wtorek, 5 kwietnia 2016

"Król wymaga całkowitego posłuszeństwa", czyli recenzja mangi "Gra w Króla"

  Witajcie! Powoli wracamy do regularności dodawania postów! Co prawda BARDZO POWOLI, ale może wyjdziemy na prostą ;). Dzisiaj zostawiamy was z recenzją (ho ho! Dawno tego nie było!) w wykonaniu Harpii.  Zapraszamy!


„Gra w Króla”


scenariusz: Nobuaki Kanazawa
rysunki: Hitori Renda




„Król wymaga absolutnego posłuszeństwa... Rozpoczyna się gra, w której stawką jest życie trzydziestu dwóch młodych ludzi!
Pewnego dnia do wszystkich uczniów w klasie Nobuakiego przychodzi mail z rozkazem od tajemniczego „Króla”. Wyglądająca z początku niewinnie gra szybko zmienia się w koszmar...

Posłuszeństwo albo śmierć!”

Wydawnictwo J. P. Fantastica (opis z okładki)




  To będzie pierwsza recenzja w moim wykonaniu w ciągu ostatnich paru miesięcy, a także pierwsza ocena mangi, jaką kiedykolwiek pisałam. A więc zaczynajmy!
  W trzech słowach o fabule. Manga przedstawia historię uczniów pewnej klasy, którzy dostali maila od osoby zwącej siebie „Królem”. Wiadomość ta informowała, że rozpoczyna się gra, która polega na posłuszeństwie wobec rozkazów Króla, a ci którzy się nie podporządkują zostaną ukarani. Z początku wszyscy przyjmują to jako żart, a że pierwsze polecenia nie wyglądają na okrutne ani niebezpieczne, to dla zabawy je „wykonują” (ten cudzysłów nie jest tu przypadkiem, ale do tego niebawem wrócę :)). Dopiero, kiedy z pewnych powodów nie udaje się wykonać polecenia, a także pojawiają się pierwsze ofiary, klasa orientuje się, że to jednak nie jest głupi kawał.
  Pierwszy tom mogę opisać w kliku prostych słowach: interesująca, przyjemna, krótka i szybko się czyta. Z przyjemnością poświęciłam na nią te 30 minut. Czuję również taki pozytywny niedosyt – nie jest on na tyle słaby, abym wzruszyła ramionami z miną „fajnie by było gdyby coś wyjaśnili, ale jak nie to nie”, a później zapomniała o tej mandze. Nie jest również na tyle silny, abym skręcała się z myślą: „Borze Leśny największy! Dlaczego tylko tyle!” i potem pół nocy rozpaczała, że nie ma kolejnych tomów. To jest bardziej coś na zasadzie – zaciekawiło, kiedy wyjdzie to zdobędę i przeczytam.
  Bardzo podobał mi się motyw „Króla” - osoba niezwykła, całkowicie dominująca, geniusz zła, któremu ciężko się sprzeciwić, istota o mocy absolutnej. Jestem niezwykle ciekawa jak się to rozwinie – jak będzie przebiegać „walka”, czy zostanie zdemaskowany albo czy w ogóle jest człowiekiem. Kolejny plus tej mangi.
  Wspominałam, że wrócę do cudzysłowu przy słowie „wykonują”. Chodzi mi o to, że manga w sposób niesamowity pokazuje jak grupa działa na jednostkę. Sama siła głosu jest w stanie zmusić kogoś do wykonania jakiejś czynności, mimo że wcześniej wspomniana jednostka nie ma najmniejszej ochoty czegoś zrobić. Zostało to pokazane w sposób przekonujący i przemawiający do mnie, chociaż ja uważam, że lepiej by było zaprezentować to w bardziej dramatycznie i wstrząsająco (chodzi mi o taką kropkę nad „i”).
  Ta... I to by było na tyle z pozytywami. Cóż, manga jest potwornie niedopracowana, a także zawiera wiele elementów, z którymi się nie zgadzam. Zacznijmy od postawy policji. Służby wyczuły, że coś jest nie tak, bo przesłuchiwali uczniów w sprawie tych masowych zgonów, ale nie wierzą im, kiedy tamci opowiadają im o Królu. No przepraszam bardzo, ale wychodzi na to, że albo autor to po prostu zrobił na odwal się, albo policja w Japonii jest godna pożałowania. Dla mnie to jest nierealne, że pomimo dowodów (mailów), pokrywających się zeznań około trzydziestu osób, a także zdrowemu rozsądkowi, który nakazuje sprawdzić wszystkie możliwe tropy, oni dalej się upierają przy stwierdzeniu: „E tam! Dzieciaki zawsze coś wymyślają”.
  Był mocny element, który mi się bardzo nie podobał. Mianowicie chodzi o to, w jaki sposób pokazano kontrast pomiędzy postępowaniem głównego bohatera (swoją drogą trzeba mieć naprawdę wysoką samoocenę, aby nazwać głównego bohatera swoim imieniem i nazwiskiem), a otoczeniem. W czasie sytuacji kryzysowej klasa zachowała się w sposób dość okrutny – nie zależało im, aby uratować jak najwięcej swoich kolegów, tylko myśleli o swoim interesie. I to w sumie jest zrozumiałe. Ba! Nawet ten akapit poszedł by do plusów, gdyby nie... no właśnie, „gdyby nie”. Chodzi mi o zachowanie głównego bohatera – on pełni funkcję tego Pana Idealnego, który mimo obojętności ogółu, godzi się łaskawie na walkę ze złem... no dobra, może nieco przesadzam, bo to samo w sobie też jest plusem. Zgadzam się z postępowaniem Nobuakiego, z jego teoriami, a nawet nie do końca czystymi sztuczkami, które mają pomóc mu uratować przyjaciół. I tak samo jak z pierwszą częścią akapitu – jestem za! Więc z czym mam problem? Z tym całym zestawieniem. Różnica między postępowaniem otoczenia, a głównego bohatera (na razie) jest tak głęboka, że aż kole w oczy. Jednak, jako że widzę w tej mandze potencjał, pójdę na ugodę i zamiast całego punktu na minusie, dam jedynie połowę.
  Okej, czas na stronę techniczną! Zacznę jak zwykle od kreski. Muszę przyznać, że bardzo podobają mi się rysunki. Postacie nie są za słodkie, całkiem sympatycznie wyglądają, a kiedy jest taka potrzeba (np. sceny śmierci, widok trupów, krew, mocne przeżycia wewnętrzne wymalowane na twarzy itd.) udaje się kresce wpasować w klimat. Ogólnie mocy plus. A drugi, za przepiękną, kolorową okładkę, która urzekła mnie od razu :) Wizualnie jest genialne!
I taki mały plusik dla autorów za coś co mi (i nie tylko) bardzo przydało do gustu, czyli małe, podpisane nazwiskami i numerami z dziennika („Król” przy wydawaniu rozkazów posługuje się również tą liczbą) portrety uczniów. Nie dość, że bardzo jest to przydatne, to do tego pierwszy raz spotykam się z czymś takim w pierwszym tomie (czasem w mangach pojawiają się podobizny bohaterów, jednak tylko od minimum drugiego tomu).



Podsumowując: Miłe, krótkie, przyjemne i wciągające. Chwilowo niewiele mogę o mandze powiedzieć, ale ma potencjał.

Moja ocena: 8,5/10



Harpia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz