wtorek, 28 kwietnia 2015

"Łowcy Gwiazd: Pęd Planet" - Rozdział 2 cz.2

***
Rita usłyszała za plecami szelest liści. Gwałtownie odwróciła się. Za nią stała młoda, może siedemnastoletnia dziewczyna, która najwyraźniej zeskoczyła z drzewa, ponieważ lekko się zachwiała, lecz chwilę później odzyskała równowagę. Miała czarne, pocieniowane włosy, których najdłuższe pasemka sięgały ramion. Nosiła długą, szarą bluzę i ciemne dżinsy wpuszczone w wysokie trampki, które sięgały jej kolan z różnokolorowymi sznurówkami, jedną fioletową a drugą niebieską Nie mogła być wampirem, na co wskazywała jej ciemniejsza karnacja. Wielkimi ciemnoszarymi oczami wpatrywała się w Ritę z zaciekawieniem. Jedynym elementem niepasującym do jej wyglądu był znajdujący się na jej plecach kołczan pełen strzał i łuk w kształcie dwóch szarych smoków splecionych rozdwojonymi językami, który trzymała w ręce.
Zielonooka od razu ustawiła się na tryb bojowy. Nie wiedziała kim była ta dziwna dziewczyna, ale sam fakt posiadania przez nią broni wzbudzał niepokój. Z resztą jest niemal pewne, że widziała ją w akcji. “Tak czy inaczej byłam trochę zbyt brutalna. Ale naprawdę mnie wkurzył tą farbą! Zresztą nie zakazuje tego zlecenie.” - pomyślała, jakby próbując się usprawiedliwić. Od rana miała zły dzień i instynktownie musiała się na kimś wyładować. Poza tym ciężko pozbyć się nawyków z poprzedniej pracy, a że średniowiecze było takie niebezpieczne to nie jej wina. Zresztą on też miał sporo na sumieniu. Inaczej nie byłoby jej tutaj.
Nie chciała tracić więcej czasu. Podniosła wolną - lewą rękę do czoła i przeciągnęła dwoma palcami na wysokości oczu, cały czas wpatrując się w nastolatkę. Szepnęła ciche Oblivionem -  słabe zaklęcie usuwające pamięć sprzed ostatnich dziesięciu minut. Nagle wokół głowy nieznajomej pojawił się zielony dym, który okrążył jej głowę i rozpłynął się. Jednak nastolatka nie zemdlała. Nawet nie zachwiała się, co bardzo zaskoczyło Ritę. Teraz upewniła się, że dziewczyna nie jest normalnym człowiekiem. Nie zmieniła ona swojej pozycji. Jedyną zmianą był jej wyraz twarzy, który teraz wyrażał zdziwienie i jeszcze większe zainteresowanie.
Nagle tuż przed nosem Rity coś przeleciało. Jej oczy zdążyły zarejestrować wielką kule otoczoną niebieską poświatą zrobioną niby z ognia, jednak ta tajemnicza substancja nim nie była. Pocisk przeleciał koło zszokowanej zielonookiej i trafił w znajdujące się za nią drzewo, które zajęło się ogniem. Oczy łowczyni zrobiły się wielkie jak pięć złoty. Oprócz zdumienia widać w nich było… ciekawość?
 - Spokojnie Noct. - powiedziała nieznajoma kucając i wpatrując się w puste miejsce obok niej. - To tylko zwykła dziewczyna. No może trochę dziwna, ale chyba mi nie powiesz, że lubisz wampiry. - dziewczyna rozmawiała z tajemniczym Noctem, jakby istniał na prawdę.
Super - pomyślała -  przyłapała mnie wariatka z wymyślonym przyjacielem. Heather chyba zapomniała mnie uprzedzić o jakimś tutejszym psychiatryku dla czarownic.
 - Dobrze się czujesz? - zaczęła po włosku - Może zawołać twojego lekarza czy kogoś takiego… -
Dziewczyna odwróciła wzrok w stronę zielonookiej i spojrzała na nią dziwnym wzrokiem, jakby nic nie rozumiała. Wstała i zdziwionym głosem zapytała:
 - Po co mi lekarz, skoro czuję się dobrze? - odpowiedziała dziewczyna z ciemnoszarymi oczami płynnie, z idealnym włoskim akcentem.
 - Jesteś pewna..? - po zadaniu przez Ritę pytania kolejny, identyczny jak poprzedni pocisk przeleciał koło niej.
 - Noct! - powiedziała dziewczyna podniesionym głosem do swojego niewidzialnego towarzysza. - Jak ją trafisz to tym razem Peter będzie zły na ciebie. Nawet nie wiemy, kim ona jest, a ty cały czas w nią celujesz. Uspokój się. Przecież ona tylko pyta, czy nie potrzebuję lekarza. Może chodzi jej o psychologa? Wiesz, taka trauma po zobaczeniu jak ona morduje wampira. Przecież nie może wiedzieć, że ja je sama lubię zabijać.
 - O! Powiadasz, że lubisz zabijać, co? - Tak! To była dla Rity idealna okazja. Zarówno przeprowadzi jedynego świadka na swoją stronę jak i zdobędzie nowego członka dla Organizacji. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Co z tego, że dziewczyna wyglądała na niespełna rozumu? To Heather będzie się z nią męczyć, nie ona. - Może zechcesz rozwinąć tę myśl? Wiesz, instytucja dla której pracuję poszukuje takich ludzi jak ty. - uśmiechnęła się zachęcająco - Ale może zacznijmy od podstaw rozmowy. Jestem Rita. - wyciągnęła rękę w kierunku nastolatki, która odzwajemniła uśmiech i uścisnęła jej dłoń.
 - A ja jestem Emmy, a to jest Noctis. - odpowiedziała wskazując na swojego niewidzialnego przyjaciela. Ricie wydało się, że słyszy ciche mruknięcie, ale zignorowała je.
 - A twój towarzysz jest… - zaczęła, ale przerwała, bo w tej właśnie chwili przed jej oczyma ukazał się czarny sporawy smok - O ja cię!
 - Nigdy nie widziałaś smoka? - zapytała dziewczyna, widząc jej zdumienie.
 - Nie miałam takiej przyjemności…
 - Jak można nie widzieć nigdy smoka? Przecież ich jest pełno i zdecydowanie są to najpiękniejsze i najbardziej niesamowite istoty, jakie żyją na Ziemi. - powiedziała Emmy głosem pełnym zachwytu i uwielbienia dla tych stworzeń.
 - Wiesz, jakoś wydaje mi się, że wszystkie istoty nadnaturalne mnie nie lubią. Ciekawe dlaczego… - zastanowiła się Rita patrząc w miejsce, gdzie leżały zwłoki. - Może muszę dezodorant zmienić czy co?
 - Nie, to chyba nie kwestia zapachów, choć muszę przyznać, że niektóre smoki mają bardzo czuły węch i szerokim łukiem omijają wszelkie ostre zapachy. A tak w ogóle, to kim lub, tylko się nie obraź, czym jesteś?
 - Wątpię, żebyś o takich jak ja słyszała. Nie spotkasz nas w żadnej książce. - uśmiechnęła się - Włoscy naukowcy i dawni czarodzieje nazwali nas Detenuti. Aktualnie wtajemniczeni powiedzieliby, że jesteśmy chodzącymi zwłokami. Tyle powinno ci wystarczyć. - nie cierpiała opisywać siebie i swojego “gatunku”. Ogólnie nie była typem rozmówcy. Co ją dzisiaj wzięło na zwierzenia?- Ale skoro mniej więcej rozumiesz czym jestem to może opowiesz coś o sobie, bo widzisz, nawet w nadnaturalnym świecie, kiedy masz przy boku smoka, to nie jest normalne.
Dziewczyna, jakby szykując się na dłuższą opowieść usiadła po turecku na trawie i zaczęła mówić:
 - Jestem Opiekunką. - powiedziała z dumą w głosie.
 - Opiekunką do dzieci? - zapytała kompletnie zbita z tropu łowczyni. Emmy spojarzała na nią z oburzeniem. Smok podniósł głowę i patrzył z zainteresowaniem, czy jego partnerka przypadkiem nie zaatakuje tej wariatki, która zdecydowanie nie przypadła mu do gustu i wiedział, że na razie nie jest blisko tego, aby ją polubić. Dziewczyna jednak nie ruszyła się z miejsca, tylko odpowiedziała z irytacją w głosie.
 - Opiekunką smoków, oczywiście. Wiesz opiekuję się smokami. - dodała, jakby nie była pewna, czy Rita wie, co to znaczy “Opiekunka”.
 - To mów po włosku, a nie. Ja o niebie, ty o chlebie - pokręciła z irytacją głową. Zapowiadała się ciężka rozmowa. A to niby takie proste i oczywiste rzeczy. -Dobra, kontynuuj. Nie będę ci przery..

Smoczyca  (Helena Wąsik)  &  Harpia  (Weronika Lis)

piątek, 17 kwietnia 2015

Poezja na temat


Poezja na temat
"Wiosna tuż tuż"
Wreszcie słoneczko wyszło zza chmur,
po tygodniu pełnym łez.
Teraz uśmiechnie się nawet gbur,
zobaczywszy piękny bez.
Kwiaty kwitną, drzewa pąki puszczają,
a małe pszczółki miodek nam dają.
Zwierzątka z norek zaczynają wychodzić,
nowy świat zaczyna się rodzić.

Mam nadzieję,że spodobał wam się mój wierszyk.
Korzystając z okazji chciałabym w swoim imieniu oraz całej naszej ekipy życzyć POWODZENIA wszystkim trzeciogimnazjalistom!Trzymamy za was kciuki!!!
POZDRAWIAM KLAUDIA ; )

wtorek, 14 kwietnia 2015

„Ania z Zielonego Wzgórza” - Lucy Maud Montgomery - recenzja

Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery

Maryla i Mateusz Cuthbertowie, mieszkający na farmie Zielone Wzgórze, decydują się zaadoptować chłopca z sierocińca.

Kiedy na Zielone Wzgórze przybywa jedenastoletnia Ania Shirley, pewne jest, że bardzo lubi mówić, ma niezwykle bujną wyobraźnię i zdecydowanie nie jest chłopcem.

Czy wrażliwa, pełna oryginalnych pomysłów dziewczynka znajdzie swoje miejsce wśród różnie do niej usposobionych mieszkańców wioski?

Powieść kanadyjskiej pisarki Lucy Maud Montgomery (1874-1942) to jedno z kilku nigdy nie starzejących się arcydzieł literatury dla dzieci i młodzieży. Książki o Ani znaleźć można na półkach nastolatek na całym świecie.”
Ania z Zielonego Wzgórza” Wydawnictwo Literackie  (tekst z okładki)


Wreszcie (albo może dopiero), po długiej przerwie wstawiam kolejną recenzję. Zdaję sobie sprawę z tempa mojej działalności, ale niestety - szkoła nie pojmuje moich blogerskich obowiązków. Na szczęście znalazłam, co nieco czasu na napisanie i wstawienie zamówionej recenzji. Zapraszam :)

„Ania z Zielonego Wzgórza” jest obowiązkową lekturą szkoły podstawowej. Sama przyznam, że kiedy ją czytałam po raz pierwszy podchodziłam do niej nieco sceptycznie (już nie pamiętam dlaczego). Mimo to przeczytałam ją od deski do deski i to w całkiem krótkim czasie. Nie mogę wam powiedzieć czy byłam ją oczarowana, czy tylko zadowolona. Pamiętam, nie żałowałam, że sięgnęłam po nią. Powiem wam za to jak się czułam po aktualnym przeczytaniu książki. To co mnie zaskoczyło to to, jak magia Ani działała na mnie teraz. Kiedy czytałam ją po raz pierwszy wywołała u mnie radość, zadowolenie. Teraz była mi obojętna, ale w pozytywny sposób (chodzi mi o to, że nie żałowałam czasu, ale gdybym jej nie przeczytała również bym nie żałowała). Nie wiem czy to wynika z ponownego zapoznania się z historią Ani, czy z mojego uosobienia. Nie mam pojęcia.

„Ania z Zielonego Wzgórza” ma wiele plusów. Chciałabym zacząć od największego pozytywu, czyli tytułowej Ani Shirley. Postać ta wywołała u mnie sympatie głównie ze względu na to, że mimo swojej nieprzyjemnej przeszłości potrafiła być szczęśliwa. Mimo, że los cały czas kład jej kłody pod nogi ona w końcu znalazła rodzinę, przyjaciółkę, dom. Podoba mi się jej optymizm. No i oczywiście to jak jej obecność wpłynęła na mieszkańców wioski. Kolejna zaleta Ani to jej osobowość – tej gaduły nie da się po prostu nie polubić. Jej wyobraźnia, wyrafinowane słownictwo, ciągłe odpływanie w świat marzeń, które często doprowadza do zabawnych sytuacji, jest czymś, co przywiązuje nas do niej. Oczywiście nie tylko Ania jest wartą uwagi postacią. Powieść Lucy Montgomery jest pełna takich bohaterów – Maryla, Mateusz, Małgorzata, Gilbert, Diana i wiele innych.
Kolejną zaleta jest zawarty w powieści humor – niezapomniane, zielone włosy Ani, połamanie drewnianej (chyba drewnianej, nie pamiętam) tabliczki na głowie Gilberta czy chociażby sok malinowy na pierwszym przyjęciu herbacianym Ani.
Nie potrafię rozdzielić zalet tej książki na osobne cechy. Całość jest czarująca, a ja wyodrębniłam tylko te elementy, które najbardziej się przyczyniły do mojej sympatii w stosunku do „Ani z Zielonego Wzgórza”.

Jeżeli chodzi o wady to mam tylko jedną, jednak ona bardzo mocno dotyczy mojego gustu. Tym minusem (albo raczej minusikiem) jest to, że osobiście wolę książki historyczne, fantastyczne czy kryminały. Takie, w których występują zagadki, walki i przede wszystkim czarne charaktery - wrogowie. Tego mi potrzeba, aby książkę nazwać "bajeczną". Ale niestety nie można się spodziewać po powieści obyczajowej występowania wielkiego lorda wampirów chcącego unicestwić ludzkość, nieprawdaż?

Podsumowanie:
Cud, miód i orzeszki! Ale lorda wampirów nie było...

Ocena – Mocna 5
Dziękuję za uwagę!

Harpia


"Eri i smok" Jacek Inglot - Recenzja

Jacek Inglot „Eri i smok”


Rudowłosej Eri, dziewczynce o niezwykłym darze, została powierzona misja - musi wraz ze smoczym jajem dotrzeć do Lyrie, gdzie mieszka dobra wróżka Ewanna. W tej niebezpiecznej wędrówce towarzyszą jej Kołatek, gnomek o mężnym sercu, Wergiliusz, były zbójca i poeta, oraz poczciwy skrzat Bajazy. W pościg za nimi ruszają wuki, straszliwe sługi Widukinda, czarnoksiężnika pragnącego władzy nad światem. Bo mający się wykluć smok da niezwyciężony oręż temu, kto będzie przy jego narodzinach i nada mu imię. 
Czy Eri i jej towarzysze zdołają uchronić smoczątko przed zbrodniczymi zakusami okrutnego czarnoksiężnika Widukinda?”

„Eri i smok” Wydawnictwo Skrzat (tekst z okładki)


 Bajka. Jeśli ktoś chce przeczytać bardzo mądrą bajkę, to polecam. Ja czytałam sobie tę książkę do poduszki kiedy miałam 10 lat. Jest całkowicie bezpieczna dla dzieci w każdym wieku, ale choć nie ma żadnych brutalnych scen to i tak jest bardzo dobra.
Czyta się lekko, żadnego skomplikowanego słownictwa. Zwykła powieść dla dzieci, którą może przeczytać każdy. Bohaterowie i fabuła nie jest skomplikowana, choć cała książka jest wciągająca i ciekawa, i nawet czasami może zaskoczyć.
Jedyny minus: jest to bajka. Ja osobiście nie obraziłabym się gdyby była choć jedna poważna bitwa lub chociaż prosta walka. No ale cóż, nie można mieć wszystkiego na raz…
Jeszcze zatrzymam się na chwilę przy smoku. Oczywiście, ja osobiście sam wątek wojny smoków (zamierzchła przeszłość w książce) bardziej bym rozwinęła (a najchętniej to napisała osobną książkę =)). No więc smok: uroczy, niewinny, zupełnie bezbronny, no cóż, na smoki można patrzeć z różnej perspektywy, ta mi zdecydowanie pasuje  =) .
 Podsumowując, na długi wieczór (lub długą bezsenną noc) idealna, żeby przeczytać piękną i pouczającą bajkę. Mimo tego, że to książka dla dzieci, jest ona bardzo mądra. Książki dla dzieci powinny być czytane przez starszych, ponieważ jest w nich ukryte drugie dno, którego dzieci nie wyłapują. Historia młodej dziewczyny, która poświęca wszystko, całe swoje życie po to, aby ochronić świat. Wiele przygód, niebezpieczeństw, etc. itp. itd. Szczerze fabuła jest... dla dzieci. Ale mimo to opowieść uczy o prawdziwej przyjaźni, miłości i poświęceniu, oraz o tym, jak władza odmienia ludzi i robi z nich potwory, które zabijają bez większego powodu, bo, pozwolę sobie zacytować pewne anime: „Ludzie nie zabijają. Potwory zabijają. Wojna jest potworem, chciwość i władza również.”*
Moja ocena: 5 (bo nie było żadnej walki…)
Pozdrawiam
Smoczyca
Ps. Przepraszam, że jakoś tak krótko i niemrawo, ale jestem trochę chora, więc proszę mi wybaczyć, przy następnej się bardziej postaram =)




*anime „Densetsu no Yuusha no Densetsu”

czwartek, 9 kwietnia 2015

"Łowcy Gwiazd: Pęd Planet" - Rozdział 2 cz.1

Rozdział 2

Gęsty, mroczny las na obrzeżach Rzymu. W jego centrum ukryta przed spojrzeniami ciekawskich mała fabryczka roztaczała aurę tajemniczości i grozy. Dawniej szare, grube mury teraz pociemniały przeistaczając swój kolor w smolastą czerń. Powybijane okna i zabite grubymi dechami drzwi nie wzbudzały poczucia bezpieczeństwa, a tym bardziej nie sprawiały, że budynek robił się przytulniejszy Chyba że jesteście fanatykami horrorów. To już inna sprawa. Za resztkami szyb we framugach tlił się słaby płomień lampy naftowej, pamiętającej czasy świetności fabryki. Nasuwa się pytanie, kto w tak upiornym i nieprzyjemnym miejscu wprowadził światło do tego mrocznego budynku? Prawda była dość niecodzienna i realiści z pewnością wybuchnęliby głośnym, szczerym śmiechem. W końcu, kto przy zdrowych zmysłach uwierzyłby w żądne krwi, paranormalne monstrum?
Rita niestety wierzyła. Wierzyła, bo w końcu od wielu lat miała styczność z istotami TEGO pokroju. Co gorsza ona należała do tych co pilnowali, by „małe wampirządka” nie wymordowały całych wsi. Niestety to troszeczkę sobie nagrabiło.
Dziewczyna wpatrywała się w okna wyszukując cienia tamtejszego lokatora. Wolała zajść go w dyskretny sposób. W końcu nie wszystkim może podobać się konfrontacja twarzą w twarz z wygłodniałym potworem. Uważając na każdy krok powoli zbliżyła się do dziury w niedokładnie zabitych drzwiach. To właśnie tędy odrzutek Heliosa wchodził do fabryki. Wyciągnąwszy swój nieodłączny miecz, na którego głowni widniał wygrawerowany napis “Wieczna Chwała” w języku łacińskim, ostrożnie podążyła wgłąb zagraconego różnymi zakurzonymi pudłami przejścia. Po obu stronach miała wielkie maszyny, których zastosowanie było bliżej nieznane. Szła parę minut, a z każdym metrem pomieszczenie było bardziej zagracone i w większym nieładzie. Całość wyglądała, jakby po pokoju przeszedł niemały huragan.
Nagle za nią rozległy się ciche kroki. Jako, że jej słuch jest niesamowicie wyostrzony, wiedziała że cel znajduję się jakieś dziesięć-jedenaście metrów za nią. Zastanawiało ją, jak w tak niesamowitym tempie jej przeciwnik zdążył zejść z pierwszego piętra i zakraść się za nią, skoro schody znajdowały się tuż przed nią. Gdyby zeskoczył spokojnie usłyszałaby go. Kroki robiły się coraz głośniejsze, a ona udając, że ich nie słyszy zaczęła przygotowywać się do odparcia ciosu, który przeciwnik na pewno wyprowadzi w jej kierunku. Chód zmienił się w bieg, a Rita instynktownie odwróciła się blokując mieczem metalowy pręt. Wampir cofnął się niczym oparzony, a pręt wypadł mu z dłoni. Teraz stał w świetle lampy i dziewczyna mogła mu się przyjrzeć.
Był od niej wyższy. Z resztą, większość osób była od niej wyższa. Przywykła do tego. Miał długie, przetłuszczone, potargane brązowe włosy, a na twarzy widniał kilkudniowy zarost. Jego oczy miały charakterystyczny dla wygłodniałego wampira błysk, który u normalnego człowieka budził przerażenie. Ona była już na to odporna.
Uśmiechnęła się do niego niczym psychopatyczne dziecko. Nie wiadomo czemu, ale mężczyzna posłał jej przerażone spojrzenie. W końcu, nie na co dzień spotyka się młodą dziewczynę, wałęsającą się po opuszczonych fabrykach z mieczem i uśmiechem obłąkańca. Zrobił krok do tyłu, co ona wykorzystała. Zamachnęła się mieczem, lecz wampir zdążył odskoczyć, a jej oręż boleśnie zagłębił się w jego ramieniu. Lepiej w ramieniu niż sercu, gdzie wcześniej celowała. Przeciwnik widząc, że atakująca go dziewczyna nie zawaha się go zabić ruszył pędem w stronę wyjścia. Rita nie miała zamiaru odpuścić i ruszyła za nim. Nie chciała mieć niezaliczonej choćby jednej misji. Leon by ją śmiechem zabił. Była coraz bliżej. Jeszcze parę kroków i jej miecz go dosięgnie. W tym momencie wampir chwycił leżącą na jego drodze puszkę i chlusnął tajemniczą substancją prosto w dziewczynę. Rita zatrzymała się gwałtownie. Tajemnicza ciecz okazała się starą niebieską farbą. Teraz była naprawdę zdenerwowana. W ciągu całej swojej „kariery” pierwszy raz zdarzyło się, aby ktoś oblał ją farbą. Spotkała się z piaskiem sypniętym w oczy, atakiem wściekłych psów, wilków czy choćby ścianą płomieni. Ale farba!? To już była lekka przesada. Starła rękawem warstwę zalewającą jej oczy i ze złością stwierdziła, że mężczyzna zdążył uciec z fabryki.
- Będzie umierał boleśnie – mruknęła ruszając pędem za nim. Przeciwnik skierował się w głąb lasu. Nie zauważyła, kiedy nogą przewróciła zapaloną lampę naftową.


***
 
Kurde, Noct, ale nie powinno być tak źle. Ja przecież tylko rzuciłam książką. Czy ja zawsze muszę coś rozwalać? Przecież po ostatnim razie, jak zdemolowałam strzelnice, to Peter przez miesiąc nie da mi zjeść lodów. - narzekała Emmy trzymając w prawej ręce dopiero co zdobyte jajo, a Noctis ze spokojem wysłuchiwał jej tyrady przygotowując się na kolejną, jak wrócą do domu i Opiekunowie znowu ukarzą niesforną przyjaciółkę lub raczej wychowankę.
Ja nie chcę mieć znowu kary, ale z drugiej strony nie powinno być tak.... - urwała w pół słowa, ponieważ coś śmignęło obok niej. Jej doskonały wzrok zarejestrował mężczyznę, który zdecydowanie gdzieś się spieszył. Zauważyła też, że krwawił z lewego ramienia.
Coś go goni? - zapytała Noctisa zaintrygowana i jako odpowiedź na jej pytanie przebiegła parę kroków dalej kolejna postać. Emmy nie zastanawiając się długo poszła za nimi. Smok nie zadowolony, że jego Opiekunka znów pakuje się w kłopoty niechętnie podreptał za nią. Zatrzymał się nagle, ponieważ i ona stanęła przed małą polanką, na której zatrzymało się dwoje nieznajomych. Emmy bez zastanowienia odłożyła jajo na ziemię, wzięła łuk i kołczan, który przerzuciła przez ramię i zaczęła wspinać się na najbliższe drzewo, żeby pozostać niezauważoną i mieć dobry widok.
I znowu pakujesz się w kłopoty. - zganił ją Noctis.
Wiem, ale co to by było za życie bez kłopotów? Chyba strasznie nudne. - gdyby smok mógłby wzruszyć ramionami, ten na pewno zrobiłby to w tym momencie. Jej nie dało się przemówić do rozumu. Dla niej całe życie było jedną wielką przygodą, którą trzeba było po prostu przeżyć.
Skupiła się na scenie rozgrywającej się przed nią. Dwie niesamowite postacie, które z pewnością nie były ludźmi stały naprzeciwko siebie. Obie dosyć oryginalne. Starszy mężczyzna zdecydowanie był wampirem. Emmy aż się wzdrygnęła na jego widok. Nie znosiła wampirów. Przeniosła wzrok na drugą postać. Budziła zainteresowanie swoją niezwykłością. Była to dość młoda dziewczyna o kruczoczarnych włosach sięgających do jej pasa, choć jej czubek głowy był cały w niebieskiej farbie. Była odwrócona do Emmy tyłem, więc nie widziała jej twarzy, ale jej białe jak kartka papieru dłonie trzymały piękny miecz.
- Wiesz da Vinci, że nie masz po co uciekać? - warknęła dziewczyna. Po jej tonie głosu można było spokojnie stwierdzić, że to ona była łowcą, a mężczyzna nieźle sobie u niej nagrabił.
Popatrzył na nią nieprzytomnym wzrokiem. Był zmęczony i głodny. Powoli zdrowy rozsądek od niego odchodził, a niemal zwierzęca natura próbowała się wyrwać i przejąć kontrolę nad jego cherlawym ciałem. W końcu jej się to udało, bo wampir bez zastanowienia rzucił się na czarnowłosą. Dziewczyna bez problemu uniknęła ataku przesuwając się w bok i ze złośliwym uśmieszkiem przyglądała się jak przeciwnik niczym pijany potyka się i wywija pięknego orła kończąc z nosem w trawie.
- No nie żartuj! Taki agresywny i nieprzyjemny byłeś, a teraz się wylegujesz? Rozczarowujesz mnie, mój drogi - zakpiła. Widać było, że gardzi mężczyzną. Tylko czy było to spowodowane nienawiścią do jego gatunku, czy tajemniczym pojawieniem się farby na jej włosach? A może i jednym, i drugim? - Miałam cię jeszcze długo pomęczyć, ale ty nie jesteś tak zabawny jak reszta TWOICH. Oni przy najmniej coś robią.
Brutalna. - pomyślał Noctis, który przyglądał się całej scenie siedząc na skraju polany.
Czasami zazdroszczę ci tego, że jesteś dla niektórych niewidzialny. Drzewa nie są tak wygodne jak trawa. - odpowiedziała Emmy wiercąc się na gałęzi i wcale nie przejmując się przerażającymi pogróżkami nieznajomej. Zupełnie nie obchodziło ją, co miała zamiar zrobić z tym wampirem.
Jeśli ona go nie zabije, to ja to zrobię. - przekazała swój pomysł smokowi, który ze zgorszeniem pokręcił głową.
Mam nadzieję, że zrobi to ona, bo inaczej Peter będzie jeszcze bardziej wściekły, że wdajesz się w bójki z pierwszym lepszym napotkanym wampirem.
Mężczyzna na dole podniósł się z trawy i ponowił próbę ataku. Tak samo, jak w poprzednim przypadku, dziewczyna z lekkością piórka uniknęła go.
- Wiesz może, dlaczego tu jestem? Może mam ci to uświadomić? - zapytała. - Przypomnieć ci twoje ofiary, czy jak wolisz pożywienie? Mi obojętne, jak to ujmiesz. Dla mnie bardziej się liczy wykonanie roboty szybko i solidnie.
Dziewczyna kucnęła obok niego. Najwyraźniej była tak pewna swoich zdolności, że olała wszelkie środki ostrożności. Mężczyzna chyba nie miał ochoty ponowić ciosu. Prawdopodobnie głodował od kilku dni, bo każdy jego ruch kosztował go wiele wysiłku. Wampir coś powiedział. Niestety Emmy nie słyszała go z tej odległości. Dziewczyna też miała z tym lekki problem, bo nadstawiła uszu.
- Co tam mamroczesz? Mam zamilczeć? Czyżby wyrzuty sumienia? Trzeba było o tym wcześniej pomyśleć. Wyjaśnijmy sobie jedną sprawę: ja z tobą nie rozmawiam. Ja ci uświadamiam jak bardzo podrzędną jesteś istotą. A wiesz co jest w tym najzabawniejsze? Że ja jestem o tysiąckroć gorsza od ciebie. - czarne kosmyki zasłoniły jej twarz. 
 Emmy, choćmy stąd, bo ta wariatka coraz mniej mi się podoba. - pomyślał Noctis. Był zirytowany i ta dziewczyna zdecydowanie nie przypadła mu do gustu mimo, iż chciała zabić wampira. Jednak nie zmieniało to faktu, że zachowywała się jak psychopatka.
Oj poczekaj jeszcze chwilę. - odpowiedziała Opiekunka, zdenerwowana ciągłym narzekaniem smoka. Ta cała sytuacja zaczynała ją coraz bardziej ciekawić, a tajemnicza czarnowłosa intrygować. Owszem, zachowywała się jak osoba, która ma trochę nierówno pod sufitem, ale na pewno Emmy nie miała równiej od niej. Może nie miała ochoty torturować wampirów, ale na pewno by go nie oszczędziła.
Dziewczyna wstała i rozluźniła mięśnie. Popatrzyła na nieruchomą, ale jeszcze żywą postać mężczyzny.
- Chyba będę się już z tobą żegnać, mój drogi. Możesz czuć się zaszczycony. Jesteś pierwszym moim celem, z którym pogadałam. Mam nadzieje, że w następnym wcieleniu będziesz czymś bardziej ludzkim.
Uniosła miecz i przebiła nim wampira, przybijając go przy okazji do ziemi. Mężczyzna krzyczał z bólu, ale ona udawała, że tego nie słyszy. Poczekała, aż przestanie się ruszać i upewniwszy się, że nie żyje wyciągnęła miecz. Machnęła nim parę razy w powietrzu strzepując krople krwi. Powoli wyciągnęła telefon i prawdopodobnie zaczęła pisać sms-a. Skończywszy wyjęła z torby, która była doskonale ukryta pod płaszczem, długi kawałek materiału. Przewróciła mężczyznę na plecy, jego ręce ułożyła wzdłuż tułowia, a całe ciało przykryła tkaniną. Nagle postać zniknęła, niczym za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Wyjęła z torby malutki woreczek i posypała miejsce, w którym znajdowało się ciało. Teraz niebieski proszek unosił się parę centymetrów nad ziemią.
Dobra, dosyć tego dobrego. Przekonajmy się, co to za wariatka. - powiedziała Emmy i ku przerażeniu Noctisa zeskoczyła na ziemię. W tej samej chwili dziewczyna odwróciła się i Opiekunka zobaczyła jej bladą twarz z dużymi zielonymi oczami. 

Smoczyca (Helena Wąsik) & Harpia (Weronika Lis)

sobota, 4 kwietnia 2015

Igrzyska Śmierci: Kosogłos - Recenzja filmu

Igrzyska Śmierci : Kosogłos cz.1

Pewnie wielu z was słyszało o przełomie książki pt.,,Igrzyska Śmierci'',historia opowiadająca o dyktatorskich rządach i podporządkowanym im ludowi których życie zmienia się przez pewną szesnastoletnią Katniss podbiła serca milionów nastolatków i nie tylko.Ta genialna opowieść doczekała się oczywiście swojej ekranizacji którą zachwycało się wielu ale czy była tego warta ?
Kosogłos, to ostatnia książka z całej tej niesamowitej trylogii która miała na celu  zakończyć naszą znajomość z Katnis Everdeen i znaleźć odpowiedzi na wszystkie nasze pytania.Producenci mieli przed sobą nie lada wyzwanie ponieważ jak powszechnie wiadomo zmorą wszystkich filmowych cykli jest kolejny epizod który buduje się na osiągnięciach poprzedniego co wcale nie jest takie łatwe jak może się to komuś wydawać.
W Kosogłosie cz.1 po raz kolejny spotykamy się z naszymi ulubionymi aktorami którzy podbili nasze serca swoją wspaniałą grą.Cudowna Jennifer Lawrence która na nowo wcieli w wojowniczą Katniss Everdeen staje przed olbrzymim zadaniem jakim jest poprowadzenie rewolucji.Powstanie ma doprowadzić do upadku dyktatorskich rządów prezydenta Snow'aw (tej roli Donald Sutherland) i przywrócić spokój w Panem.Dziewczyna do końca nie jest pewna czy podoła swojemu ''przeznaczeniu'' i czy uda jej się wytrwać w tak zaciekłą wojnę.Utrata ukochanego,śmierć przyjaciół i uraz jaki został jej po Igrzyskach wykańczają ją wewnętrznie i burzą jej świat.Katniss może liczyć jak zwykle na Gale(Liam Hemsworth) który szaleńczo w niej zakochany będzie się nią opiekował i dbał o jej bezpieczeństwo przez cały czas.Spotkamy się też z jej przyjaciółmi jakimi są  Effie(Elizabeth Banks) i Haymitch(Woody Harrelson) na których wsparcie dziewczyna będzie mogła polegać bezgranicznie.Na ekranie zagoszczą też najbliżsi bohaterki tzn.siostra i matka.Dzięki rewolucji poznamy też nowe postacie a co za tym idzie nowych wspaniałych aktorów m.in   Julianne ,Philip Seymour Hoffman,Natalie Dormer,Jeffrey Wright,Mahershala Ali i wielu innych.Czy uda się  obalić prezydenta Snow'a ale czy im to się uda ?
W sumie :
Film mimo iż jest pełen przemocy i brutalnych scen oraz gdzie nie gdzie odbiega od książki na prawdę jest wart obejrzenia.Spotkamy się tu także z wieloma wzruszającymi momentami i chwilami które zmuszą nas do głębszych przemyśleń.
Jeśli jesteś tego ciekaw zapraszam do przeczytania książki bądź do obejrzenia filmu który już od dawna gości w kinach :)
Julietss.

piątek, 3 kwietnia 2015

Poezja na temat






Życzymy wszystkim Wesołych Świąt Wielkiej Nocy !!!



Wielkanocne życzenia


1. Mówi królik do baranka,
jaka piękna ta pisanka.
Wtem z jajeczka wyszła kurka,
nastroszyła swoje piórka,
a baranek ciągle byczy,
że Wesołych Świąt wszystkim życzy.
2. Z okazji świąt Wielkiej Nocy życzę Ci:
uśmiechów bez liku przy wielkanocnym stoliku,
przyjaciół wielu, dużo w portfelu,
dyngusa mokrego i czasu radosnego.
3. Zajączka pięknego,
dyngusa mokrego,
miłości wiecznej,
drogi tylko mlecznej.
Świąt w szczęście owocnych
życzy Twój kurczaczek Wielkanocny.
4. Tęczowych pisanek,
na stole pyszności,
mokrego dyngusa
i wspaniałych gości.
Niech to będzie czas uroczy,
życzę miłej Wielkanocy.
5.Na Wielkanoc od króliczka,
niech Ci wpadną do koszyczka
niezła kasa i kiełbasa,
radość życia, coś do picia
i na miłość chęci tyle,
byś miał wszystko inne w tyle.
6. W poniedziałek rano zajączek zalany.
Kury z nim tancują, jajka mu malują.
Kogut wciąga kreskę, podkręca imprezkę.
Cala sala się buja, DJ gra ALLELUJA!
7. Zająca w koszyku, 
pisanek bez liku, 
uśmiechu Millera, 
wytrwałości Leppera, 
władzy Putina 
i pieniędzy Rywina.
8. Pamiętaj! One nie są do jedzenia!
Bo przecież z pisanek się wyklują 
Świąteczne Życzenia!
9. Dwa kurczaki w koszyku siedzą 
i rzeżuchę sobie jedzą, 
baran w szopie zioło pali, 
pewnie zaraz się przewali, 
ksiądz za stołem już się buja, 
Wesołego Alleluja!
10. Zgadnij kto? Zgadnij skąd, 
życzy Ci Wesołych Świąt? 
Nie myśl sobie, że to bajka, 
życzę Ci smacznego jajka. 
Niech tradycja wodę leje, 
bo zajączek dziś szaleje.
11.Zdrowia,szczęścia,pomyślności,
w pierwsze święto dużo gości.
W drugie święto dużo wody
(to dla zdrowia i urody).
Dużo jajek kolorowych,
świąt wesołych oraz zdrowych!
źródło: http://www.eska.pl/hotplota/news/zyczenia-wielkanocne-smieszne-smsy-na-wielkanoc-11-najlepszych-zyczen-wielkanocnych-dla-rodziny-i-przyjaciol/n/400

środa, 1 kwietnia 2015

"Łowcy Gwiazd: Pęd Planet" - Rozdział 1 cz. 2

Znacie tą irytacje, kiedy dochodzicie do punktu kulminacyjnego książki, główni bohaterowie są na granicy życia i śmierci, czarny charakter jest coraz bliżej zwycięstwa, a kiedy ma pojawić się coś, co diametralnie zmieni przebieg wydarzeń, ktoś lub coś wam przeszkadza. Zielonookie spojrzenie pełne takiego właśnie uczucia powędrowało na twarz nieszczęsnego pana Miecia, który oznajmił, że są na miejscu. Rita nawet nie zauważyła, kiedy minęli gęsty, ciemny iglasty las, do którego mało kto się zapuszcza ze względu na ciężką do przejechania drogę. Teraz stali na zapuszczonym parkingu przy małym barze w niewiele lepszym stanie. Na drugim końcu placyku bawiły się dwa małe koty.
Z brudnych ścian, które dawniej pewnie były białe odchodził tynk, a drewniane framugi okien poczerniały. Niemal wtopione w ścianę drzwi, niczym ciemna plama były ledwo widoczne. Ich obecność zdradzała tylko wystająca klamka. Ciemnoczerwone dachówki leżały wkoło ścian, jakby spadły z dachu i nikt ich nie zauważył. Na parapetach okien stały kwiaty w donicach. A właściwie „suche wióry”, które z nich zostały. Przed wejściem stało parę metalowych stolików. Metal zarówno na stolikach jak i krzesłach zdążył zardzewieć, a parasole wyglądały, jakby próbowało je rozszarpać stado dzikich zwierząt, jednak nie udało im się dosięgnąć wyżej niż krawędzi materiału. Całość wyglądała, jakby budynek był opuszczony od bardzo dawna. Jedynymi zadbanymi elementem był wiszący nad drzwiami szyld z napisem w trzech językach „Witamy w barze Spod Ciemnej Gwiazdy” oraz spory kwiat doniczkowy, w którym smacznie spało kolejne kociątko.
Pożegnawszy się ze staruszkiem, który nadal był lekko zdezorientowany poprzednim spojrzeniem dziewczyny, (Trudno się dziwić. Człowiek poświęcił swój czas, żeby po nią pojechać, a ta zamiast podziękowania obrzuca go niemal morderczym spojrzeniem) ruszyła w stronę baru. Nie śpieszyło jej się. W końcu i tak Heather ją ochrzani, to co to za różnica czy zrobi to teraz, czy za pięć minut. Pchnęła ciężkie drzwi, a ich skrzypienie rozniosło się po całym ciemnym pomieszczeniu. Stęchłe powietrze zaatakowało nozdrza Rity.
Wnętrze prezentowało się niewiele lepiej. Przez czarne od brudu szyby przedostawały się tylko niewielkie stróżki światła, w których widać było unoszący się kurz. Na zgniłych drewnianych ścianach wisiały ciemne obrazy, jakby autor przez przypadek rozlał czarną farbę na nie wszystkie. Całe pomieszczenie zajmowały wielkie, również drewniane stoły z ławami zamiast krzeseł, które zostały po poprzednim właścicielu, kiedy jeszcze mieściła się tu restauracja. Były one jednak tak samo zapuszczone jak cały budynek. Naprzeciw drzwi znajdował się barek z wysokimi krzesłami, a obok niego dwie pary drzwi – czerwone, nowsze oraz czarne. Za blatem siedział łysy mężczyzna z długą siwą brodą, masywnej postury. Nosił strój motocyklisty. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, a w rękach szklany kufel który starannie wycierał. Co jak co, ale naczynia lśniły czystością. Oprócz niego w kącie baru siedział inny mężczyzna, chowający się w cieniu.
Dziewczyna podeszła do baru uśmiechając się do barmana.
 - Siemasz Marc! - powitała łysego opierając się o blat i ściszonym głosem dodała – Przyszłam w tej sprawie co zwykle.
Barman wskazał kciukiem czerwone drzwi mówiąc, aby się nie krępowała. Mruknąwszy ciche podziękowanie skierowała się w ich stronę omijając przy okazji białego kota z czarną plamką na czole, który wylegiwał się na środku podłogi. Szybko weszła do malutkiego pomieszczenia na wszelakie graty. Stały tam stosy pudeł wypełnione rzeczami większej i mniejszej przydatności. Nie miało ono żadnego okna, ale mała żaróweczka świetnie radziła sobie z oświetlaniem magazynku. Czarnowłosa jednak nie potrzebowała jej. Mężczyzna siedzący w kącie był zbyt podejrzany. Nie można było pozwolić mu na zobaczenie choćby najmniejszego skrawka pomieszczenia. Z resztą Rita i bez światła znalazłaby to czego szukała – wielką dębową szafę stojącą naprzeciw wejścia. Otworzyła monstrualne drzwi i z rozmachem przesunęła kurtki oraz futra odkrywając tylną płytę szafy. Zaczęła ją dotykać. W końcu znalazła przycisk, który po naciśnięciu odsunął wielką płytę na bok ukazując kamienne schody prowadzące w dół. Powoli weszła do środka, a szafa jak na komendę zamknęła się za nią. Eh, ta technologia! - pomyślała.
Krok po kroku schodziła w dół spiralnymi schodami, a z każdym jej ruchem zapalała się kolejna pochodnia. Czarodzieje jednak potrafili dobrze odwalić swoją robotę. Po paru minutach schody skończyły się, a przed nią ukazał się szeroki na trzy metry, również kamienny korytarz. Nagle drogę zastąpiła jej mała kamienna postać. Miała drobne oczy przykryte krzaczastymi brwiami, o ile te ostre kamienie można nazwać brwiami. Ponad połowę twarzy zajmowały szerokie usta, a mało dopracowany nos posiadał miejsce ukruszenia. U ramion miał wielkie pokaźne skrzydła, które po rozprostowaniu zajmowały prawie cały korytarz.
Postać przyjrzała się twarzy dziewczyny, która niepewnie się uśmiechnęła. Mimo, że wiele razy korzystała z tego przejścia nigdy nie przyzwyczaiła się do gargulców. Były to stworzenia zimne i bez uczuć. Jedyną ich zaletą była bezgraniczna lojalność celu, do jakiego zostały stworzone. Powstały w końcu z zaklęcia czarodzieja, więc czegóż się spodziewać po sztucznym życiu?
Gargulec odwrócił się do Rity plecami i pofrunął spokojnie przed siebie, co było znakiem dla dziewczyny, aby podążyła za nim. Przemierzali korytarze, które rozdzielały się a wiele rozgałęzień, ale stwór wiedział którędy iść, czy raczej lecieć. Czasami, kiedy weszli w któryś korytarz przejście za nimi zostawało zablokowane przez ogromną ścianę, co nie robiło na gargulcu wrażenia. Rita nie cierpiała ich towarzystwa, ale cóż mogła zrobić? Tylko oni potrafili przemierzyć ten labirynt. Gdyby ktoś samotnie próbowałby się udać do bazy Bractwa na pewno by zabłądził i umarł z głodu. Jeśli nie, to zostałby rozszarpany przez te kamienne istoty. Stąd nikt obcy jeszcze nie wyszedł żywy. A do tego piekła prowadzi graciarnia starego baru. Genialne czy szalone? Na to każdy musi sam sobie odpowiedzieć.
Po paru minutach milczącej wędrówki, w której źródłem dźwięku były kroki dziewczyny i trzepot skrzydeł stwora doszli do dwumetrowych zdobionych drzwi. Ledwo stanęła przed nimi, a wrota same rozwarły się ukazując wielki hol. Było to nowoczesne wielkie pomieszczenie, od którego odchodziło wiele korytarzy i parę wind. W centrum znajdowała się ogromna rzeźba.
Pośrodku jej widniały trzy postacie w płaszczach do ziemi. Pierwszy to mężczyzna z ostrymi rysami twarzy i gęstą brodą. Minę miał poważną. Mimo, że nie było widać nóg, można było wywnioskować po ułożeniu szaty, że lewa noga jest o krok do przodu od lewej. Jego prawa ręka, wyciągnięta do góry dzierżyła miecz. Lewa zwisała bezwładnie wzdłuż ciała. Kolejną osobą, była długowłosa dziewczyna. Mierzyła z łuku do niewidzialnej zdobyczy. Oczy miała lekko zmrużone, jakby przyglądające się czemuś w oddali. Jej twarz wyrażała pełne skupienie. Ostatnią przedstawioną personą był starzec w szpiczastym kapeluszu. Zarówno kapelusz jak i kilku centymetrowa broda zakrywała twarz mężczyzny. Spod nakrycia głowy wystawały długie kosmyki włosów. Stał lekko przygarbiony, a w ręce trzymał czarodziejską laskę. Stali plecami odwróceni do wysokiego kamienia, który kształtem przypominał obelisk. Na nim został wyrzeźbiony i pomalowany znak organizacji – węzeł celtycki oplatający trzy czaszki –jedna normalna, druga ledwo widoczna oraz trzecia z wydłużonymi kłami. Obelisk z jednej z czterech stron był nienaturalnie pusty.
Rita nie raczyła zatrzymać wzroku na rzeźbach. Miała wiele czasu w okresie swojej pracy dla Bractwa Cienia, aby ją oglądać, że teraz nie była dla niej niczym szczególnym. Ruszyła w stronę pierwszego korytarza po prawo. Mijała wiele pomieszczeń takich jak sale informatyczne, gdzie przesiadywali hakerzy, sale konferencyjne, gdzie biurokraci dyskutowali ze sobą o inwestycjach czy nawet laboratoria, gdzie czarodzieje tworzyli nowe zaklęcia bądź warzyli tajemnicze mikstury, których dla własnego zdrowia lepiej nie dotykać.
Nagle korytarz skończył się, a przed dziewczyną pojawiły się nowoczesne drzwi z czarnego szkła. Zapukała do nich, a usłyszawszy zaproszenie powoli je otworzyła, niczym małe dziecko, które sprawdza czy w jego szafie na pewno nie ma potwora. Niestety potwór tam był. I to nieźle wkurzony. „Ile mam jeszcze na ciebie czekać?!” mówił wyraz twarzy Heather. Była to kobieta dobiegająca czterdziestki, mimo że jej twarz nie wykazywała tego. Miała długie czarne włosy wiecznie związane w ciasny kok. Jej ciemnobrązowe oczy, osadzone na twarzy ciemnej karnacji, miały w sobie błysk wyrażający dyscyplinę i wyraźne niezadowolenie z postawy Rity. Nie zdołały tego ukryć nawet prostokątne okulary, które kobieta zakładała zawsze do czytania. Miała na sobie czarne spodnie sprasowane na kant i śnieżnobiałą, oficjalną koszulę, na którą narzuciła czarną marynarkę. Stała opierając się o wielkie, zasypane papierowymi stertami biurko. Mimo dużej ilości dokumentów wszystkie były odpowiednio porozdzielane i poukładane. Pokój w którym się znajdowały był gabinetem Narodowego Pułkownika Cienia – czyli Heather. Za biurkiem, pod ścianą stała wielka szafka na dokumenty oraz sejf, którego zawartość znała tylko szefowa. Oprócz tego był jeszcze czarny włochaty dywan, który pasował idealnie do białych ścian. Ogólnie pokój był mały i skromny, pasujący do charakteru McPride.
 - Dłużej się nie dało? - spytała słodkim głosem pełnym jadu. Tak, Heather kochała dyscyplinę i nie cierpiała, kiedy się ktoś jej nie podporządkowywał.
 - W sumie dało, ale im szybciej to wykonam, tym szybciej wrócę do spania – Oj, oj! Żyła na czole brązowookiej zaczęła się robić coraz bardziej wyraźna – Ale mniejsza o to. Co to za zlecenie?
Heather westchnęła. Podeszła do biurka i wysunęła szufladę. Na wierzchu leżała żółta teczka. Kobieta wzięła ją i wepchnęła bezceremonialnie w ręce Rity.
 - Możesz się cieszyć - jedziesz do Włoch.

***
Skierowali się do zagraconej jadalni. Oboje nie byli zbytnio zdziwieni tym, że nikt ich nie przywitał. Prawdopodobnie gdzieś polecieli albo spali. Ona by najchętniej to zrobiła. Poszła spać. Ale nie, najpierw zaspokoi swój nerwowy żołądek, który coraz głośniej dopomina się o jedzenie. A może to żołądek Noctisa? A zresztą co za różnica. Jej, jego... I tak trzeba go napełnić. Weszli do kuchni nie zważając na okropny bałagan. Emmy bez żadnych ceregieli otworzyła zamaszystym ruchem lodówkę, wyjęła miskę pełną świeżych ryb i postawiła ją przed smokiem. Już miała naszykować sobie coś do jedzenia, ale usłyszała przeraźliwy dzwonek telefonu. Wyszła z kuchni i zaczęła szukać go na zawalonym papierami i dokumentami stole.
Cholera, nie ma go. - pomyślała słysząc coraz bardziej natarczywą, głośną i irytującą melodię z “Różowej Pantery”.
Sprawdź pod książką Sary o modzie czy czymś takim. Taką grubą i w twardej oprawie.
 Emmy jak zwykle posłuchała Noctisa i znalazła upierdliwe urządzenie, które wciąż nie przestawało wydawać z siebie znienawidzonej melodyjki. Wyjęła go spod opasnego tomiska o stu dwudziestu różnych rodzajach kapeluszy. Była tak skupiona na odbieraniu telefonu, że nie zauważyła spisu lecącego na jej nagą stopę, który spadł na nią z wielkim hałasem.
Nie znoszę jej książek. - pomyślała ze złością, odrzucają kopniakiem książkę, która wleciała z hukiem w drewniany zabytkowy regał. Rozpadł się, a wszystkie jego szklane części zbiły się w drobny mak. Jedna z desek poleciała w bok i rozbiła najbliższe okno. Emmy, wkurzona perspektywą tak dużego sprzątania walnęła z całej siły w piękny dębowy stół i przełamała go na pół. Stosy luźnych kartek, książek i plików arkuszy porozlatywały się po całej jadalni.
Noctis popatrzył na jej dzieło zniszczenia i stwierdził: Nie będą zadowoleni.
Emmy prychnęła wściekła i odebrała telefon, który był powodem tak wielu kłopotów.

 - Czego? - zapytała lub raczej warknęła. Była zła, głodna i zmęczona. Nie miała ochoty ani na zwykłą rozmowę, ani tym bardziej na tłumaczenie się, dlaczego zrobiła taki bałagan. Chciała, żeby jeszcze nie wracali.
 - Cześć Emmy! Jak zwykle miłe powitanie! - odpowiedział bardzo wesoły głos w słuchawce.
 - No hej, hej. - dziewczyna rozchmurzyła się. Może nie będzie aż tak źle?
 - Jak misja? Wszystko ok?
 - Tak. Jajo jest już u nas. - odpowiedziała, siadając na krześle i masując sobie nogę, jednocześnie myśląc gorączkowo, jak naprawić ten drobny nieporządek.
On nie jest taki mały. - pomyślał Noctis.
Nie pomagasz. - zganiła go w myślach.
 - Co taka małomówna? Jaki gatunek? Gdzie go włożyłaś? Jak się czuje? - zasypał ją gradem pytań rozmówca, nie dając się jej skupić.
 - Małomówna, bo Sarah wszędzie zostawia swoje książki, a gatunek to Pożeracz Światła. Włożyłam go do świetlistej niszy nr 518 i czuje się bardzo dobrze. A ja jestem głodna. - zakończyła tonem narzekającego dziecka, które w sklepie oświadcza swoim rodzicom, że chce akurat tego misia, a nie innego. Zauważmy, że dzieci nie patrzą na ceny, ale najczęściej wybierają najdroższe zabawki. Niezwykły talent, dość kłopotliwy dla rodziców.
 - To coś zjedz, chyba że chcecie ze Noctem do nas przylecieć. - odpowiedziała wesoło Kate.
 - A gdzie jesteście? - zapytała Emmy, dopiero teraz zwracając uwagę na hałas, który dało się słyszeć w tle ich rozmowy.
 - Jesteśmy w Barcelonie. Chłopaki chcieli polecieć na jakiś mecz, a Sarah musi zrobić zakupy. - odpowiedziała z lekką  ironią kładąc nacisk na słowo “musi”.
 - Nie, nie przylecimy. - odpowiedziała z lekkim wahaniem, przeciągając ostatnie słowo i rozglądając się po zdemolowanej jadalni. - Mamy coś ważnego do zrobienia. Musimy posprzątać mały bałagan. - dokończyła z przerażeniem patrząc na ogrom zniszczeń spowodowanych jedną książką.
Ty masz coś ważnego do zrobienia i to TY musisz posprzątać. Ja sobie popatrzę i odpocznę. Mogę ewentualnie podgrzać ci szkło z tego pękniętego okna. - pomyślał Noctis.
Dzięki. W taki razie, jaki z ciebie użytek? - odwarknęła Emmy.
 - Aha, to trudno. Szkoda. Myślałam, że pomożesz mi upilnować Sarę, żeby za dużo nie wydała. - dokończyła lekko ironicznym głosem. Wiedziała, że Emmy nie była w stanie nikogo upilnować. Była zbyt dziecinna i sama zapatrzyłaby się pewnie w jakąś zabawkę albo zupełnie niepotrzebną rzecz. - Skoro nie przylecisz do nas, to Peter zostawił ci kolejne współrzędne na biurku i prosił, abyś to załatwiła przed naszym powrotem. - zakończyła Kate. - To do zobaczenia. - chwile później Emmy usłyszała trzask odkładanej słuchawki.
 - Super. - warknęła wściekła dziewczyna odrzucając telefon. - Nie dość, że rozwaliłam pół domu, to jeszcze nie mogę tego naprawić! Zbieraj się Noct. Idę na górę wziąć szybki prysznic, przebiorę się, wezmę łuk, współrzędne i lecimy po kolejne. - myśląc o następnym jaju mimo woli się uśmiechnęła.
Jasne, idź. Tylko się nie spiesz. Weź długi prysznic. Musisz odpocząć, a oni tak szybko nie wrócą. Ja się teraz trochę prześpię, a ty odpocznij podczas kąpieli. Zjesz coś po drodze. Weźmiemy jajo, a potem wrócimy i będziesz się tłumaczyć z bałaganu. - odpowiedział, kładąc łeb na przednich łapach i zamykając oczy.
Taaa, tłumaczyć się. Jasne. Dobrze, że dopiero za kilka godzin. Mam nadzieję, że nie będę miała długiego szlabanu na lody.

Smoczyca (Helena Wąsik) & Harpia