piątek, 15 maja 2015

"Łowcy Gwiazd: Pęd Planet" - Rozdział 2 cz.3

W tym momencie zerwał się silny wiatr i Emmy spojrzała przerażona w górę. Ona i smok zerwali się z ziemi. Wyglądali, jakby uciekali przed kimś, a ten ktoś w najmniej spodziewanym momencie ich dopadł. I to jeszcze przyleciał na ogromnym niebieskim smoku, a nie jak normalny człowiek, przyszedł lub przyjechał samochodem. Bo właśnie takiego smoka zobaczyła Rita, gdy przeniosła wzrok w to samo miejsce, co przerażona nastolatka. Był naprawdę ogromny i zdecydowanie przerażający. Na jego grzbiecie, pokrytym pasmem kolców, siedział tajemniczy brunet. Wyglądał na około dwudziestopięciolatka. Przy jego czarnym, skórzanym pasie widoczna była długa pochwa, która zapewne kryła miecz. Był na niej wyszyty srebrną nicią smok wzbijający się w powietrze. Wystająca głowica zawierała piękny, zapewne prawdziwy, szafir. Wyraz twarzy mężczyzny zdecydowanie wskazywał na to, że był on zdenerwowany.
Smok zwolnił lot rozkładając skrzydła i z wielką gracją wylądował na skraju polany. Z bliska wydawał się jeszcze większy i, o dziwo, bardziej przyjazny. Jego wielkie, głębokie oczy koloru nieba uspokajały, każdego kto w nie spojrzał. Na pewno wyglądał bardziej przyjaźnie niż mężczyzna, który zeskoczył na ziemie i zmierzył wzrokiem zdezorientowaną Ritę. Najwyraźniej stwierdził, że nie stanowi większego zagrożenia, bo odwrócił się do niej plecami i popatrzył groźnie na przerażoną Emmy. Przybrała minę niewiniątka i powiedziała:
- Ale to wszystko wina tej głupiej książki Sary. - jęknęła, tym razem po angielsku, jakby próbując się usprawiedliwić. Ta wzmianka sprawiła, że Rita poczuła, że zupełnie nie ma pojęcia, co się wokół niej dzieje. Nie wiedziała o jaką książkę chodzi, kim była Sarah, ani stojący przed nią mężczyzna. Nie wiedziała też dlaczego tak bardzo przeraził Emmy.
Zapanowała krótka cisza, podczas której brunet złowieszczym wzrokiem wpatrywał się w Emmy. Przerażona nastolatka wysyłała oczyma Ricie niemą prośbę o pomoc, a ona oglądała wszystko, jakby trafiła do najlepszego filmu fantasy. Nagle mężczyzna oderwał wzrok od Emmy i spojrzał na Noctisa, tak jakby rozmawiali. Na twarzy Emmy zagościł wyraz ulgi, jakby niesłyszalna rozmowa mogła uratować ją z opresji. Rita nie zdawała sobie sprawy, że, mimo iż nic nie słyszała, to wokół niej rozbrzmiewała kłótnia, którą przerwało warknięcie czarnego smoka. Dziewczyna miała wrażenie, że zaraz rzuci się on na mężczyznę, ale tego nie zrobił. Wyraz twarzy bruneta trochę złagodniał i powiedział na głos, jakby podsumowując:
- Ok, ale masz posprzątać i czeka cię tydzień bez lodów oraz żadnych słodyczy. 
- Tydzień? - jęknęła Emmy, która zdecydowanie nie była zadowolona z tak “lekkiej” kary, która dla niej była męczarnią.
- Jak będziesz jęczeć to będą dwa tygodnie. - zagroził mężczyzna, ale jego ton głosu nie był już gniewny.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale wtryniłeś nam się w rozmowę… - powiedziała przestawiając się na międzynarodowy język, coraz bardziej zagubiona w sytuacji Rita. W tym momencie brunet odwrócił się gwałtownie, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o tej dziewczynie na polance, która wyglądała trochę dziwacznie, nie wspominając o łepetynie w niebieskiej farbie i widniejącej na jej płaszczu krwi, którą dopiero teraz zauważył. Spojrzał na Emmy, jakby szukając oznak walki, ale szybko stwierdził, że krew nie należy do nastolatki.  Popatrzył znów na przypominającą wariatkę dziewczynę, jakby oczekując dalszej wypowiedzi na temat, tego, co on złego zrobił. Jego wyraz twarzy znowu się zaostrzył. Rita widziała że to źle wróży i poprawiając torbę powiedziała:
- Spokojnie, spokojnie - uniosła ręce w geście obronnym odsłaniając wyszyty na jej torbie znak. Był to węzeł celtycki obwiązujący trzy różniące się czaszki - Nie była to przecież rozmowa typu “A może jutro podłożymy pod Big Bena bombę?” 
Emmy zaczęła chichotać, ale brunet nie uspokoił się. Przeciwnie, jakby jeszcze bardziej się zdenerwował. Przez chwilę Ricie wydawało się, że ją zaatakuję, ale on tylko błyskawicznie obrócił się do nastolatki i rozejrzał się po polance. Śmignął na jej skraj i podniósł z ziemi jakiś owalny przedmiot, który dziwnie świecił. Następnie idąc w ich stronę powiedział:
- Masz natychmiast wsiadać na Noctisa. Lecimy do domu.- jego rozkazujący ton głosu skłonił Emmy do posłusznego wykonania polecenia. Wydawało się, że brunet nie znosił sprzeciwu. Sam podszedł do swojego spokojnego towarzysza i szybko wskoczył na niego, obrzucając Ritę wzrokiem pełnym wzgardy, zniesmaczenia i nienawiści. Co ona mu takiego zrobiła? Przecież tylko grzecznie zwróciła mu uwagę, z której i tak się taktownie wycofała. Rita spokojnym krokiem podeszła do stojącej niedaleko dziewczyny i zatrzymując się tuż obok Noctisa zapytała, nie spuszczając wzroku z mężczyzny:
- A tego co ugryzło?
- Nie wiem, ale coś mi się zdaję, że naprawdę muszę wracać do domu. On jak się zdenerwuje, to może być niebezpieczny, a ja i tak sobie u niego nagrabiłam robiąc mu bałagan w tych jego głupich papierzyskach. - odpowiedziała Emmy trochę przestraszona, a trochę zła, zapewne na te “papierzyska”.
- Złość za papiery? Skąd ja to znam - powiedział przypominając sobie, jak kiedyś przez przypadek zalała małą kupkę raportów Heather. Do dzisiaj pamięta to uczucie, kiedy myślała, że zginie.
- Tak, tylko ja je rozwaliłam razem ze stołem, regałem i oknem. - dodała nastolatka z trochę zmieszaną miną.
- Czyli była niezła imprezka? - zażartowała zielonooka. Dziewczyna nawet nie uśmiechnęła się, tylko spojrzała na rozmówczynię smutnym wzrokiem. Nie była w nastroju do żartów, a już szczególnie do naśmiewania się z jej własnych kłopotów. Rita pocieszająco poklepała ją po plecach.
- No dobra. Leć, bo ten gość sprawia wrażenie gorszego ode mnie. A ja muszę jeszcze tu posiedzieć i poczekać, aż ktoś po mnie posprząta. - powiedziała wskazując głową w miejsce, gdzie leżał martwy wampir. Wkurzony brunet popatrzył na obie dziewczyny, zapewne zastanawiając się, którą pierwszą ma ochrzanić. Emmy spojrzała na niego przepraszająco i wskoczyła na Noctisa. Oba smoki wzbiły się w powietrze i gdy wyleciały za linię drzew, zniknęły. Rita poczekała, aż oddalą się i po chwili wyciągnęła z torby telefon, ten sam z którego wcześniej wysłała sms-a z potwierdzeniem wykonania misji. Wybrała odpowiedni numer i zadzwoniła. Odpowiedział jej lekko zaspany głos. No tak, był w końcu środek nocy.
- Cześć Feliks! Nie przeszkadzam?
- Nie no skąd. W końcu sen mi nie jest w ogóle potrzebny - odpowiedział jej zirytowany głos.
- To dobrze. Słuchaj Feliks! Odpalaj sprzęt i powiedz mi jakie miejsce wskazuję ten chip, który razem z Clausem ostatnio stworzyliście. 
- Ten, o którym tak jęczałaś, że jest ci zbędny, bo żaden cel ci nigdy nie uciekł i wciśnięcie ci go jest hańbą?
- Tak, ten. - przytaknęła teraz ona zirytowana. Zawsze jej musi podkreślić, że wycofuje się z własnych słów - Tylko szybko!
- Okej, okej. Już wcześniej połączyłem nadajnik z GPS-em w twojej komórce. Wyślę ci tylko kod aktywacyjny do tego sygnału.
- Nie mogliście tego prościej skonstruować? Dobra, mniejsza. - dodała, zanim Feliks zaczął swój wywód informatyczny, który mógłby recytować nawet przez sen.
- Ej, a tak w ogóle, to co ty do jasnej ciasnej gonisz?!
- Nie ważne, a co?
- Bo to leci nad Europą z niewyobrażalną szybkością i kieruje się w stronę morza! Ty ten chip w samolocie zgubiłaś czy jak?
Nie pytaj. Błagam, nie pytaj - pomyślała czarnowłosa. Mimo tylu rzeczy, które chłopak widział, w smoki nie uwierzy. Ona sama by w taką bajkę nie uwierzyła, gdyby nie spotkała się z dwójką ogromnych jaszczurów uzbrojonych w monstrualne skrzydła. Mruknęła cicho, że jest to mało znaczące i później mu wyjaśni. Rozłączyła się i po niecałej minucie dostała upragnionego sms-a z kodem. Zapowiadała się kolejna wycieczka.

Smoczyca (Helena Wąsik) & Harpia (Weronika Lis)

Poezja na temat



Poezja na temat
"Ortografia i Kropka"

1. Tęcza, wędka, wędrówka
to są znane słówka.
Łabędź, gęsty, kolęda
te wyrazy piszemy przez "ę"
niech to każdy zapamięta.

2. Gąszcz, wąsy, kąty,
kąpiel, pamiątka, trójkąty.
W tych wyrazach "ą" króluje,
więc się nikt nie buntuje.

Ten tydzień maturzyści rozpoczęli językiem polskim, więc postanowiłam napisać wierszyk ortograficzny. Mam nadzieję, że sie wam spodobał.
POZDRAWIAM KLAUDIA

sobota, 2 maja 2015

Era Huncwotów

Rozdział IV

James ruszył w stronę dormitorium Ślizgonów. Postanowił rozprawić się raz na zawsze z Severusem,nie mam tu na myśli jakiejś bójki, nie,James chciał tylko z nim porozmawiać.Idąc w środku nocy po pustych korytarzach mógł w spokoju zastanowić się co powie,czy będzie spokojny czy raczej stanowczy i wściekły,może lepiej nie no bo co powiedziałaby Lily ? Nie byłaby zachwycona a przecież chciał wzbudzić w niej podziw i sympatie a nie nienawiść.
-Jak mogłeś ją tak olać ? Czekałą na Ciebie całą noc,Ty nazywasz się jej przyjacielem ? O tak,tak będzie dobrze albo może bardziej ostro ? Rozumiem że jako egoistyczny Ślizgon myślisz tylko o sobie ale twoja ''przyjaciółka'' czekała na twój szanowny interes całą noc ! To też dobre ale...-nagle z głębi korytarza James usłyszał dziwy dźwięk,jakby jęk albo płacz ? Pierwsze co przyszło mu do głowy to obrazy które obudził ? Machnął więc różdżką i blask który wydobywał się z niej natychmiast zgasł.Dźwięk jedank nie ustawał,coś wciąż jęczało i to coraz głośniej.James jeszcze raz machnął różdżką by światło na nowo się pokazało po czym odwrócił się
-Halo ? Ktoś tam jest ? Syriusz to Ty ? Wyłaź a nie robisz z siebie głupka !
-Wypraszam sobie ! -z ciemności wyłoniła się postać Bezgłowego Nicka
-Ach to tylko Ty Nick -powiedział z ulgą,nie był pewny czy w tym momencie chciałby żeby ktoś z nim szedł.Wolał załatwić to sam,jak mężczyzna.
-No wiesz ! Jak możesz ! Taka zniewaga i to jeszcze z ust Gryfona !
-Przepraszam cię ale wiesz,spieszę się a Ty trochę wybiłeś mnie z rytmu
-Z rytmu,pff ja mógłbym powiedzieć to samo
-To znaczy ?
-Co noc przechadzam się po tych korytarzach i próbuję coś ze sobą zrobić,dziś postanowiłem zaśpiewać a swoim darciem tylko pomyliłeś mi melodie !
-Ty śpiewałeś ?
-A nie było słychać ?
-No tak,w sumie faktycznie coś było słychać -dodał z rozbawieniem
-A Ty dokąd się wybierasz ?
-Muszę z kimś porozmawiać,to osobista sprawa
-Ach rozumiem,sprawa honoru !
-Można to tak nazwać
-W takim razie pozwól że cię odprowadzę,dokąd zmierzamy ?
-Do Slytherinu
-No to szybko -powiedział po czym zamienił się w coś co swoim kształtem przypominało piłkę to tenisa a jednocześnie świeciło tak jasno,niczym latarnia.Dzięki duchowi James dość szybko dotarł do Ślizgonów.Zwykle wszyscy omijali to miejsce ponieważ nie wyglądało ono zbyt dobrze.Zimne marmurowe kolumny i węże które je owijały odstraszały natrętnych a i położenie dormitorium nie było zbyt łatwe do odnalezienia.James podszedł do kamiennej ściany która swoim wyglądem nie wyróżniała się zbytnio jednakże była przejściem.
-Hasło! Zapomniałem całkiem o haśle
-Pozwól chłopcze.Hasło to ,,Czystość ponad wszystko'' -po tych słowach ściana zaczęła się przesuwać i ukazało im się dormitorium Slytherinu
-Dalej pójdę sam
-Powodzenia -powiedział Nick po czym zniknął.James jeszcze przez chwile zastanawiał się czy to aby na pewno dobra decyzja no bo co jeśli zostałby np. przyłapany przez Slughorn'a ? Nie,trzeba to zrobić,wziął głęboki oddech po czym wszedł do środka.W głowię wymyślał sobie tysiące dialogów,co powie i co odpowie Snape i tak w kółko.Jednocześnie rozglądał się po całym dormitorium. Przeważał tu kolor zielony i srebrny,stało tu wiele kolumn i wiło się wiele węży.James zastanawiał się gdzie mógłby być teraz Severus,może siedzi gdzieś tu albo już śpi ? Nagle zobaczył jak w oddali świeci się jakieś światło, zdawało mu się że słyszy Snape'a ale nie był tego pewny,podszedł bliżej i ku jego zdziwieniu zobaczył nie tylko Severusa ale i Malfoy'a.
-I co się tak zamartwiasz Sev ? Ona nigdy na Ciebie nie zasługiwała
-Ona ...była moją przyjaciółką,myślałem że ja też...
-Severus to Gryfonka ! Przecież wiesz jacy oni są ! Czegoś Ty się spodziewał po takiej wywłoce ? -w Jamesie zawrzało. Ledwo się powstrzymywał żeby tam nie podpiec i nie zrobić im krzywdy
-Nie mów tak,ona była inna niż wszyscy -powiedział załamany po czym wziął łyk wina które stało przed nim
-Wszystkie takie są,nie przejmuj się tylko się napij -powiedział po czym i on upił trochę z kieliszka
-Może masz rację
-Oczywiście że mam ! Mmm wiesz ja nie mogłem nigdy zrozumieć jak możesz przyjaźnić się ze Szlamą -po kolejnej obeldze James nie wytrzymał.Wyciągnął różdżkę i rzucił w stronę Lucjusza najmocniejsze zaklęcie jakie znał a następnie podbiegł do przerażonego Sevrusa i przystawił mu różdżkę do klatki piersiowej
-Opanuj się !
-Powiedz co miałoby mnie od tego powstrzymać ?
-Czyś Ty oszalał ? Przecież ja nic nie zrobiłem !
-Urodziłeś się ! I to był twój największy błąd ! -już miał rzucić zaklęcie,już miał dać mu nauczkę ale co by pomyślała Lily ? Że kim jest ? Bandytą który zranił jej przyjaciela ? Nie może tego zrobić.Opuścił różdżkę i odszedł a przy wyjściu rzucił na odczepnego
-A ona myślała że jesteś inny,myliła się,jak zawsze względem Ciebie