczające. Emmy, jakby nie zwracając na to uwagi, bo tak naprawdę, czas kiedy one ją przerażały już dawno minął. Otworzyła je bez najmniejszego problemu.
Weszli do najpiękniejszego pomieszczenia w tym domu. Było ogromne, bardzo jasne i kolorowe. Nie było w nim okien ani lamp, ale cały sufit świecił się tak jakby był sam jedną wielką żarówką. Na podłodze i w ścianach leżały przykryte szklanymi kloszami smocze jaja. Różne w różnych warunkach. Jedne leżały na jedwabnych poduszeczkach z utrzymywaną temperaturą pokojową, inne na kamieniach z temperaturą -20 stopni Celsjusza,a jeszcze inne leżały w ogniu. Różne gatunki potrzebowały różnych warunków, a tutaj każde jajo miało je zapewnione bez najmniejszej szansy na to, że jakikolwiek człowiek je zobaczy. Pomiędzy nimi krzyżowały się i wiodły poskręcane ścieżki wyłożone miękką wykładziną.
Emmy weszła zdecydowanym krokiem. Doskonale wiedziała, gdzie chce dojść i tam po prostu szła. Prosto, potem w prawo, w lewo, znowu w prawo, obrót o 90 stopni i dojść do ściany. Znaleźć pierwszą wolną niszę, otworzyć, odłożyć delikatnie jajo. I w tym momencie Emmy zawsze się zatrzymywała. Zanim zamknął oszkloną niszę zawsze najpierw po prostu przekazywała niewyklutemu smoczkowi swoją miłość, troskę i to, że o nim myśli i nigdy nie będzie musiał się niczego bać. Oni go ochronią. Noctis trącił ją ramieniem
 - Choć już. Jestem głodny, a nie chcę cię tu zostawiać, bo jeśli nie wyjdziesz ze mną to wyjdziesz za parę godzin, a musisz odpocząć. - pomyślał z troską o swojej najdroższej przyjaciółce.
 - Już idę. Masz rację. - odpowiedziała -  To był długi ranek. - ruszyli w stronę wyjścia.
Smoczyca & Harpia 
(Helena Wąsik & Weronika Lis)

niedziela, 22 marca 2015

Era Huncwotów

Rozdział II

Po kilku godzinnej jeździe Lily ukazał się Hogwart.Szybko wraz z Severusem założyli na siebie szaty i jak tylko pociąg się zatrzymał wysiedli z niego.Severus niestety musiał iść do Ślizgonów a Lily do Gryfonów.
-To tuż po uczcie pójdę po Ciebie okej ?
-Będę na Ciebie czekać pod portretem Grubej Damy -szybko dodała Lily po czym dołączyła do swoich koleżanek.Podczas jazdy bryczką przypatrywała się Syriuszowi.Jak zwykle wszyscy Huncwoci siedzieli razem.Śmiali się tak głośno że było słychać ich nawet w Zakazanym Lesie.Lily to nie przeszkadzało,chyba jej jedynej.Lubiła patrzeć jak Syriusz się uśmiecha.Gdy to robił zawsze poprawiał swoje kruczo czarne włosy które spadały mu na twarz,nie wiedząc dlaczego dziewczynie bardzo to się podobało.Po kilku minutach byli już w Hogwarcie.Jak zwykle ona i wszyscy inni Gryfoni usiedli do jednego stołu.Z uśmiechem przywitał ją jej przyjaciel Remus
-Lily ! Jak miło znów cię widzieć !
-Ciebie też Remusie ! Świetnie  wyglądasz ! Widzę tylko jedną bliznę -powiedziała z uśmiechem.Nie tak dawno dowiedziała się o jego ''przypadłości''.Remus,zwykle spokojny i pilny uczeń okazał być się straszliwa bestią ! Brzmiało to dość nie dorzecznie i w ogóle bez sensu ale niestety wszytko się zgadzało,słowo w słowo.
-Jedną ale za to ogromną -zaśmiał się
-Nie podrywaj tak Lunatyku ! -usłyszała zza pleców.Był to Syriusz.Szedł jak zwykle powoli,z głową wzniesioną ku górze.
-Pamiętaj  że nasza Evans jest nietykalna -zaśmiał się .W tedy Lily lekko szturchnęła go łokciem.
-Może dla Ciebie -zaśmiała się
-A gdzie masz swój ogon ?
-Petera ? -zapytał z uśmiechem Syriusz
-Przyczepił się do Rogacza....O ! O wilku mowa ! -powiedział pokazując Jamesa.Chłopak szedł podobnie jak jego kolega ale był bardziej spięty.Zauważył że dziewczyna w której podkochuje się już od dwóch lat w końcu zwróciła na niego uwagę.Nie wiedział tylko czy dlatego że w końcu i on zaczął jej się podobać czy dlatego że Peter prawie na nim leżał.
-Hej Lily ! -powiedział wesoło James
-Lily ? To już nie Evans ? -zapytała ze zdziwieniem.Przyzwyczaiła się że James Potter zazwyczaj mówił do niej po nazwisku albo wołał do niej Ruda,tak pokazywał swoją wyższość nad córką Mugoli.
-Możemy się nie kłócić ? Zrobiło się to już trochę nudne -dodał z wymuszonym uśmiechem
-Może byśmy...
-Tak ?
-Zacznijmy ten rok od poznania się na nowo -dodał szybko.Chciał zdobyć serce Lily jeszcze za nim skończy się ten rok,a to nie było łatwe wyzwanie.Zwykle oschła i sroga wobec niego dziewczyna nie mogła przecież tak od razu się w nim zakochać
-Co sugerujesz ?
-No wiesz,może zamiast kłócić się i omijać,poznajmy się na nowo ?
-Hmmm....no dobrze -powiedziała a na twarzy Jamesa pojawił się uśmiech
-W takim razie...Cześć jestem James Potter -powiedział i wyciągnął do niej rękę
-Lily Evans -dodała śmiejąc się cicho
-My też ? -dodał Remus rozbawiony całą tą sytuacją
-Witaj jestem Syriusz Black -powiedział poważnie po czym uścisnął dłoń Rem'a
-Remus Lupin,miło Pana poznać -dodał ściskając mu dłoń
-Jesteście żałośni - zaśmiał się James po czym rzucił w kolegów kawałkami marchewki która leżała na stole.
-Siadajcie bo Dumbledore idzie -szepnął do kolegów Peter.Wszyscy posłusznie usiedli.Gdy Dumbledor wygłaszał mowę James ciągle szeptał Lily coś do ucha,próbował tak ''zawiązać'' nową silną znajomość.Dziewczyna ,mimo poważnemu zdumieniu i rozbawieniu całą tą sprawą chętnie rozmawiała ze swoim nowym przyjacielem.

Juliets.

sobota, 21 marca 2015

''Era Huncwotów''

Rozdział I

Rozpoczynał się siódmy rok nauk w Hogwarcie. Lily była bardzo podekscytowana ponieważ już tylko rok dzielił ją od ukończenia szkoły.Miała wielkie plany co do swojej przyszłości.Chciała założyć rodzinę,mieć swój domek,zostać aurorem,zwalczać złego Voldemorda wraz z innymi  ale jak na razie stała przed dworcem 9 i trzy czwarte ze swoim przyjacielem Severusem i z rodzicami.
-I pamiętaj że masz do mnie pisać przynajmniej cztery razy w tygodniu,przynajmniej !
-Dobrze mamo
-I jakby ...ten zły zakradł się do Hogwartu  pisz do nas to od razu przyjedziemy !
-Mamo,mugole nie mogą być w świecie magii !
-Dumbledore nam pozwoli !
-Mamo....
-I pamiętaj ze masz się uczyć i...
-Mamo ! Nie jestem już dzieckiem - powiedział z uśmiechem na twarzy Lily.Chociaż wiedziała że jej matka cierpi z powodu tak długich rozstań z najmłodszą córką nie miała ochoty wysłuchiwać kolejnych kazań w jej stronę
-Oj no wiem słońce ale zobaczymy się dopiero na święta...
-Będę się nią opiekował  ! -dodał rozbawiony całą sytuacją Severus
-Dziękuję Ci chłopcze ! -dodała matka dziewczyny.Ojciec Lily który jak dotąd stał w ciszy powiedział szybko
-O ! Zostało wam pięć minut do odjazdu pociągu, radzę wam się pospieszyć !
-No dobrze,dobrze.Lily jednym słowem uważaj.
-Dobrze mamo
-Kocham cię słońce
-Ja Ciebie też
-Uważaj moja księżniczko -powiedział ojciec obejmując córkę
-Obiecuję tato -powiedziała odrywając się od ojca
-Petunio pożegnaj się z siostrą !
-Nie mam zamiaru -dodała krucha postać stojąca za matką. Petunia ,siostra Lily, nie znosiła jej i jej ''mocy'' ,była o nie zazdrosna tak bardzo, że wyżywała się na niej w każdy możliwy sposób
-Oj Pet -powiedziała z uśmiechem Lily.Było jej żal straconych więzi z siostrą.Bardzo ją kochała i nie mogła pojąć dlaczego tak bardzo jej  nie znosi, jednak Petunia tylko mruknęła coś pod nosem i uciekła do samochodu.
-Ona się kiedyś zmieni ,zobaczysz -powiedziała matka potulnym głosem
-Mam taką nadzieję -powiedział Lily po czym wraz z przyjacielem ruszyła w stronę pociągu . Szła zamyślona, myślała o siostrze,o Hogwarcie i o Syriuszu.Tak,o Syriuszu.Najlepszym przyjacielu Pottera,jednym z Huncwotów,myślała o łobuzie który tak zawrócił jej w głowię .Miała przeczucie że on też darzy ją uczuciem ale nie wiedziała czy takim jakim ona darzyła jego.
-Lily ? Lily jesteś tu jeszcze ? -zapytał Severus gdy usiedli w jednym z przedziałów . Wyrwana z zadumy dziewczyna rzuciła swojemu przyjacielowi uśmiech.
-A gdzie indziej miałabym być ?
-No sam nie wiem.Jesteś taka nie obecna,taka...zamyślona.O czym tak rozmyślasz ?
-O Petuni
-O tym mugolu ?
-Severus ! -krzyknęła Lily.Zdawała sobie sprawę że Sev nie przepada za jej siostrą,a wręcz jej nie znosi ale nie lubiła gdy ją obraża
-Oj no przepraszam ale zobacz jaka ona jest.Podła,arogancka...sama często mi opowiadasz jak cię traktuję w domu
-No wiem ale ...
-Lily zrozum że ona Ci zazdrości !
-Niby czego ?
-Twojego talentu,tego że wszyscy chłopcy lgną do Ciebie ,tego że nawet rodzice traktują cię inaczej
-Sev nie ma mnie w domu prawie dziesięć miesięcy.To normalne że jestem traktowana inaczej
-No ja to rozumiem ale czy twoja siostra też ? -po tych słowach Lily zaczęła się zastanawiać czy Severus nie ma racji.


Juliets.

Krótki wstęp

Historia która poruszyła miliony serc na całym świecie. Postacie z którymi zżywaliśmy się przez lata i świat w którym żyliśmy i nadal żyjemy, Harry Potter. Bestsellerowa powieść J.K.Rowling o młodym czarodzieju i jego przygodach wstrząsnęła całym światem wywracając go do góry nogami. Poznajemy zupełnie inną rzeczywistość ,inne zwyczaje i poglądy które zupełnie odbiegają od reali.
Każdy z nas wie jak rozpoczęła i zakończyła się ta wspaniała historia ale czy ktoś ma pojęcie co było wcześniej ? Autorka nie wyjawiła nam całej prawdy o wydarzeniach z przed narodzin Harrego,są jedynie urywki z równie wspaniałych przygód. Postanowiłam trochę to naświetlić tzn. przedstawić historię ,która według mnie, zdarzyła się przed upadkiem Voldemorda...
                                                             ERA HUNCWOTÓW

Juliets.

piątek, 20 marca 2015

"Łowcy gwiazd: Pęd Planet" - prolog



PROLOG

Rok 1609
Góra Troglav

Nie oślepiło jej światło, choć w jaskini było ciemno, a wyszła na pełne słońce. Nadal widziała wszystko wyraźnie, za wyraźnie. Czuła się niesamowicie. Widziała każdy najmniejszy element otaczającego ją świata. Nie była przerażona, choć pewnie tak powinna się czuć normalna osoba na jej miejscu. Czuła się wolna. Z tej krótkiej rozmowy dowiedziała się wiele. Wiedziała, że gdzieś tam, na tym wielkim świecie, są ludzie, którzy się nią zajmą. Będzie im na niej zależeć. W końcu ją znajdą.
Nie miała zamiaru nigdzie iść. Tu było jej dobrze. Usiadła na skraju urwiska. Jaskinia była położona na półce skalnej a wokół niej rozciągała się kilkumetrowa przepaść. Rozkoszowała się słońcem. Nie wiedziała zupełnie kim jest, skąd się tu wzięła ani co ma robić, ale czuła się szczęśliwa. Mam czas. Teraz odpoczynek, a potem zastanowię się, co mam ze sobą zrobić.
Po kilku godzinach bezczynnego siedzenia, które minęły niesamowicie szybko, coś zaczęło się dziać. Wyczuła ich, zanim się pojawili na horyzoncie. Wiedziała, że przylecieli po nią. Była ich bardzo ciekawa. Zbliżali się szybko. Cała czwórka pięknym i zwinnym zwrotem znalazła się tuż przed nią. Wyglądało to jak taniec. Ruchy smoków były skoordynowane, niesamowicie zgrane w czasie i tworzyły jedną całość. Zawiśli w powietrzu. Każde z nich myślało o czym innym, a to, and czym się zastanawiali najlepiej oddaje ich charaktery.
Brunet na ogromnym niebieskim smoku zastanawiał się, jak mała się czuje. Czy jest bardzo skołowana i czy poradzi sobie z natłokiem myśli, wrażeń, bodźców i zdarzeń?
Dziewczyna na jasnozielonej smoczycy bardzo współczuła dziewczynie i chciała jej jak najszybciej wytłumaczyć, że jest już bezpieczna i że nie musi się niczym martwić, ani niczego bać. Już oni o wszystko zadbają.
Blondynka na zimnobłękitnym stworzeniu zastanawiała się, jaki kolor sukienek najbardziej by pasował do nowej. Chciała ją jak najszybciej przebrać, bo przecież nie mogła pozwolić, żeby ktoś z nich wyglądał źle.
Natomiast umięśniony blondyn siedzący na krwistoczerwonym wierzchowcu myślał tylko o jednym. O broni. Od razu przeanalizował wygląd dziewczyny i zaczął zastanawiać się, jaka broń zostanie dla niej wybrana. Oczywiście rozważał też, czy ta mała będzie silniejsza od niego, czy nie.
Dziewczynka wstała i popatrzyła na nich z uśmiechem. Nie była już sama, nie musiała się już bać. Już oni o nią zadbają.


***
Polska

Uciekała ile sił w nogach. Nie musiał się za siebie oglądać. Definitywnie gonili ją. Byli niezwykle szybcy, ale mimo to nie mogli jej złapać. Strach dodaje skrzydeł. Wiedziała, że daje im satysfakcje. Ona – szybka, dostojna, niebezpieczna, wzbudzająca przerażenie, teraz uciekała przed nimi jak zając przed wygłodniałym stadem wilków. Trafne porównanie. W końcu o to im chodziło. O pożywienie, o krew. Wbiegła do lasu. Mokra trawa pod nogami nie pomagała w zachowaniu równowagi, a tym bardziej w biegu. W świetle pełni obraz ten mógłby wywoływać zszokowanie pomieszane z przerażeniem. Biegła by tak jeszcze długo, kiedy nagle kroki za nią ścichły. Nastała cisza przerywana szelestem trawy i liści spod jej butów. Wszystko w niej mówiło „Biegnij! Nie patrz!”, ale ona zatrzymała się. Powoli odwróciła głowę. Zobaczyła to, co wzbudziło w niej rozpacz. Gorzką, czystą rozpacz. Uczucie, którego nie czuła od bardzo dawna. Znad drzew dym, czarny wierzchowiec rozbiegł się po niebie. Mimo tak ciemnej nocy, ona to widziała. Widziała i wiedziała, że Klan już przestał istnieć. To czym żyła przez ostatnie lata zniknęło tak szybko jak się pojawiło. Coś co zarówno dało jej schronienie, jak i sprowadziło na niewłaściwą drogę rozpływało się wraz z unoszącym się dymem. Łzy mimowolnie popłynęły po jej białym jak mleko policzku zostawiając lśniącą, mokrą ścieżkę. Zmęczone nogi, teraz niczym z waty ugięły się pod nią. Razem z upadkiem na kolana opuściły ją resztki sił. Wewnętrzny głos dalej wrzeszczał i namawiał ją do ucieczki, jednak tłumiła go bezradność.
Goniące ją istoty zniknęły, a na ich miejsce pojawił się ktoś inny. Człowiek w czarnym płaszczu z kapturem na głowie spokojnym krokiem szedł w jej kierunku. Głos nasilił się, jakby postać była gorsza niż poprzednie osobniki. Nogi odmawiały posłuszeństwa, a łzy zamazały obraz. Strach nie zniknął, ale jej było już wszystko obojętne. Tajemnicza osoba podeszła na tyle blisko, że mogła zobaczyć jej twarz. Był to mężczyzna o ostrych rysach, które podkreślał parodniowy zarost. Przez lewe zamknięte oko przechodziła blizna, niby przypieczętowując je. Na jego ramieniu siedziało futrzaste stworzonko wpatrując się z zaciekawieniem w osobę, przed którą stał jej pan. Mężczyzna kucnął obok, przyglądając się jej twarzy. Odwzajemniła spojrzenie pustymi oczyma, w których codzienny błysk znikł pozostawiając je zimne, martwe. „Nie patrz na niego! Wstań i uciekaj!” krzyczał głos. Ale ona nie miała ani siły, ani ochoty. Mężczyzna uśmiechnął się, jakby cieszyła go jej rozpacz.
- Zgubiliśmy się? - zapytał, głosem pełnym ironii, ostrym niczym sztylet, a z jego twarzy
nie schodził uśmiech. On wiedział. Wiedział dlaczego uciekała i przed kim. Nic nie mówiła. Jej milczenie było najlepszą odpowiedzią.
Dopiero teraz zauważyła drugą, nieco mniejszą postać, ale w takim samym płaszczu. Nie widziała jej twarzy, ale sądząc po wzroście mogła być to osoba w wieku około piętnastu, szesnastu lat. Kiedy zza chmur wyjrzał księżyc rzucając srebrne światło zauważyła, że był to młody chłopak. Miał ciemne długie włosy, lekko zadarty nos i zapadnięte policzki. Patrzył na nią z nieufnością i zaciekawieniem.
Mężczyzna wstał i odwrócił się do młodzieńca, który niczym na sygnał podała mu dziwny przedmiot. Ponownie odwrócił się do niej rzucając brutalnie trzymaną rzecz na ziemie tuż przed jej kolanami.
- Zapomniałaś czegoś.
Szmaty przez uderzenie o glebę rozwinęły się ukazując rękojeść miecza. Doskonale znała ten miecz. Głowica w kształcie czaszki wykonana z kości, lazurytowy trzon i jelec przyozdobiony stalowym greckim krzyżem, na którym widniała kolejna koścista czaszka. Tak, to był ten miecz. Ten, przez który Klan zginął. Ten, który ona sama sprowadziła i ten, który był dla niej tak ważny. Jej puste oczy nabrały nowego blasku – ulgi, a jednocześnie złości. Nie chciała patrzeć na tą broń, ale wewnętrzny głos miał inne zdanie. „Weź go. Jeszcze nieraz uratuje ci życie. Weź go i uciekaj!” kusił głos. Powoli wyciągnęła drżące ręce i podniosła miecz odsłaniając błyszczące ostrze z wygrawerowanym napisem „EternalGlory”.
Popatrzyła na mężczyznę z lekkim strachem, który zamaskował ciekawość. Ten, z kolei wyszczerzył zęby i powiedział:
 - Bractwo dla którego pracuję poszukuje ludzi takich jak ty. Możesz odmówić przyłączenia, jeśli nie chcesz i wtedy już nigdy się nie pojawimy. Twój wybór.
Wszystko w niej krzyczało „Nie słuchaj go! Uciekaj!”, ale nie miała gdzie uciekać. Podniosła się na nogi nie wypuszczając miecza, który owinęła z powrotem w szmaty. Przycisnęła przedmiot do piersi. Jedyne co jej pozostało. Mężczyzna najwyraźniej zrozumiał niemą odpowiedź, bo razem z młodzieńcem ruszył leśną ścieżką. Podążyła za nimi. Nie ufała im, ale wolała zaryzykować niż skończyć jako wampirza kolacja. Znów czuła, że nic nie wie. Zupełnie nic.

Smoczyca i Harpia (Helena Wąsik & Weronika Lis)