W tym momencie zerwał się silny wiatr i Emmy spojrzała przerażona w górę. Ona i smok zerwali się z ziemi. Wyglądali, jakby uciekali przed kimś, a ten ktoś w najmniej spodziewanym momencie ich dopadł. I to jeszcze przyleciał na ogromnym niebieskim smoku, a nie jak normalny człowiek, przyszedł lub przyjechał samochodem. Bo właśnie takiego smoka zobaczyła Rita, gdy przeniosła wzrok w to samo miejsce, co przerażona nastolatka. Był naprawdę ogromny i zdecydowanie przerażający. Na jego grzbiecie, pokrytym pasmem kolców, siedział tajemniczy brunet. Wyglądał na około dwudziestopięciolatka. Przy jego czarnym, skórzanym pasie widoczna była długa pochwa, która zapewne kryła miecz. Był na niej wyszyty srebrną nicią smok wzbijający się w powietrze. Wystająca głowica zawierała piękny, zapewne prawdziwy, szafir. Wyraz twarzy mężczyzny zdecydowanie wskazywał na to, że był on zdenerwowany.
Smok zwolnił lot rozkładając skrzydła i z wielką gracją wylądował na skraju polany. Z bliska wydawał się jeszcze większy i, o dziwo, bardziej przyjazny. Jego wielkie, głębokie oczy koloru nieba uspokajały, każdego kto w nie spojrzał. Na pewno wyglądał bardziej przyjaźnie niż mężczyzna, który zeskoczył na ziemie i zmierzył wzrokiem zdezorientowaną Ritę. Najwyraźniej stwierdził, że nie stanowi większego zagrożenia, bo odwrócił się do niej plecami i popatrzył groźnie na przerażoną Emmy. Przybrała minę niewiniątka i powiedziała:
- Ale to wszystko wina tej głupiej książki Sary. - jęknęła, tym razem po angielsku, jakby próbując się usprawiedliwić. Ta wzmianka sprawiła, że Rita poczuła, że zupełnie nie ma pojęcia, co się wokół niej dzieje. Nie wiedziała o jaką książkę chodzi, kim była Sarah, ani stojący przed nią mężczyzna. Nie wiedziała też dlaczego tak bardzo przeraził Emmy.
Zapanowała krótka cisza, podczas której brunet złowieszczym wzrokiem wpatrywał się w Emmy. Przerażona nastolatka wysyłała oczyma Ricie niemą prośbę o pomoc, a ona oglądała wszystko, jakby trafiła do najlepszego filmu fantasy. Nagle mężczyzna oderwał wzrok od Emmy i spojrzał na Noctisa, tak jakby rozmawiali. Na twarzy Emmy zagościł wyraz ulgi, jakby niesłyszalna rozmowa mogła uratować ją z opresji. Rita nie zdawała sobie sprawy, że, mimo iż nic nie słyszała, to wokół niej rozbrzmiewała kłótnia, którą przerwało warknięcie czarnego smoka. Dziewczyna miała wrażenie, że zaraz rzuci się on na mężczyznę, ale tego nie zrobił. Wyraz twarzy bruneta trochę złagodniał i powiedział na głos, jakby podsumowując:
- Ok, ale masz posprzątać i czeka cię tydzień bez lodów oraz żadnych słodyczy.
- Tydzień? - jęknęła Emmy, która zdecydowanie nie była zadowolona z tak “lekkiej” kary, która dla niej była męczarnią.
- Jak będziesz jęczeć to będą dwa tygodnie. - zagroził mężczyzna, ale jego ton głosu nie był już gniewny.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale wtryniłeś nam się w rozmowę… - powiedziała przestawiając się na międzynarodowy język, coraz bardziej zagubiona w sytuacji Rita. W tym momencie brunet odwrócił się gwałtownie, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o tej dziewczynie na polance, która wyglądała trochę dziwacznie, nie wspominając o łepetynie w niebieskiej farbie i widniejącej na jej płaszczu krwi, którą dopiero teraz zauważył. Spojrzał na Emmy, jakby szukając oznak walki, ale szybko stwierdził, że krew nie należy do nastolatki. Popatrzył znów na przypominającą wariatkę dziewczynę, jakby oczekując dalszej wypowiedzi na temat, tego, co on złego zrobił. Jego wyraz twarzy znowu się zaostrzył. Rita widziała że to źle wróży i poprawiając torbę powiedziała:
- Spokojnie, spokojnie - uniosła ręce w geście obronnym odsłaniając wyszyty na jej torbie znak. Był to węzeł celtycki obwiązujący trzy różniące się czaszki - Nie była to przecież rozmowa typu “A może jutro podłożymy pod Big Bena bombę?”
Emmy zaczęła chichotać, ale brunet nie uspokoił się. Przeciwnie, jakby jeszcze bardziej się zdenerwował. Przez chwilę Ricie wydawało się, że ją zaatakuję, ale on tylko błyskawicznie obrócił się do nastolatki i rozejrzał się po polance. Śmignął na jej skraj i podniósł z ziemi jakiś owalny przedmiot, który dziwnie świecił. Następnie idąc w ich stronę powiedział:
- Masz natychmiast wsiadać na Noctisa. Lecimy do domu.- jego rozkazujący ton głosu skłonił Emmy do posłusznego wykonania polecenia. Wydawało się, że brunet nie znosił sprzeciwu. Sam podszedł do swojego spokojnego towarzysza i szybko wskoczył na niego, obrzucając Ritę wzrokiem pełnym wzgardy, zniesmaczenia i nienawiści. Co ona mu takiego zrobiła? Przecież tylko grzecznie zwróciła mu uwagę, z której i tak się taktownie wycofała. Rita spokojnym krokiem podeszła do stojącej niedaleko dziewczyny i zatrzymując się tuż obok Noctisa zapytała, nie spuszczając wzroku z mężczyzny:
- A tego co ugryzło?
- Nie wiem, ale coś mi się zdaję, że naprawdę muszę wracać do domu. On jak się zdenerwuje, to może być niebezpieczny, a ja i tak sobie u niego nagrabiłam robiąc mu bałagan w tych jego głupich papierzyskach. - odpowiedziała Emmy trochę przestraszona, a trochę zła, zapewne na te “papierzyska”.
- Złość za papiery? Skąd ja to znam - powiedział przypominając sobie, jak kiedyś przez przypadek zalała małą kupkę raportów Heather. Do dzisiaj pamięta to uczucie, kiedy myślała, że zginie.
- Tak, tylko ja je rozwaliłam razem ze stołem, regałem i oknem. - dodała nastolatka z trochę zmieszaną miną.
- Czyli była niezła imprezka? - zażartowała zielonooka. Dziewczyna nawet nie uśmiechnęła się, tylko spojrzała na rozmówczynię smutnym wzrokiem. Nie była w nastroju do żartów, a już szczególnie do naśmiewania się z jej własnych kłopotów. Rita pocieszająco poklepała ją po plecach.
- No dobra. Leć, bo ten gość sprawia wrażenie gorszego ode mnie. A ja muszę jeszcze tu posiedzieć i poczekać, aż ktoś po mnie posprząta. - powiedziała wskazując głową w miejsce, gdzie leżał martwy wampir. Wkurzony brunet popatrzył na obie dziewczyny, zapewne zastanawiając się, którą pierwszą ma ochrzanić. Emmy spojrzała na niego przepraszająco i wskoczyła na Noctisa. Oba smoki wzbiły się w powietrze i gdy wyleciały za linię drzew, zniknęły. Rita poczekała, aż oddalą się i po chwili wyciągnęła z torby telefon, ten sam z którego wcześniej wysłała sms-a z potwierdzeniem wykonania misji. Wybrała odpowiedni numer i zadzwoniła. Odpowiedział jej lekko zaspany głos. No tak, był w końcu środek nocy.
- Cześć Feliks! Nie przeszkadzam?
- Nie no skąd. W końcu sen mi nie jest w ogóle potrzebny - odpowiedział jej zirytowany głos.
- To dobrze. Słuchaj Feliks! Odpalaj sprzęt i powiedz mi jakie miejsce wskazuję ten chip, który razem z Clausem ostatnio stworzyliście.
- Ten, o którym tak jęczałaś, że jest ci zbędny, bo żaden cel ci nigdy nie uciekł i wciśnięcie ci go jest hańbą?
- Tak, ten. - przytaknęła teraz ona zirytowana. Zawsze jej musi podkreślić, że wycofuje się z własnych słów - Tylko szybko!
- Okej, okej. Już wcześniej połączyłem nadajnik z GPS-em w twojej komórce. Wyślę ci tylko kod aktywacyjny do tego sygnału.
- Nie mogliście tego prościej skonstruować? Dobra, mniejsza. - dodała, zanim Feliks zaczął swój wywód informatyczny, który mógłby recytować nawet przez sen.
- Ej, a tak w ogóle, to co ty do jasnej ciasnej gonisz?!
- Nie ważne, a co?
- Bo to leci nad Europą z niewyobrażalną szybkością i kieruje się w stronę morza! Ty ten chip w samolocie zgubiłaś czy jak?
Nie pytaj. Błagam, nie pytaj - pomyślała czarnowłosa. Mimo tylu rzeczy, które chłopak widział, w smoki nie uwierzy. Ona sama by w taką bajkę nie uwierzyła, gdyby nie spotkała się z dwójką ogromnych jaszczurów uzbrojonych w monstrualne skrzydła. Mruknęła cicho, że jest to mało znaczące i później mu wyjaśni. Rozłączyła się i po niecałej minucie dostała upragnionego sms-a z kodem. Zapowiadała się kolejna wycieczka.
Smoczyca (Helena Wąsik) & Harpia (Weronika Lis)
Smoczyca (Helena Wąsik) & Harpia (Weronika Lis)